nr. 92
VICTORIA, BC,
Listopad 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Kamiński-
Co słychać

w kraju nad Wisłą

J.S. -
Kino kobiece


E.Kamiński-
Rewolucja

męskiej mody

E.Korzeniowska-
Ciuchy

z odzysku

E.Caputa-
Puławski

gentelman

T.G.
Noc w Gdyni
przedwojennej

J.Wałek-
Kolekcja
Czartoryskich

E.Caputa-
Z kolekcji
Czartoryskich

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 45

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Nie taki znowu "gentelman'


Szablą władał po mistrzowsku. Witały go oklaski, aplauz, wiwaty. Gdziekolwiek w świecie stawał na planszy na stadionach zjawiała się polska publiczność witając go jak króla.
Polski szablista, sportowiec wszechczasów, Jerzy Pawłowski wywalczył dla Polski upragnione sportowe zwycięstwa. Aż siedem razy stawał na najwyższym podium olimpijskim, zdobył 19 złotych mistrzowskich medali w fechtunku, w roku 1975 ogłoszony został w PRL-u sportowcem 30-sto lecia. Był towarem eksportowym, narodowym idolem i pieszczoszkiem partyjnym – czerwoną legitymację wręczył mu sam Władysław Gomułka, I sekretarz PZPR-u.
Z życiorysu Jerzego Pawłowskiego wynika, że pochodził z rodziny patriotycznej; jego dziadek był legionistą, ojciec członkiem Armii Krajowej w batalionie „Zośka”, on sam działał w malej dywersji, a żyjąc w czasach okupacji w Warszawie, musiał umieć sobie jakoś radzić. Po wojnie szybko zrozumiał, że sportowa kariera może mu otworzyć drzwi do świata. Próbował swego szczęścia w boksie i w skoku o tyczce, ale to szabla stał się jego powołaniem. Zaczęło się od zabaw z kolegami, potem milicyjny klub sportowy, aż trafił do warszawskiej Legii, klubu wojskowego, gdzie fechtunku uczył węgierski trener Janos Kevey. To on dostrzegł potencjał w młodym Pawłowskim i postanowił z chłopaka zrobić mistrza, gdyż wierzył w jego naturalny talent. Jako osiemnastoletni Jerzy wszedł w skład polskiej kadry narodowej. Ze względu na pochodzenie został, poprzez szantaż, zwerbowany do współpracy SB. Zgadzając się na współpracę uratował ojca przed aresztowaniem, ale też otwierał sobie drogę do kariery nie tylko sportowej. W Wojsku polskim dosłużył się stopnia majora. Skończył zaocznie prawo i piastował podobno odpowiedzialne stanowisko adiunkta na Wojskowej Akademii Politycznej imienia Feliksa Dzierżyńskiego.
Dzięki swej pozycji Pawłowski wyjeżdżał często na zawody zagranicę, więc mógł stanowić dla swoich przełożonych SB lub WSW źródło ciekawych informacji, tymczasem jego agenturalna praca odnosiła się podobno do informowania zwierzchników, o tym, kto z kadry, czym handluje i co przemyca, no i oczywiście o kontaktach z wszędzie obecną Polonią. W teczce IPN znajdują się donosy składane na kolegów sportowców handlujących, czym się dało. Sam Pawłowski też potrafił nieźle kombinować. Jedne towary wywoził inne przywoził, na przykład w DDR szły prezerwatywy, a w Mediolanie warto było kupować rajstopy. Zaopatrywał warszawskie komisy, ale podobno mało był przydatny dla wywiadu polskiego, gdyż do powierzanych sobie zadań podchodził z pewną nonszalancją. Dlatego w 1962 roku zostaje zwolniony z współpracy z polskim wywiadem (!); w dwa lata później kontakt z nim nawiązuje CIA.
W czasach, gdy w Polsce skarbem była pusta puszka po piwie z PEWEX-u, nasz czołowy sportowiec opływał w zachodnie towary, żył w zbytku i cieszył się sławą, prowadząc wystawne życie za dewizy, pijał drogie alkohole i grał w pokera. Kręciły się wokół niego luksusowe kobiety, choć nie był specjalnie atrakcyjny. Mało ciekawy, po trzydziestce z lekka łysawy, a jednak był bożyszczem. Cieszył się nadzwyczajnymi przywilejami. Mieszkał w centrum Warszawy w pięciopokojowym mieszkaniu urządzonym antykami. Jeździł fiatem 300. Sportowiec 30-lecia Polski ludowej żył w komunistycznej ojczyźnie jak przysłowiowy pączek w maśle. Mówił, że to wykopana na podwórzu szabla przyniosła mu sławę i dobrobyt. Ale luksusów ciągle było za mało, więc najpierw w zamian za różne przywileje, obserwował kolegów sportowców i meldował o ich zachowaniu na SB. Potem na którymś wyjeździe w Paryżu czy Wiedniu został zwerbowany przez CIA, dla nich zdradzał tajemnice Polski.
W zeznaniach twierdził, że za swoje informacje dostarczane CIA nie otrzymywał pieniędzy. Tłumaczył, że pracował dla Amerykanów z nienawiści do komuny. Kiedyś zapytany przez zachodniego dziennikarza powiedział, że najbardziej lubi walczyć z Rosjanami, bo historycznie Polacy zawsze ich leją.
Być może tak było, że zapłata była w formie innej pomocy, bo w trakcie wywiadu, jakiego udzielił po 10-ciu latach spędzonych w więzieniu wspomina, że pracownicy CIA chętnie mu pomagali w organizowaniu towarów na handel. Byli zorientowani gdzie tanio, co kupić i zawsze na bieżąco z tym, co akurat w Polsce było chodliwe informowali polskiego pupilka. Dzięki pomyślnym transakcjom sportowiec wiódł aksamitne życie bawił się i szpiegował donosząc, na kogo się da. W końcu zaczęto domyślać jego szpiegowskiej działalności poddając go skrupulatnej obserwacji. Na podstawie zeznań wielkiej ilości osób utworzono psychologiczny portret Pawłowskiego. Na jego podstawie stwierdzono, że najlepszą metodą śledczą będzie zastraszanie delikwenta, a następnie ciche aresztowanie.
25 kwietnia 1975 roku Jerzy Pawłowski po prostu zniknął. O jego zaginięciu pisały zachodnie dzienniki, mówiło Radio Wolna Europa. W Warszawie szeptano, że być może się zabił. Dopiero po kilku dniach wyciekły na zachód wiadomości o aresztowaniu. W Polsce oficjalna notatka ukazała się w Trybunie Ludu gdzieś w połowie czerwca. W rok później w kwietniu 1976 roku odbył się proces agenta i szpiega Jerzego Pawłowskiego. Ze względu na osiągnięcia sportowca, sąd zrezygnował z kary śmierci skazując go na 25 lat więzienia i pozbawienie wszystkich praw obywatelskich. Po chwilowym oburzeniu i narodowym potępieniu, pisano o nim: „karierowicz, bezkrytyczny wielbiciel zachodu, dorobkiewicz, dla którego dobrem najwyższym są pieniądze” wymazano go z kart historii polskiego sportu.


Po 10 latach spędzonych w więzieniu, Jerzy Pawłowski otrzymał umorzenie reszty wyroku. Został zwolniony z więzienia i włączony do grupy szpiegów, którzy 11 czerwca 1985 roku byli wymienieni na słynnym moście Glienicke pomiędzy Poczdamem i Berlinem Zachodnim. Posłusznie wsiadł do autobusu, gdy wysiadali na moście wiał silny wiatr. Widać jak Pawłowski przytrzymuje ręką kapelusz. Jest trochę grubszy i bardziej łysy, idzie śmiało wraz z innymi szpiegami. Trudno uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, bo scena zupełnie jak z filmu: Pawłowski odmówił przejścia na drugą stronę. Nie chciał opuszczać Polski i w ostatniej sekundzie, która mogła zaważyć na jego losie, nie zgodził się na wymianę.
- Pomyślałem sobie, że to nie ja powinnam opuścić Polskę, a komuniści – powie po latach.
Do dziś nie wiadomo czy był aż tak wielkim patriotą niewyobrażającym sobie życia poza Polską czy raczej realistą, rozumiejącym, że zaczynanie życia od nowa w średnim wieku na obczyźnie nie jest sprawą ani łatwą, ani bezpieczną zwłaszcza dla byłego szpiega.
Po wyjściu na wolność pragnął wrócić do kariery sportowej, ale w końcu poświęcał wolny czas na malowanie obrazków. Zajął się też energoterapeutyką.
,„Jako zdrajcę ojczyzny, komuna wymazała go z narodowej świadomości społecznej. Jednak Jerzy Pawłowski był lubianym i cenionym zawodnikiem, nie tylko ze względu na posiadane umiejętności, ale także z powodu swojej postawy. Nazwany został „dżentelmenem planszy„. Przestrzegał zasad czystej sportowej rywalizacji. Dał temu wyraz m.in. w 1955 r. w Rzymie podczas Mistrzostw Świata. Podczas walki z Rudolfem Karpatim, sędziowie niesłusznie przyznali mu punkt. Pawłowski zwrócił sędziom na to uwagę, przyznając, iż to Węgier trafił go pierwszy. Tym samym Pawłowski przegrał tę walkę. Zdobył jednak wielki szacunek kibiców oraz zawodników. W 1967 r. Międzynarodowa Federacja Szermiercza nagrodziła go prestiżową nagrodą Challenge Chevalier Feyerick, przyznawaną za ”rycerską i koleżeńską postawę na planszy”. Sam Pawłowski mówił, iż „jest to najważniejsze sportowe wyróżnienie w światowej szermierce” – pisze Przegląd Sportowy.
Był wspaniałym sportowcem, ale czy na pewno gentelmentem? >.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji