nr. 92
VICTORIA, BC,
Listopad 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Kamiński-
Co słychać

w kraju nad Wisłą

J.S. -
Kino kobiece


E.Kamiński-
Rewolucja

męskiej mody

E.Korzeniowska-
Ciuchy

z odzysku

E.Caputa-
Puławski

gentelman

T.G.
Noc w Gdyni
przedwojennej

J.Wałek-
Kolekcja
Czartoryskich

E.Caputa-
Z kolekcji
Czartoryskich

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 45

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Ciuchy


Na wystawach sklepowych pojawiają się ubrania o najmodniejszych barwach i fasonach. I nagle okazuje się, że aby być na tak zwanym „topie” należy zmienić całą garderobę! Wyrzucić ukochane rurki i zamienić je na dzwony. Bluzki z dekoltem na golfy, płaszcze tweedowe na sztuczne futra i długie swetry. Nie wspominając o nowych akcesoriach: paski od Channel już są mniej hot niż paski od Hermesa, tu jeszcze nowe buty, torebki. W głowie może się zakręcić od wydatków. No, ale cóż robić? Kobieta modna robi czystki w swojej szafie raz na trzy miesiące. Niechciane, przenoszone ciuchy wrzuca do kartonu i odwozi do jakiejś instytucji dobroczynnej. Pojęcia nie ma, co się z nimi potem dzieje. Co prawda ostatnio, w czasach dbania o środowisko niektóre sklepy sieciowe przyjmują swoje stare zużyte towary (zwłaszcza odzież), by podać je systemowi recyclingu, czyli wpuścić jeszcze raz w obieg lub przeznaczyć na surowce wtórne użyteczne na przykład w produkcji papieru lub sztucznych włókien, przydatne też w innych przemysłach. Ale zanim to nastąpi, nasze niechciane ubrania otrzymują drugie życie, czasem o wiele ciekawsze od pierwszego.
Na przestrzeni wieków używana odzież dobrej, jakości była w cenie. Świadczą o tym stare kolekcje, ogłoszenia w dawnej prasie. W czasach komunistycznych w Polsce były specjalne sklepu uchodzące za luksusowe i drogie, a były to tak naprawdę sklepy z używaną zagraniczną odzieżą i innymi pożądanymi przedmiotami, choć zdarzały się też towary pierwszej nowości. Z dzieciństwa pamiętam dreszcz emocji, gdy do mieszkania moich dziadków listonosz przynosił wielką paczkę oblepioną kolorowymi naklejkami. Przeskakiwałam z nogi na nogi, gdy babcia metodycznie zdejmowała sznurek i zwijała w kłębek – wszystko w tamtych czasach mogło się przydać, a amerykański sznurek był prawdziwym skarbem, tak samo papier, a zwłaszcza znaczki i naklejki. W końcu następowało otwarcie kartonu i oczom ukazywały się kolorowe skarby: dżinsy, kolorowe sukienki, swetry i bluzki, żakiety i nocne koszule wprost z Ameryki. Po pokoju unosił się specyficzny zapach. Mówiliśmy, że pachnie Ameryką. Wszystko było dla nas piękne i nowe, i szybko znajdowało nabywców. Do dziś pamiętam kilka pięknych sukienek z tamtych paczek i moją ukochaną koszulę w kratkę z wyhaftowanym imieniem Ronny. Ciuchy z naszych paczek rozchodziły się w oka mgnieniu, nie tylko dlatego, że rodzina była duża.
W PRL-u ciuchy z Unry, z amerykańskich z paczek, z komisów, z Bazaru Różyckiego czy z targu w Nowym Targu zadawały szyku, były w dobrym tonie i wchodziły w skład garderoby najelegantszych ludzi w kraju. Wielkim miłośnikiem amerykańskiej “starzyzny” był na przykład pierwszy polski elegant lat 50, pisarz Leopold Tyrmond. Najelegantszy mężczyzna w PRL –u, ubrany na ciuchach!!! Dziś, w dobie konsumeryzmu, taką elegancję z drugiej ręki promuje Maryla Rodowicz szokując publiczność niezwykłymi ciuchowymi znaleziskami. Dużo dziewczyn poszło w jej ślady i gdy Polska zalewana jest ciuchami z międzynarodowych sieciówek, co wybredniejsze, ekologiczne dziewczyny ubierają się w szmateksach, gdzie kupują ubrania na wagę: Od 4 do 20 zł za kilogram. Można też takich zakupów dokonywać dyskretniej przez telefon, ale nia ma to jak dreszczyk emocji towarzyszący jakiemuś niezwykłemu odkryciu
Sklepy z używaną odzieżą na całym świecie cieszą się rosnącą popularnością, kupowanie rzeczy second hand stało się trendy, wśród ludzi posiadających ekologiczne sumienie, rozumiejących, że produkcja przemysłowa odzieży nie jest cool. Tak zwana odzieżówka, to przemysł pochłaniający hektolitry wody i setki tysięcy ton środków chemicznych. Dlatego ludzie troszczący się o stan naszej planety kupują ubrania przedniej jakości w ciucholandach. I czują się z tym znakomicie. Nie tylko zmniejszają odcisk swojej stopy na grzbiecie steranej planety, ale oszczędzają pieniądze i doznają różnego rodzaju zachwytów i wesołości, a czasem wielkiej satysfakcji, gdy nagle trafia się na jakąś perełkę.
Istnieje wiele pozytywnych aspektów kupowania delikatnie używanej odzieży. Wizyty w second hendach, uruchomiają wyobraźnię i twórcze siły, co jest wspaniałym umysłowym ćwiczeniem dla ludzi z epoki elektronicznej wiedzy. Oczywiście mam na myśli ludzi, którzy traktują takie wyprawy, jako swoistą rozrywkę, wielu jest takich, którzy robią tam całe wielkie zakupy, no, bo wybór jest ogromny, a i towar po niskiej cenie i po wyjściu ze sklepu nie traci na wartości.
Tylko 2% procent odzieży z drugiej ręki wędruje do małych sklepików dobroczynnych. W mojej dzielnicy jest takich kilka i ściągają one do siebie klientelę z całego miasta. Sprzedawana w nich odzież pochodzi z lokalnych źródeł. Jednak większość naszych niechcianych szmat ląduje w hurtowniach, gdzie podlegaja pierwszej segregacji i staje się ważnym środkiem napędzającym ekonomię.
W Kanadzie najbardziej znaną firmą handlu starzyzną jest Value Village. Początkowo firma ta była własnością Canadian Diabetics Society, ale w pewnym momencie została wykupiona przez Wallmart, wielką amerykańską firmę należącą do jednej z najbogatszych rodzin w USA. Każda część świata ma swoje firmy specjalizujące się w rewitalizacji używanych ubrań i innych niechcianych przedmiotów z drugiej ręki. W Stanach jest Goodwill w Angli Oxfam, wszystkie te firmy korzystają z dobrodziejstwa czystek w szafie, które tworzą w hurtowniach szmaciane Himalaje. Ciuchy te w kontenerach podróżują do krajów trzeciego świata, do wielkich hurtowni na terenie Afryki, i Azji, gdzie tysiące egzotycznych kobiet atakuje te góry. Segregują na męskie, żeńskie i dziecięce, na bluzki, koszule, spodnie; ciuchy lepszego gatunku i gorszego i na przemiał. To ogromna ilość roboty, by doprowadzić to wszystko do ładu i porządku, gdzie selekcjonowane podlega kolejnej selekcji. Kobiety mają czujne oko i wprawne ręce. Intuicyjnie dzielą ubrania. W ciągu wielokrotnych segregacji wyławia się markowe towary, najlepszego gatunku. Pracownice mają dobre oko, ich palce wyczuwają jakość materiału, bezbłędnie wyłapują dobre marki. Tym ubraniom poświęca się większą troskę niż jakimś tanim „śmieciówkom”. Odkłada się je na specjalne stosy, prasuje, usuwa się plamy, reperuje naderwane brzegi, przyszywa guziki. Buty się czyści i szoruje. Kompletnie porozdzielane bele towaru obciągnięte plastikiem odbywają dalszą podróż, niektóre, trafiają na afrykańskie i azjatyckie bazary, inne wracają do punktu wyjścia, do sklepów ze starzyzną na całym świecie. Większość luksusowego towaru trafia do luksusowych vintage bouitique w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku, Vancouver. W każdym mieście istnieją takie sklepy, gdzie można sobie kupić przybyłe w belach z jakiegoś egzotycznego kraju markowe ciuchy za frakcje ich oryginalnej ceny.

Pomimo rosnącej mody na kupowanie odzieży delikatnie zużytej, rocznie w Północnej Ameryce sprzedaje się 80 bilionów sztuk odzieży nowej. Do jej produkcji zużywa się miliony hektolitrów wody i setki ton najróżniejszych chemikaliów. Jak donosiła niedawno Gazeta Wyborcza do produkcji jednej pary dżinsów zużywa się 16 tysięcy litrów wody i 10 kilogramów chemikaliów. Nawet, jeśli te liczby są prawdziwie w tylko w połowie, to są to dosyć przytłaczające liczby, działające na niekorzyść środowiska.
Dlatego w imię ekologicznej poprawności, zamiast napędzać kasę designerom lub kupować ciuchy w śmieciówkach coraz więcej ludzi odwiedza second hendy, i z lekka zużytych ciuchów buduje swój styl oraz swoją ekologiczną postawę. >

CDN

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji