nr. 90
VICTORIA, BC,
LIPIEC 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

A.Koraszewski-
Tylko nie mów

nikomu

Ksiądz Paweł-
Mądrość

na cały
rok

W.Widział
Historia jedwabiu

i szlaku

E.Korzeniowska-
Tkaniny

plemienia Salish

L.Mongard-
Abakanowicz

rzeźbiarka.

L.Lameński-
Polska tkanina
dekoracyjna

I.Krzywicka-
Z Huculszczyzny
obecnie na Ukrainie

ECK-
Żabusia
fotorecenzja

TSB-
Modernizacja

biblioteki

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 43

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Tkaniny cenniejsze od złota


Starszyzna Salish w Północnym Vancouver (1907)

W czasach zamierzchłych tkaniny cenniejsze były niż złoto. Najdawniejsze ślady tkanin pochodzą z okresu neolitu. W tym okresie człowiek udomowił owce i kozy. W zaraniu dziejów umiejętność tworzenia tkanin uznana była nadprzyrodzonym darem.
Dla mieszkańców Zachodniego Wybrzeża Północnej Ameryki, w czasach tak zwanych przed - europejskich, czyli przed trochę ponad dwustu laty, tkane z psiej sierści i wełny górskich owiec koce (kilimy) stanowiły dowód bogactwa; posiadały siłę nabywczą, miały istotne ceremonialne znaczenie, były symbolem statusu i stanu posiadania. Ludy należący do szczepu przybrzeżnych Salishów żyjących w południowych okolicach Wyspy Vancouver zajmowali się tkactwem od początku świata i kilimy wyznaczały najważniejsze momenty ich życia.
Tkaniny posiadały też charakter ceremonialny, powstawały z najróżniejszych okazji i wyznaczały różne ważne momenty życia. Okrywała się nimi arystokratyczna starszyzna, towarzyszyły przy narodzinach i śmierci. Były posłaniem i okryciem. „Na ślubnym kobiercu” – to popularne powiedzenie sięga czasów bardzo odległych, tak jak odległy jest zwyczaj zaślubin. U ludów zamieszkałych zachodnie wybrzeże Pacyfiku panna młoda z możnego rodu w czasie zaślubin wychodziła z domu swoich rodziców i kroczyła po drodze wyścielanej kilimami do swojego nowo poślubionego męża, wsiadała na jego łódź również wyścieloną kilimami, które były wianem przygotowywanym od chwili jej urodzin. Wzmianki na temat tych tkanin znajdują się w notatkach pierwszych odkrywców wędrujących wzdłuż wybrzeża Brytyjskiej Kolumbii:
„…Simon Fraser w 1808 roku pisał, iż widział stado białokopytnych zwierząt podobnych do owiec… „te stworzenia (kreatury) dostarczają materiałów do produkcji wspaniałych koców.”
“Robią oni dywany z psiej sierści z tkanin w poprzek kolorowymi pasami krzyżującymi się pod kątem prostym, podobnie jak w szkockiej kracie…”
( AC. Anderson, Yale 1846.).
Tkanie kilimów było sekretną umiejętno-ścią świata kobiet przekazywaną z pokolenie na pokolenie. Proces powstawania jednego kilimu (koca) wymagał planowania, przemyśleń, medytacji, kontaktu z istotami ze świata niewidzialnego, skupienia oraz wielu trudów i zachodów takich jak zbieranie włókien i ich obróbka. Istotne znaczenie miała produkcja barwników. Salish używali w tym celu kory cedrowej, zielonych roślin, minerałów pozyskiwanych z ziemi. Wszystkie czynności były sekretne i odbywały się w ściśle określony sposób.
Dlatego tkaniny były święte i żyły swoim życiem. Zawierały w sobie tajemnice rodu przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Zajmowały się nim kobiety od dzieciństwa przygotowywane do roli tkaczki, osoby, której praca posiadała charakter spirytualny, a jej efekt był świętym wynikiem tajemnej ceremonii transformacji królestwa roślinności i królestwa zwierząt w przedmiot służący człowiekowi, stanowiący o łaskawości kreatora i natury. Pierwotne tkaczki musiały posiadać nie tylko umiejętności techniczne i wiedzę, ich obowiązkiem było życie w harmonii z nakazami natury, obowiązywała je czystość duchowa i fizyczna, przed przystąpieniem do pracy obowiązywał je post i odosobnienie, a także rytualne kąpiele. Były, więc boginkami, do których współplemieńcy odnosili się z czcią i szacunkiem.
Oprócz walorów duchowych i artystycznych, tkaniny posiadały walory płatnicze, były wyznacznikiem statusu społecznego i waluty wymiennej. Stanowiły istotne źródło napędzania lokalnej gospodarki, która opierała się na prymitywnej konkurenci, na zasadzie „będę lepszy od mojego sąsiada”.
Badania archeologiczne południowego wybrzeża Brytyjskiej Columbii graniczącego z nią północnego wybrzeża stanu Washington USA, wykazują istnienie pozostałości indiańskich wiosek przybrzeżnych pochodzących z okresu neolitu. W roku 1970 stała się rzecz niebywała, w miejscu dawnej wioski w pobliżu Port Angeles w Narodowym Parku Olimpijskim kwietniowy sztorm odsłonił w klifie jakieś drewniane konstrukcje. Okazało się, że są to ruiny zatopionej indiańskiej wioski ludu Salish pochodzącej sprzed 600 lat, ale najstarsze ślady osadnictwa tam znalezione pochodzą sprzed 2000 lat. Wśród ponad 100 tysięcy obiektów znalezionych na terenie zalanej błotem osady były też tkaniny, między innymi świetnie zachowany kilimy w cedrowych skrzynkach w stanie nienaruszonym, gdyż zakonserwowała je pokrywa z niebieskiej glinki.
Niestety nie wszystkie starożytne tkaniny miały tyle szczęścia. Większość z nich zaginęła gdzieś bezpowrotnie. Tkactwo Salish zaczęło podupadać z nadejściem białego człowieka. Przez wprowadzenie w obieg przemysłowo tkanych koców, które szybko stały się walutą wymienną, zdewaluowała się siła nabywcza ręcznie tkanych wyrobów. W Polowie XIX wieku Kompania Zatoki Hudson sprzedawała jeden przemysłowo utkany koc za 60 łososi. Dziś po latach zaniedbania tradycyjne tkactwo przeżywa swój renesans. Kobiety Salish wracają do starych metod tworzenia tkanin, próbując odtwarzać stare ceremonie związane z kunsztem pradawnej sztuki, ale oprócz prastarych świętych wzorów w nowych pracach pojawiają się również bardziej nowoczesne elementy. Uważa się, że kilimy pochodzące z zachodniego wybrzeża Kanady i USA, tak zwane kocami Salish odznaczają się niepowtarzalnym pięknem. Jako nośnik duchowych wartości posiadają niezwykłą moc, odzyskały też swoją materialną wartość i kto wie czy znów nie są cenniejsze od złota.
>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji