nr. 92
VICTORIA, BC,
Listopad 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Kamiński-
Co słychać

w kraju nad Wisłą

J.S. -
Kino kobiece


E.Kamiński-
Rewolucja

męskiej mody

E.Korzeniowska-
Ciuchy

z odzysku

E.Caputa-
Puławski

gentelman

T.G.
Noc w Gdyni
przedwojennej

J.Wałek-
Kolekcja
Czartoryskich

E.Caputa-
Z kolekcji
Czartoryskich

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 45

Rozmaitości

Indeks autorów

T. G. (Dziennik Białostocki 1939)

Noc w portowej dzielnicy Gdyni




Jak się „bawią” obcy marynarze w polskim porcie
Jesteśmy w porcie. Noc. Chłodna, kwietniowa noc. Niebo czarne, bezgwiezdne. Od morza dmie silny wiatr. W basenach i na redzie, w panoramie koszmarnych ramion dźwigów portowych, jak okiem sięgnąć, na tle czerni płoną niezliczone, światła. Mrużą swe tajemnicze oczy, zielone, białe, niebieskie i żółte – światła sygnałowe. Mozaika kolorów! Zakotwiczone statki, w girlandach żarówek elektrycznych tworzą jakby pływające miasto.
Od strony morza, wzdłuż nabrzeży idzie pięciu marynarzy. Mimo chłodu są ubrani w lekkie marynarki. Rozmawiają po szwedzku. Śmiało, jak stali bywalcy, wchodzą w ciemny zaułek ulicy św. Piotra.
Nie wiadomo, w jakim celu właśnie tę, a nie inną ulicę nazwano imieniem świętego klucznika bram niebieskich? Zaułek przypomina raczej przedsionek piekła… Pełno w nim melin, kryjówek i podejrzanych typów. Z każdego kąta dochodzi jakiś zduszony szept lub wyrywa się wściekły okrzyk. To rodzi się nowa zbrodnia, nowe przestępstwo…


W „melinie portowej”
Idziemy za Szwedami. Wprost do baru portowego „Union”. Jest to typowa knajpa portowa, którą sam właściciel nazywa „meliną portową”…
Znajdujemy się w sali o wymiarach 5 na 8 metrów. Pięć jaskrawo wymalowanych kelnerek nudzi się przy stolikach. Przed bufetem piją Szwedzi. Obok, przy kilku innych stolikach gwarno i wesoło. Bawią się marynarze angielscy.
Atletycznej budowy gospodarz uśmiecha się znacząco. Wie, że to „turysta”, który pragnie przekonać się, jak wygląda prawdziwe życie meliny portowej.
– Często mam takich gości - wyjaśnia uprzejmie. – Przyjeżdżają z różnych stron Polski. Dygnitarze, artyści, kupcy, kapitaliści… I nie sami. Przychodzą tu również z paniami z najlepszych sfer. Szukają silnych wrażeń. Jeżeli nie ma bójki, lub awantury – odchodzą niezadowoleni.


Najrozrzutniejsi Amerykanie…
I zaczyna się barwna opowieść o tym, jak bawią się przedstawiciele różnych narodów. Okazuje się, że najrozrzutniejsi są Anglicy i Amerykanie. Bawią się i piją zazwyczaj do białego rana. Najbiedniejsi są Chińczycy i bolszewicy. Pierwsi piją kawę, drudzy kończą na kieliszku czystej wódki i kawałku taniej kiełbasy. Nie mają pieniędzy! Chińczycy rzadko decydują się na jakieś potrawy. Zresztą nie jedzą ziemniaków i nie umieją obchodzić się z widelcem. Czasami jakiś „smakosz” chiński zapyta o pieczonego szczura w potrawce z ryżu i dziwi się, że Polacy nie znają tego „przysmaku”…
Najchytrzejsi są Grecy. Oszukują zazwyczaj na tzw. „zegarek”. Oszustwo polega na tym, że marynarze skonsumują napoi i potraw na kilkadziesiąt złotych, a gdy przychodzi do płacenia rachunku, oświadczają z rozbrajającą szczerością, że nie posiadają pieniędzy i proponują zastaw w postaci zegarka. Zazwyczaj zegarek, który ma być z „czystego złota”, nie przedstawia wartości 5 złotych.


Za garderobę nie odpowiadam…
Chciwi są również Szwedzi. Urządzają się oni w ten sposób, że zamawiają piwo i po upływie godziny są pijani do utraty przytomności… Tajemnica leży w tym, że przynoszą ze sobą wódkę i ukradkiem dolewają do piwa. To też w lokalu wisi na ścianie napis: „Picie wódki przyniesionej ze sobą do lokalu bezwzględnie wzbronione”. Dalej: „Za garderobę nie odpowiadam – gospodarz”.
Na ogół są spokojni i umiarkowani Duńczycy, Niemcy, Łotysze, Finnowie, Holendrzy i Litwini. Francuzi bawią się niezwykle krzykliwie. Podobnie zachowują się Czarni i Malaje. Pełni powagi i dostojeństwa są Hindusi.
Awantury wybuchają między marynarzami nie na tle konkurencji w staraniach o względy przygodnych piękności, lecz na tle politycznym. Zazwyczaj, kiedy Niemcy spotkają się z bolszewikami awantura nieunikniona. To samo bywa z Grekami i Szwedami lub Niemcami i Francuzami.
Lokal napełnia się szybko. Orkiestra, składająca się z harmonii, skrzypiec i fortepianu usiłuje zagłuszyć okrzyki pijanych marynarzy.
Oglądamy lokal. Bufet nie posiada szkła. To prawie „Przemyśl” w małym wydaniu. Jest jakby „fortem”, za którym można się skryć bezpiecznie. Drzwi, prowadzące do sąsiednich dwóch „gabinetów” nie posiadają klamek… Może je otworzyć tylko obsługa lokalu. System ten ma na celu ochronę interesów właściciela a także w krytycznym momencie może służyć za kryjówkę zagrożonemu w bójce…
Gospodarz, którego zarówno kelnerki, jak i klientela nazywają „szefem”, opowiada chętnie o swych gościach. Były w tym lokalu awantury, krew tryskała po ścianach a zęby – jak opowiada muzyk – wynoszono koszami… Kufle, niby kule armatnie, bombardowały walczących. Trzysta sztuk, niby bateria, oczekuje za bufetem. A są to kufle wyjątkowe. Wykonano je na specjalne zamówienie ze szkła ołowiowego. Nie tłuką się. Są nieprawdopodobnie ciężkie i w tym tkwi cała ich zaleta… Służą nie tylko do piwa, lecz i do obrony.
Największymi awanturnikami są Szwedzi. Biją się o byle głupstwo. I to na krótkie noże fińskie.


Jak zarabiają bezrobotni marynarze
Czasami zdarza się, że marynarze przepijają wszystkie oszczędności. Wówczas na ulicy, w ciemnym zaułku św. Piotra oczekują na nich tzw. „bickomerzy”, czyli „kundy”. Są to bezrobotni marynarze, którzy bezrobocie uważają za swój „zawód”. Chodzą” zazwyczaj grupami, po sześciu lub pięciu. Taka grupa – jest w stanie porozumieć się z każdym obcokrajowcem. Każdy marynarz posiada umiejętność porozumiewania się co najmniej w trzech językach. Otóż bickomerzy kupują od pijanych marynarzy zagranicznych za grosze drobne ruchomości. Nie gardzą nawet odzieżą. Były takie wypadki, że pijany marynarz zagraniczny powracał do lokalu bez marynarki i koszuli szalem zaledwie na gołej szyi i zaczynał pić na nowo. Bickomerzy służą obcokrajowcom również za przewodników. Czasami przewodnictwo takie kończy się w szpitalu lub więzieniu. Bickomerzy są zdolni do wszystkiego, byle tylko „zarobić”.
Nie brak również marynarzy którzy zawodowo wszczynają bójki dla „treningu” lub po prostu, by zaimponować drugim jakimś mistrzowskim uderzeniem. Zresztą wszechwładnie panuje w szantanach portowych tzw. „byk”. Niektórzy marynarze posiadają wyjątkowo twarde głowy i jednym jej uderzeniem potrafią wysadzić drzwi dębowe wraz z futrynami.
W trakcie udzielanych nam informacji przez „szefa” „Unionu” do lokalu wszedł patrol marynarki wojennej pod komendą bosmana. Na chwilę uciszyło się. Lecz gdy tylko drzwi się zamknęły za nimi, przy bufecie dał się słyszeć rumor. To marynarze natarli na siebie. Pod osłoną gospodarza przedostajemy się na ulicę i wymykamy się czujkom „bickomerów”.


Chwytaj moment
Na rogu ul. Portowej przykuwa naszą uwagę osobliwy napis: „Alfs Bar – Beer, and wine. At very moderate prices. Your presant, and future custom, our aim. – Try us”.
Wchodzimy do wnętrza. Buda drewniana aż drży pod nogami tańczących par. Tańczą w czapkach i kapeluszach na głowie z cygarem lub papierosem w zębach z dziewczętami portowymi. Wszyscy pijani.
W tym „lokalu” nie ma orkiestry. Melodia taneczna płynie z odbiornika radiowego. W chaosie dominuje język angielski. Naraz pada słowo „Lituania”… Wymówił je młody marynarz, podając gospodarzowi lity za konsumcję.
Nawiązujemy z marynarzem pogawędkę. Okazuje się, że to Polak, obywatel litewski. Pochodzi z Kowna. Nie był w kraju już dwa miesiące.
I tu zanosi się na „burzę”. Francuzów ponosi temperament. Nie czekamy końca. Resztę „reportażu” spisze policja, która właśnie wchodzi do lokalu. Niewątpliwie będzie on bardziej treściwy i kto wie, czy nie zostanie opublikowany przed trybunałem sądowym…
Dzielnica portowa w nocy żyje specyficznym życiem. Dzikim, brutalnym, często bardzo dramatycznym. Jakoś życie ludzkie nie ma tu takiej wartości i ceny, jak w centrum miasta. Walka o prawo do życia, kończy się nieraz kosztem samego życia. Na to nie ma rady…>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji