nr. 92
VICTORIA, BC,
Listopad 2019
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polskie Delikatesy
w Victorii
zapraszają


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Kamiński-
Co słychać

w kraju nad Wisłą

J.S. -
Kino kobiece


E.Kamiński-
Rewolucja

męskiej mody

E.Korzeniowska-
Ciuchy

z odzysku

E.Caputa-
Puławski

gentelman

T.G.
Noc w Gdyni
przedwojennej

J.Wałek-
Kolekcja
Czartoryskich

E.Caputa-
Z kolekcji
Czartoryskich

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 45

Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kamiński

Co słychać w kraju nad Wisłą


Powyborcze dylematy
Dużo jeszcze wody upłynie w Wiśle zanim emocje związane z wyborami parlamentarnymi 13 października przestaną dominować w codziennych rozmowach rodaków. Można się tego spodziewać sądząc po nadzwyczajnym zainteresowaniu społeczeństwa. Frekwencja w głosowaniu była najwyższą w ostatnich 30 latach, wynosiła średnio 61,74%, a w większych miastach znacznie wyżej. Niemal nazajutrz po głosowaniu, w badaniach opinii wzrosło poparcie dla opozycyjnej Partii Obywatelskiej o 1%, zmalało o 2% dla PiS. Przed wyborami zadowolonych z pracy Sejmu było 36% badanych. Teraz spadło do 31%, wzrosła natomiast zła ocena z 54% o 4 punkty procentowe. Dużo zmian, w tym niespodzianek można oczekiwać w nadchodzących tygodniach.
Na zagonach prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego panuje ledwie skrywany zawód z odniesionego, wyborczego zwycięstwa. Spodziewano się lepszych wyników. Mówi się “na zagonach”, bo Rząd Polski mieniąc się demokratycznym, w ostatnich latach był w istocie folwarcznym zagonem prezesa i jego partii. Nic nie mogło się stać bez jego przyzwolenia i aprobaty. Żeby nie być gołosłownym posłużmy się przykładem, jednym z wielu działań prezesa: Decyzją Kaczyńskiego niejaki Marian Banaś, człowiek nieskazitelny, czysty jak łza - minister finansów, został przeniesiony na stanowisko szefa Najwyższej Izby Kontroli. Prezes potrzebował zaufanego by trzymał baczę na wszelkiego rodzaju możliwe przekręty w ministerstwach. Z każdym dniem urzędowania zasługiwał na przydomek “pancerny Marian”. Poprzednio był “człowiekiem kryształowym”, ale z czasem zaczął budzić duże wątpliwości wśród wysoko postawionych z otocznia prezesa. Nikt nie śmiał podzielić się z nim informacjami w obawie utraty łask najwyższego z najwyższych, a było tego więcej niż potrzeba, by natychmiast zawiesić “kryształowego” i wszcząć dochodzenie: - Niejasny sposób szybkiego wzbogacenia się, wejście w posiadanie kamienicy i wielu dóbr materialnych. Bezpośrednie kontakty z gangsterami, funkcjonowanie tuż pod nosem ministerstwa finansów mafii VAT-owskiej, która miał zwalczać, mijanie się z prawdą w oświadczeniach. Marian Banaś szef NIK, a wcześniej minister finansów był człowiekiem Opus Dei, potężnej, lobbystycznej organizacji pracującej dla stolicy apostolskiej kościoła rzymsko katolickiego. Uzyskiwała każdego roku kilku, a nawet kilkunastomiliardowe dotacje ze środków publicznych Polski. Sam ten fakt konfliktu interesów powinien wykluczyć Banasia na jakimkolwiek stanowisku związanym z wydatkami publicznych pieniędzy.
Banaś umocowany politycznie i towarzysko wśród najbliższego grona Kaczyńskiego był nie do ruszenia. Został szefem NIK, dostał poświadczenia bezpieczeństwa, czyli dostęp do tajemnic państwowych, służby specjalne - CBA wiedziała o niewykazywaniu przez niego dochodów w zeznaniach podatkowych, o jego powiązaniach ze światem przestępczym.
Dopiero dziennikarskie odkrycie, że owa wspomniana kamienica przy alei Krasickiego 24 w Krakowie jest hotelem wynajmującym bez rachunku pokoje na godziny narobiło takiego rozgłosu, że “kryształowy” usunął się w cień aż afera przycichnie. Wrócił przed samymi wyborami do NIK. Ludzie szefa, czyli prezesa głowią się jak go usunąć ze stanowiska nie wywołując zbytnio ponownego rozgłosu. Banaś bezczelnie twierdzi, że nic o tym hotelu nie wie, kamienice w między czasie sprzedał. Jak się okazuje sprzedał znanym przestępcom kryminalnym. Wkrótce usłyszymy o tym więcej.
W normalnym, demokratycznym kraju afera już wywołałaby kryzys polityczny. Sprawca zmuszony byłby do natychmiastowej dymisji i z karierą rządową pożegnaliby się wszyscy politycznie odpowie-dzialni za tolerowanie tego rodzaju “kryształowej” kreatury.
No, więc PiS i pan prezes albo odwrotnie pan prezes i PiS - jak kto woli - wygrali wybory. Czy to znaczy, że prze następne cztery lata podobne przekręty jak w podanym wyżej przykładzie będą możliwe? Raczej już nic nie będzie tak jak wcześniej. Teraz może być dla rządu prezesa nieco trudniej. Wprawdzie w mniejszych parafiach, przeważnie wiejskich w gromach rzucanych z ambon kościelnych, wspieranie innych formacji niż PiS nazywano grzechem, poparcie dla Pisowców nie było pełne. Mimo fantastycznej propagandy w całodobowej kampanii telewizyjnej, tysięcy plakatów rozlepionych na tyluż płotach, 100 miliardów złotych w obietnicach dla wyborców, uzyskano minimalną przewagę z zaledwie 235 mandatami, co gorzej utracono Senat. Dotychczas ta Wyższa Izba Parlamentarna była jedynie maszynką do głosowania, by tłamsząc debatę i prawa opozycji, przegłosować jak najszybciej to, co dostała z Sejmu i przekazać dalej do zatwierdzenia Prezydentowi. Teraz, w nowym układzie, do najważniejszych kompetycji Senatu będzie należało zatwierdzenie ustaw uchwalonych przez Sejm. Na długiej liście praw i obowiązków Senatu między innymi widnieje tez wyrażanie zgody na powołanie przez Sejm proponowanych osób na kierownicze posady. Właściwie każdy polityk bez syndromu satrapy, na miejscu prezesa Kaczyńskiego byłby zadowolony, że zdjęto mu z barek - “nic bez mojej zgody i aprobaty”.
Już na pierwszym posiedzeniu Senatu wybrano zgodnie marszałka w osobie Tomasza Grodzkiego z klubu Platformy Obywatelskiej. Był to najlepszy wybór z możliwych kandydatów całej opozycji. Chirurg, profesor nauk medycznych, znany ze swych zdecydowanych poglądów krytycznych wobec rządów PiS. Poparło go 51 senatorów, co jest gwarancją powrotu do normalności i dobrej współpracy koalicyjnej z PSL i Lewicą. To przełomowa decyzja Senatu, który wymaga obecnie nowej, politycznej, jakości, powrotu do klasycznej demokracji parlamentu.
W sztabie Koalicji Obywatelskiej na zwycięstwo nikt nie liczył. Nadzieje pokładano w zdobyciu samodzielnej większości w Senacie, i scenariusz, w którym PiS pozostanie przy władzy z możliwie najsłabszym mandatem, z ich zobowiązaniami wyborczymi. Gospodarka znajduje się obecnie w najwyższym punkcie cyklu ekonomicznego. Spadek już jest na horyzoncie. Gdyby PiS oddał władzę, nowy opozycyjny rząd byłby zmuszony borykać się z tym, co naobiecywano. Łatwo przewidzieć, że Kaczyński przyparty do muru będzie się imał wszystkich sztuczek, by wyjść z podbramkowej sytuacji. Między innymi będzie usiłował przeciągnąć na swoją stronę senatorów opozycyjnych różnymi intratnymi propozycjami. W Senacie brakuje mu zaledwie dwóch dla uzyskania większości. W składzie nowego rządu tylko ministerstwo sportu pozostawił bez nominacji ministra na przynętę. Jednemu ze sanatorów opozycji już proponowano objęcie wolnego miejsca. Ten zrezygnował, ale może inny się skusi. Któż lepiej wie od prezesa, że honor w polityce czasami nie wart funta kłaków.
Była to nierówna walka. PiS to prawdopodobnie jedna z najbogatszych partii w zachodnim świecie. Wskazuje na to chociażby miliard złotych dla telewizji a w istocie subwencja dla PiS, między innymi na akcję wyborczą. PiS to nie tylko sama partia, ale i powiązane ze sobą instytucje rządowe, to realna duża siła polityczna. Rozstrzygnięcie tej walki przyniesie dopiero zmiana prezydenta z jego uprawieniami veta we wszystkich newralgicznych sprawach państwa, a podporządkowanego prezesowi Kaczyńskiemu. Janusz Lewandowski, eurodeputowany Platformy Obywatelskiej oświadczył w TVN 24, że Prezydent Andrzej Duda jest w historii Unii Europejskiej pierwszym prezydentem - doktorem prawa, który łamie konstytucję, na którą przysięgał. Wygranie prezydentury będzie zależało od znalezienia wspólnego kandydata z poparciem całego prodemokratycznego środowiska. Nie czas, więc jeszcze na entuzjastyczne wiwaty.

Cenna pomoc
Żeby ludobójstwo nigdy się nie powtórzyło w naszej i światowej historii, pamięć o tym jest obowiązkiem dzisiejszych i przyszłych pokoleń - powiedzmy obowiązkiem kosztownym. Między innymi wydatkami zachowanie byłych hitlerowskich obozów śmierci w Polsce by nie popadły w ruinę pochłaniają sporą część funduszy na utrzymanie zabytków.
Dzień 27 stycznia 2020 roku będzie 75 rocznicą wyzwolenia obozu oświęcimskiego. Pamiętają o tym też nasi niemieccy sąsiedzi, zapowiadając znaczną pomoc finansową. Na zakończenie posiedzenia premierów niemieckich landów, w piątek 8 listopada na zamku bawarskim Elmar, uchwalono 30 milionów euro(pond 128 milionów zł) deklarując swoją odpowiedzialność za zachowanie miejsca pamięci o obozie Auschwitz-Birkenau, jako symbolu holokaustu. W oświadczeniu nazwano obóz miejscem bezprecedensowego ludobójstwa i terroru. Auschwitz był największym z niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady. Straciło tam życie ponad milion sto tysięcy osób.
W Polsce wciąż się pamięta o niemieckich zbrodniach. Otwarta wrogość już ustąpiła, ale sporadyczna niechęć wciąż jeszcze się pojawia. W rozmowach towarzyskich można usłyszeć pogardliwe określenia Niemca jak: „Szkop”, „Fryc” itp. Niewątpliwe omawiana deklaracja pomocy nie tyko słowna, ale i poparta materialnie, przyczyni się do zbliżenia naszych krajów, przełamania animozji. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji