NavBar
nr. 6
VICTORIA, BC, Październik 2008
ARTYKUŁY

A. Schroeder - Polska Szkola
Pozycję nauczycielki w Polskiej Szkole, w Victorii podjęłam we wrześniu


E. Caputa -Dożynki
Nie najlepsi jesteśmy w gastronomii...


Rozmowa z Władysławem Mazurem
Myślę, że byśmy się zbierali, co parę tygodni...


E. Caputa - Ostatnie Dni Lata
Lato pożegnaliśmy piknikiem nad Beaver Lake...


E. Kaminski - Władza jest
jak wietrzna ospa z tą tylko różnicą...


Lala Koehn - Bajka
Jak ważka przerabiała swoje skrzydła


B. Majewski - Mój przedwojenny Ojciec
był człowiekiem przedwojennym...


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, artykuliki


SPORT
Piłkarski Turniej Polonijny w którym wzięliśmy udział


INFORMACJE LOKALNE


Agnieszka Schroeder

Polska Szkoła w Victorii.

Pozycję nauczycielki w Polskiej Szkole, w Victorii podjęłam we wrześniu ubiegłego roku. Zgodnie z umową, pojawiłam się w szkole w pierwszą sobotę miesiąca. Po rozmowie z kilkoma osobami z polskiego kręgu, zrozumiałam, że pierwszym wyzwaniem, z jakim przyjdzie mi się zmierzyć będzie zgromadzenie grupy. Miałam również mnóstwo obaw związanych z samym nauczaniem, jako, że większość moich doświadczeń pedagogicznych związana jest z poziomem akademickim. Dzieci wymagają zupełnie innego podejścia. Trzeba je zrozumieć. Trzeba do nich mówić ich własnym językiem.

Pierwszego dnia weszłam do pustej przestronnej i przytulnej klasy: na ścianie godła polskich miast, dwie tablice; w ogromnej szafie mnóstwo książek i podręczników. Pomyślałam sobie, że muszę się postarać i dać z siebie ile tylko mogę, zwłaszcza, że uczenie w polskiej szkole ma dla mnie również wydźwięk osobisty: moja ośmioletnia córka, która urodziła się i wychowała w Polsce, po około pół roku pobytu w Kanadzie, zaczęła zapominać ojczystego języka. Wiedziałam, że trudne stoi przede mną zadanie, ale ludzie z Polskiego Stowarzyszenia dodawali mi otuchy. Zewsząd spotykałam się z życzliwością i zachętą. Przez pierwsze dwa tygodnie nikt na lekcji się nie pojawił. Po kilku telefonach, w trzecią sobotę poznałam moje pierwsze dwie uczennice.

Wtedy zrozumiałam kolejne wyzwanie, które pojawiło się przede mną: dzieci będą w rożnym wieku, o różnym poziomie znajomości polskiego, o zróżnicowanym poziomie umiejętności pisania i czytania. Muszę, więc dopasować moje wymagania do realnych możliwości dzieci. Już wtedy myślałam, że z biegiem czasu, kiedy uczniów zacznie przybywać, będę w stanie utworzyć kilka grup, dzieląc dzieci zgodnie z wyżej wspomnianymi determinantami. Przywilejem uczniów w nielicznych grupach jest to, że można zindywidualizować pracę z nimi, poświęcając każdemu z nich czas osobno.

Z czasem dzieci przybywało. Od początku starałam się je poznać, nie tylko od strony znajomości języka, lecz również od strony charakterologicznej: co lubią, czym się bawią i interesują, jaką posiadają indywidualną dynamikę uczenia. Dzieci nie można zmuszać, nie można też zanudzać, bo się zniechęcą. A przecież dzieci są bardzo różne. Od najmłodszych, żywych jak iskierki, pełnych energii, zawsze gotowych do figli, których uwaga jest bardzo trudna do utrzymania dłużej niż przez kilka minut, do starszych, bardziej skupionych, skłonnych do analizowania rzeczywistości, zadających pytania,, samodzielnych. Wspólnie ruszyliśmy do roboty. Po pewnym czasie zaczęłam zauważać rezultaty wspólnej pracy. To zadziałało jak zastrzyk euforii. Nagle widzę, że dziecko, które prawie nie mówiło po polsku zaczyna budować pierwsze proste zdania, lub takie, które niemalże nie czytało zaczyna odczytywać polskie wyrazy! Z ogromną satysfakcją zauważyłam, że również moja córka zaczęła ponownie po trochu używać polskiego.

Nasze lekcje są zróżnicowane. Oglądamy polskie bajki. Dzieci lubią oglądać filmy. Jeśli zainteresują się tematyką, chętnie odpowiadają na pytania dotyczące poszczególnych części opowieści, streszczają ją, zgadują zakończenie. Wzbogacają swoje słownictwo. Poznają nowe znaczenie znajomych im słów, poznają wyrażenia, zwroty z mowy potocznej. Chętnie je później zapisują. Nawet najmłodsze, którym pisanie przychodzi jeszcze z wielkim trudem. Starają się jak mogą. Prawie na każdej lekcji staram się czytać dzieciom polskie legendy i tradycyjne opowieści, które oprócz baśniowej treści często niosą w sobie ziarna prawdy historycznej, odniesienia do wydarzeń z historii Polski. Dzieci lubią je ilustrować. Przed specjalnymi świętami, takimi jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc poświęcamy lekcję na „prace ręczne”. Dzieci wykazują przy tym wiele entuzjazmu. Wycinamy, kleimy, malujemy, robimy kartki lub małe zabawki. Wyobraźnia dzieci jest absolutnie fenomenalna! A najważniejsze jest to, ze potrafią jej wytwory, z niezrównaną swobodą przełożyć na język rysunku czy wycinanki. Pilnujemy się nawzajem, żeby podczas tych zajęć używać polskiego. Dla dzieci często nie jest to łatwe. Zwłaszcza, że jest to potoczne, bezpośrednie użycie języka. One mają anglojęzyczną szkołę, anglojęzyczne programy telewizyjne, anglojęzycznych przyjaciół... Mimo tego, w większości polskich rodzin w domu, używa się polskiego, jest to niestety kropla w morzu, w porównaniu ze wszystkimi innymi aspektami życia, takimi jak zajęcia dodatkowe, spotkania, zakupy itp..., w których naturalnie język angielski jest wiodący.

Dlatego w szkole posługujemy się polskim również gdy wychodzimy na spacer. Dzieci mogą bawić się i rozmawiać pod warunkiem, że będą używały wyłącznie polskiego. Wbrew pozorom nie jest to dla nich łatwe. Muszą świadomie się kontrolować i formułować myśli w języku polskim, którego zwykle ze swoimi rówieśnikami nie używają. W spontanicznych sytuacjach używają niestety angielskiego. Nieco łatwiejsza sytuacja jest, kiedy gramy w gry planszowe. Starsze dzieci mogą popisać się możliwościami w czytaniu, przy instrukcjach i wyjaśnieniach, młodsze zaś cieszą się możliwością zabawy i stosunkowo bez trudu posługują się prostymi komendami używanymi w grze.

Umiejętność posługiwania się językiem pisanym jest jedną ze sfer, w których najwyraźniej widać diametralne różnice; w czasie, w którym starsze dzieci są w stanie napisać parę zdań, młodsze z trudem zdołają przepisać wyraz lub dwa. Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, ze chcą, że się starają.

Dzieci dały mi szczególny powód do dumy, przygotowując wybrane przeze mnie teksty na akademię okolicznościową z okazji Dnia Matki. Mieliśmy stosunkowo niedługi, bo trzytygodniowy, okres na przygotowanie naszego występu i muszę przyznać, że dzieci w pełni stanęły na wysokości zadania. Nie było to dla nikogo z nas najłatwiejsze, zważywszy, że powtarzanie tekstu, nauczenia się go na pamięć nie jest dla dzieci zajmującym zajęciem. Dlatego częściowo uczyliśmy się powtarzając, maszerując na spacer!

Przez okres tych kilku miesięcy, od kiedy zaczęłam uczyć, miałam okazję poznać rodziców moich uczniów. Z naciskiem muszę podkreślić, że spotkałam się z ich strony z ogromną życzliwością.

Myślę, ze znaczenie Polskiej Szkoły jest wielowymiarowe. Przede wszystkim uważam, że w różnobarw-nej mozaice kultur, z jaką mamy do czynienia w Victorii, zajmujemy ważne i poczesne miejsce, z którego powinniśmy być dumni. Poprzez kultywowanie naszych tradycji i przekazywanie znajomości naszego języka powinniśmy podtrzymywać jej wyrazistość i kontrast.

Po drugie dając naszym dzieciom możliwość posługiwania się dwoma językami dajemy im od początku przewagę nad ich rówieśnikami, którzy takiej możliwości nie posiadają. Zwłaszcza we współczesnym świecie, w którym posługiwanie się językiem obcym może przynieść niewymierne korzyści. Po trzecie dzięki znajomości polskiego, nasze młode pokolenie ma szansę na lepsze, bardziej osobiste poznanie naszej polskiej bogatej historii i kultury, z jaką niewiele innych może się mierzyć. To tylko kilka z wielu argumentów, które warto przytoczyć. Korzystanie ze sposobności, jaką stwarza nasza nieduża polska społeczność w Victorii, poprzez działanie szkoły przy Stowarzyszeniu stało się dla mnie, jak i mam naadzieję dla moich uczniów, okazją do zachowania i utrzymania więzów z krajem, z którego się wywodzimy.

Agnieszka Schroeder
tel 250-479-7793.

Kontakt