NavBar
nr. 9
VICTORIA, BC,
Luty 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
Nadchodzące imprezy, ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

Od Redakcji

zbliżają się wybory...


E. Caputa - Radio na 102
w niedziele o 10 rano prowadzi Grażyna Sommerfeld


E. Kamiński - Koniec Swiata
Wyłania się z przepowiedni..


TSB - Arena
Pod koniec lat 60. i w latach 70. Wrocław stał się stolicą polskiego konceptualizmu


W. Kowalewski - Legendy Literackie
Lubimy legendy literackie.


S. Cieński - SZPACZKA
Wspomnienia weterana Wojny Bolszewickiej

FOTOREPORTAŻE

Na Opłatku

JASEŁKA


KOMIKS

ROZMAITOŚCI


Edward Kamiński

Z PRZEPOWIEDNI POWIKŁANIA
KONIEC ŚWIATA SIĘ WYŁANIA

Sądząc po tym jak szeroka publiczność czytelnicza łaknie wszelakiego rodzaju sensacji na temat katastrof i kataklizmów, lubimy się nieco postraszyć. Początek roku jest ku temu porą jak najbardziej odpowiednią, obfitującą wzmożoną erupcją różnych przepowiedni dotyczących końca świata. Powinien nastąpić i to już kilka razy. Niektórzy zdążyli się już z tym oswoić i potrzebują wzmożonej dawki podniety

Powszechnie znanym, dawnym wizjonerem jest Michel Nostradamus (1503 – 1566), lekarz francuski na dworze Katarzyny Medycejskiej. Ponoć dworzanie nazywali go pijakiem stąd, że wygłaszał i pisał swe rzekome proroctwa w kalendarzu astrologicznym niezrozumiałym językiem jak po kielichu, „wskazującym na spożycie.” Większy prestiż przysporzyła mu śmierć francuskiego króla Henryka II, którą wcześniej przewidział i ostrzegł monarchę przepowiednią: „Młody lew pokona starego na polu walki w pojedynku; utkwi oczy swoje w ich złotej klatce, dwie rany w jednej; po czym skona okrutną śmiercią.” 1 lipca 1559 roku, król w zbroi i pozłacanej przyłbicy pojedynkował się w turnieju z młodym rycerzem. Lanca przeciwnika ugodziła władcę w oko, pękła na dwoje i jej odłamek utkwił w krtani. Monarcha skonał w męczarniach po kilku dniach.

Z blisko tysiąca proroctw pisanych czterowierszem jak w malignie nikomu dotąd nie udało się odszyfrować całkowicie zawikłanej symboliki przepowiedni. Przewidywania Nostradamusa można, więc interpretować dowolnie i dopasować do wszystkich klęsk wody i ognia, wojen i katastrof w każdym czasie, przeszłym i przyszłym. Po atakach na bliźniacze wieże WTC w Nowym Jorku też mówiono, że Nostradamus to przewidział, po czym Amerykanie masowo wykupywali książki z jego proroctwami. Co poniektórzy odczytywali z nich kto i z kim wygra mistrzostwa w futbolu i koszykówce na Florydzie.
Podobnie przed rokiem 2000, w którym miał nastąpić koniec świata, z półek księgarń znikały proroctwa Sybilli, królowej Saby, Pytii i Kasandry. Mormoni ogłosili nawet, że nie przyjmują już nowych wyznawców. Jest już za późno, kto się „nie załapał”, nie będzie zbawiony. W metrze i centrum Warszawy osobnicy „pełni wiary” wciskali przechodniom ulotki z ofertami swoich kościołów. Koniec jest już bliski. Jest to ostatnia szansa na zapewnienie sobie zbawienia. Problematyczny był tylko wybór odpowiedniej sekty, bo każda podawała, że tylko ona chroni przed potępieniem wiecznym.

Zagłada w roku 2000 nie sprawdziła się. Przypuszczalnie w proroctwach przeoczono fakt, że w naszym roku dwutysięcznym u Chińczyków minęło już ponad 4700 lat, wobec czego przepowiednia ich nie obowiązuje. Bez nich nie może być końca świata, bo „Chińczyki trzymają się mocno”.

Nie licząc Jihadu, świętej wojny wyznawców Allaha, na rok bieżący nie przewidziano nic szczególnego. Za to rok 2012 ma obfitować w podniecające atrakcje. Niezależnie od Nostradamusa, tak zwane proroctwo Oriona przewiduje wiele katastrofalnych wydarzeń. Z powodu szczególnego układu planet, zdarzającego się raz na 12 tysięcy lat, dokładnie 12 grudnia 2012 r. góry poruszą się, morza wyleją, wyłonią się nowe lądy, a część ziem znajdzie się na dnie oceanów. Jedyną korzyścią będą mniejsze zadłużenia na kartach kredytowych w zakupach przedświątecznych. Wiedzieli też o tym, (nie o kartach kredytowych a spodziewanych zjawiskach) Majowie. W ich kalendarzu z tym dniem kończy się cykl życia planety zwanej „światem”; zaczyna się kolejny cykl „świata” i rozwoju ludzkości.

W tak interesującym zestawie wizji godzi się napomknąć o wróżbach Amerykanina Edgara Cayce (1877 – 1945r.) zwanego „Śpiącym prorokiem”. Podobnie jak dziś Al Gore przewidywał, że przełom tysiącleci to początek końca. Topniejące lodowce na biegunach zatopią wybrzeża Ameryki. Los Angeles, San Francisco, Nowy Jork zaleje woda. Z powierzchni ziemi zniknie Japonia. O tym ostatnim Gore jeszcze nie wspominał, by nie wzbudzić paniki do czasu aż Ford, GM i Chrysler zaczną produkować lepsze samochody od Toyoty i Hondy.

Jasnowidz, Francuz Mario de Sabato urodzony w 1933 roku przewidywał masową imigrację Chińczyków na Zachód i bezkrwawy podbój Europy, ale ma to dopiero nastąpić. Można jednak stwierdzić, że podbój już się zaczął. Na razie w sklepach z większością towarów ‘made in China’ i nie tylko w Europie, ale i na naszym kontynencie. Przewidział upadek ZSRR. Ciekawe, że nikt nie zapowiedział olbrzymiego tsunami, który zdewastował w 2004 r. wybrzeża Tajlandii, ani pożarów w Australii i Kaliforni?

W krótkim przeglądzie jasnowidztwa nie powinno zabraknąć konkurencyjnych Objawień Fatimskich. W przeciwieństwie od wszystkich innych, uznane przez kościół katolicki – są prawdziwe. Trzecia Tajemnica Fatimska mówi o księdzu w bieli, przygniecionym bólem i troską, który u stóp krzyża ginie przeszyty strzałami nieprzyjaciół. W tej wizji Matka Boska ostrzegała Jana Pawła II przed zamachem na jego życie. Jednak papież postrzelony 13 maja 1981 roku ocalał. Pojawiła się, więc nowa wersja o bracie Rogerze, twórcy Wspólnoty z Taize. Podobnie ubierał się na biało, był wielce zatroskany. Zginął przeszyty pchnięciem noża 16 sierpnia 2005 roku.

Próby przewidywania przyszłości naukowo pojawiły się w roku 1949, gdy nową dyscyplinę nazwał futurologią niemiecki profesor, Ossip Kurt Flechtheim (1909 – 1998). W rzeczywista działalność zaczęła się dopiero 19 lat później. W Francji powołano wówczas grupę „Roku 1985”, która miała wytyczać kierunki przyszłości kraju. W wielkiej Brytanii powstał projekt „Mankind 2000”, a w USA w 1965 r. „Komisja Roku 2000” zwana RAND Corporation. W Polsce przyszłością parał się ”Komitet Badań i Prognoz Polska 2000”. Nowe placówki finansowane przez państwa szybko straciły obiektywność naukową. Podpierały raczej status władzy. W USA umacniały wizje dobroczynnego kapitalizmu, a w krajach bloku sowieckiego jedynie słusznego systemu komunistycznego.

Postęp wiedzy o naszym globie i kosmosie roztacza przed nami fascynujące możliwości. Koniec świata może nastąpić na kilka sposobów. Wybór nie leży jednak w naszych, ludzkich możliwościach. Siła wyższa chce nam spłatać niespodziankę ze spodziewanego zestawu kataklizmów.

Poczesne miejsce w super-katastrofach przypada gigantycznym super-wulkanom, przy których zwykłe kratery, są jak małe wypryski na skorupie ziemskiej. Jeszcze pół wieku temu były nierozpoznane. Nie wyglądają, bowiem jak góry z kraterami, ale jak olbrzymie rozpadliny o średnicy 60 – 70 kilometrów, widoczne z kosmosu. Znanych jest pięć: Caldera w Long Valley w Kalifornii, Toba na Sumatrze, Taupo na nowozelandzkiej Wyspie Północnej, Island Park w stanie Idaho i Park Narodowy Yellowstone w Wyoming. Wszystkie są w letargu prócz w Yellowstone. Cztery lata temu ziemia tam, w niektórych miejscach, zaczęła podnosić się o 7 cm rocznie. Oznacza to, że ciśnienie lawy, nie znajdując ujścia, stale rośnie. Jest to swego rodzaju gigantyczna bomba z opóźnionym zapłonem. Wybuch może być tysiąc razy silniejszy od erupcji zwykłego wulkanu. Słup rozgrzanego gazu i popiołu z naddźwiękową prędkością dosięgnie stratosfery. Zapadająca się skorupa ziemi, jak dach domu bez podpór, spadając się wywoła dodatkowe wyrzucenie w powietrze lawy, gazów i popiołu. Fala uderzeniowa zmiecie wszystko aż po Meksyk. Słońce przesłonięte pyłem zniknie na wiele miesięcy powodując katastrofalne obniżenie temperatury o kilkanaście stopni na całym globie. Może dojść do całkowitej zagłady życia.

Zderzenie asteroidu z Ziemią to interesujący temat rozmów nie tylko w kołach towarzyskich, ale i astronomicznych. Koniec rodzaju ludzkiego wywołany taką kolizją może nastąpić, podobnie jak nastąpiła zagłada dinozaurów 60 milion lat temu. W miarę udoskonalanych obserwacji nieba widać, że prawdopodobieństwo kataklizmu jest coraz większe. Jeden z asteroidów odkryty niedawno, dwa razy do roku przecina orbitę ziemską. Spodziewany jest wkrótce jego przelot w krytycznej odległości. Temat ten zasługuje jednak na oddzielny elaborat. Jeśli zdążymy ( Strony ukazują się tylko raz w miesiącu) o asteroidach opowiemy obszerniej w jednym z kolejnych numerów pisma.

Współcześni fizycy głowią się nad teorią wzajemnych zależności czterech sił natury: energii elektro-magnetycznej, silnej i słabej energii atomowej oraz grawitacji. Licho wie, co to jest słaba energia atomowa, bo nawet słaba wydaje mi się o wiele za silna. Natomiast fizycy mają trudności z grawitacją. Trwają dociekania czy najmniejsza znana obecnie cząsteczka materii – proton – może ulec zniszczeniu. W szkole uczono nas, że atom jest najmniejszy i niepodzielny. Od tego czasu rozbito go kilka razy na mniejsze kawałki. Dla nas nie ma znaczenia, co jest najmniejsze, bo zobaczyć się nie da. Dla fizyków jest ważne. Oszacowano, że cały wszechświat zawiera 10 do 79–tej potęgi protonów. Zbudowany, olbrzymi super - detektor Kamiokande pod górą Kamioka w Japonii zawiera 45 tys. ton wody, w której ma być przyłapany z kosmosu przynajmniej jeden proton ze strumieni przenikających góry i oceany bez żadnych przeszkód. Twierdzą, że zniszczenie protonu zaprzeczy teorii niezniszczalności energii, a tym samym oznacza, że cały wszechświat może ulec zagładzie. Zniknie, nul, zero, wykreślony z rejestru na zawsze. Obliczono nawet, że może to nastąpić 2,5 raza 10 do 32–giej potęgi lat. Inaczej mówiąc około dziesięć quintylionów razy obecnego wieku wszechświata, obliczanego na czternaście miliardów lat. Wydaje się, że pozostaje nam jeszcze trochę czasu. Znacznie wcześniej może nastąpić koniec świata po eksplozji gwiazdy Super Nowa. Jest kilka kandydatów do wielkiego wybuchu w pobliżu naszej Ziemi. Jeden z nich to czerwony super - gigant - gwiazda Betelgeuse w konstelacji Oriona. Może zasypać nas zabójczymi promieniami radioaktywnymi.

W ostatnich latach teleskop na orbicie ziemskiej do śledzenia źródeł promieni gamma, odkrył następny sposób na unicestwienie populacji ziemskiej. Możemy być usmażeni jak frytki, jeśli jeden z zauważonych w kosmosie siewców tych promieni przeleci w pobliżu Ziemi. Te zagadkowe ciała zawierają niesamowitą energię. W ciągu kilku sekund emitują więcej energii, niż cała galaktyka rocznie. Nasza atmosfera nie powstrzyma tak zmasowanej dawki śmiercionośnych promieni.

Do kolekcji zagrażających nam niespodzianek kosmosu trzeba dodać nadmierną lub obniżoną aktywność słońca. W pierwszym wypadku gigantyczny wybuch, o wiele silniejszy od erupcji dotąd obserwowanych na słońcu, upiecze naszą planetę w kilka godzin. Natomiast w drugim wypadku nastąpi globalne zlodowacenie.

Nadzwyczajny kataklizm może spowodować przeprowadzany obecnie eksperyment naukowy w Europejskim Centrum Badań Jądrowych CERN pod Genewą w Szwajcarii. Zespół fizyków z dwudziestu państw europejskich zamierza lepiej poznać początki naszego Wszechświata. W tym celu zbudowano tam Wielki Zderzacz Hadronów(HLC), który ma przyśpieszać cząstki elementarne do 99.99 Procent prędkości światła. Jest to największa maszyna kiedykolwiek zbudowana przez człowieka. Dość wymienić długość 26 659 metrów podziemnego tunelu akceleratora. Budżet programu do roku 2013 przekracza 50 miliardów euro. Pomijam definicję cząstek elementarnych, są to, bowiem zawiłości fizyki kwantowej, zrozumiałe naukowcom z najwyższej półki. Ponadto – muszę wyznać – w moich czasach gimnazjalnych miałem lepsze stopnie z gimnastyki. Otóż, jak donosi z Moskwy „Ogoniok” z 18 sierpnia ubiegłego roku, niektórzy uczeni uważają, że eksperyment ten może mieć nieobliczalne skutki. Zderzenia przyśpieszonych cząstek elementarnych mogą spowodować powstanie czarnej dziury, która pochłonie naszą Ziemię. W eksperymencie tym nie uczestniczą Rosjanie. Jeżeli są to naukowcy z tych czasów, kiedy usiłowano połączyć węża z jeżem dla otrzymania drutu kolczastego dla gułagów, radziłbym ostrzeżenia nie traktować poważnie.

Przed napisaniem tych okropności rozmawiałem na ich temat w zaprzyjaźnionym gronie. Zarzucono mi, że żartobliwy ton nie licuje z tak gigantycznymi kataklizmami. Drogi czytelniku, jeśli myślisz podobnie, wyobraź sobie, że leżysz na pięknej, rozległej plaży gdzieś na Karaibach. Lazur nieba, złocisty piasek, rozkoszne lenistwo. W pewnej chwili powiew zefirku unosi do oceanu jedno ziarenko piasku. Ziarenko to mniej niż odpowiednik naszej kuli ziemskiej w kosmosie. Miliardy galaktyk; w każdej miliardy gwiazd, planet i cokolwiek tam jeszcze. Czy w tej nieskończonej przestrzeni ubytek jednego globu ma jakiekolwiek znaczenie? Czy jest to obiekt zasługujący na poważne potraktowanie? Chyba, że słońce nadal krąży wokół Ziemi.

Napisz do Redakcji