nr. 49
VICTORIA, BC, styczeń 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zabawa
Walentynkowa
Dom Polski
8 lutego

Zebranie
Sprawozdawczo
wyborcze
Dom Polski
23 lutego


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ks. Paweł Szczur -
Czas jest darmowy

Noworoczne przesłanie

Stefan Bratkowski -
Powstanie Styczniowe

felieton

Ewa Korzeniowska-
Emily Carr

najważniejsza
kanadyjska malarka

Bernard Małecki -
Zegary - Kalendarze
Tik! Tak! Tik! Tak!

Lidia Mongart -
Rozmaryn

z cyklu Zioła

Intryga - rozmowa
z profesorem

Mirosławem Karwatem

Pokłosie
Polski film

na festiwalu w Victorii

Zebranie
Sprawozdawczo
Wyborcze
Dom Polski,
24 lutego


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 4


Rozmaitości


Indeks autorów

Bernard Małecki

Zegary - Kalendarze


Siódma minęła, ósma przemija… tak śpiewano na statku Krzysztofa Kolumba płynącym na odkrycie nowego świata. Nie był to jednak refren marynarskiej piosenki – informowano w ten sposób załogę, która aktualnie jest godzina.
Był rok 1492, nikt się wtedy jeszcze nie liczył z czasem, nie zerkał nerwowo na zegarek, ani nie zaglądał codziennie do kalendarza. Może by i zresztą zaglądał, gdyby go mógł mieć przy sobie, ale oba wynalazki nie osiągnęły jeszcze wówczas tak doskonalej formy, aby mogły się mieścić w kieszeni. Druk zaczął się już, co prawda, upowszechniać, ale do rozmiarów kieszonkowych memorialików było jeszcze daleko. Skurczyły się kalendarze dopiero w wieku XVIII.
Podobnie było z zegarem. Peter Henlein, uchodzący za wynalazcę zegarka kieszonkowego, swój pierwszy przenośny zegar sprężynowy z obudową w kształcie puszki skonstruował ok. 1511 roku. Jego słynne norymberskie jajo pojawiło się w połowie XVI wieku, a zegarki na rękę dopiero w 1919.
Zanim to nastąpiło każda epoka radziła sobie z czasem jak mogła. Marynarzom Kolumba mijał on rzec można „śpiewająco”. Ich ziomkowie sprawdzali godzinę na zegarach piaskowych i klepsydrach, albo spoglądali na wieżę kościoła lub ratusza, gdzie – wobec niedostępności kosztownych czasomierzy domowych, instalowano wielkie zegary mechaniczne na użytek wszystkich obywateli. Na najstarszych zegarach wieżowych nie bardzo było co oglądać, raczej trzeba było nastawić ucha – nie miały w ogóle tarczy ze wskazówkami, godziny oznajmiały dzwonieniem. Natomiast późniejsze zegary kalendarze, wprawiające nas w podziw do dziś, były całym teatrem: na bogato zdobionych tarczach poruszały się niby na scenie zespoły najróżniejszych figur, dzwoniły dzwony i dzwonki, piały koguty i działo się tam wiele innych cudownych rzeczy.
Najstarszym zabytkiem tego typu jest astronomiczny zegar mechaniczny katedry angielskiej w Wells, zbudowany jeszcze w 1325 roku i modernizowany dwukotnie w XVII i XIX wieku. Za pierwszym razem w miejsce starego „kolebnika” wmontowano najnowszy ówczesny wynalazek, jakim było wahadło, a potem wymieniono stary zużyty mechanizm na nowoczesny. Tarcza z czterema ruchomymi rycerzami na koniach pozostała oczywiście na starym miejscu. Wskazuje ona miesiące, dni, 24 godziny oraz położenie Słońca i Księżyca.
Równie słynny – i dobrze znany jest astronomiczny zegar staromiejskiego ratusza w Pradze, zbudowany w 1490 roku przez Jana Rudego. Górna tarcza w kolorze pomarańczowym i niebieskim, odpowiadająca pełnej dobie, ma 24 podziałki godzinowe i obwiedziona jest dwoma kręgami gotyckich i rzymskich cyfr wskazujących dni. Okole zawiera 12 znaków zodiaku. Tarcza dolna z herbem Pragi w środku, wskazuje miesiące; każdy z nich ilustruje inna rodzajową scenkę. Widowisko rozpoczyna uderzenie dzwonu. Potem otwierają się dwa okienka i pojawia się dwunastu apostołów. Zegar wydzwania godzinę i rozlega się pianie koguta, a niewidoczne mechanizmy wprawiają w ruch cztery pary figurek. Kościotrup odwraca piaskową klepsydrę i kiwa na trzęsącego się ze strachu Turka, że już czas. Skąpiec potrząsa mieszkiem, a marnotrawca przegląda się w zwierciadle itd.
Kto widział to wie, kto nie widział niech koniecznie zobaczy.
Jednym z najbardziej interesujących starych zegarów- kalendarzy jest zegar katedry w Strasburgu. Znajduje się on nie na wieży, a wewnętrz świątyni. Ma kalendarz wieczysty podający lata zwykłe i przestępne, globus nieba z pięcioma tysiącami gwiazd, a wydzwanianie godzin i wygrywanie kurantów połączone jest ze scenami figurowymi. Na szczycie bocznej wieżyczki zegara stoi złocony kogut z brązu, który pieje trzykrotnie o dwunastej w południe, a ponadto rusza skrzydłami, dziobem i ogonem. Kogut pochodzi jeszcze z pierwszego zegara, zbudowanego w kościele strasburskim w 1354 roku. Jego przebudowa dokonana po 180 latach funkcjonowania zegara trwała 27 lat! Uruchomiono go znów w 1574 roku. W dolnej części wieżyczki z kogutem znajduje się portret Mikołaja Kopernika, wykonany przez Tobiasza Stimmera. Dawniej zegar miał jeszcze jedną niezwykłą cechę: obok jego dolnej tarczy stała ludzka postać wskazująca w zależności od pozycji planet – okresy właściwe dla upuszczania krwi, którym to zabiegiem leczono zbyt wysokie ciśnienie.
Mieliśmy i my ciekawe zegary kalendarzowe. Na wyższej wieży kościoła Mariackiego w Krakowie istniał w wieku XVII zegar z obracającym się globusem miesięcznym, a na wieży - zegar figurowy podobny do praskiego. Zakupiono go w 1524 roku w Norymberdze, ale sygnalizujące godziny, dzwonki były już rodzimej produkcji. Dzwon wielki zrobił puszkarz krakowski, dwa mniejsze, od wbijania kwadransów ludwisarz. Zegar ten spłonął z wieżą, która zapaliła się w maju 1680 roku.
Najstarszy na ziemiach polskich zegar planetarny zbudowano jednak na wieży ratusza we Wrocławiu, w 1368. Pozostał po nim jedynie dzwon do wybijania godzin. Drugi – wydzwaniający, co pól godziny arie trzech nabożnych pieśni, zainstalowano w 1550. Zegar czynny do dziś na południowej stronie ratusza, znalazł się tam w 1888 r. Ma on tylko jedną wskazówkę godzinową, a pod liczbą dwanaście znajduje się globus księżycowy, który obracając się pokazuje kwarty księżyca.
W 1945 roku, podczas działań wojennych, uległ całkowitemu zniszczeniu wspaniały zegar astronomiczny kościoła Mariackiego w Gdańsku., zbudowany w 1470 roku przez mieszczanina Gdańskiego Duringera. U dołu zegara był kalendarz, a powyżej „astrolabium” obrazujące ruch dobowy Zwierzyńca Niebieskiego: Słońca, Księżyca, jego faz i położenia kilku innych planet. Nad tym wszystkim defilowali apostołowie.
Bywały również kalendarze zegary szafkowe. Jeden z nich wykonany w wieku XVI w Augsburgu, znajduje się dziś w muzeum rzemiosła w Budapeszcie. Zrobiony jest ze złoconego mosiądzu, a wskazuje rok, miesiące, godziny, pozycję Słońca i Księżyca.
W zautomatyzowanym i zagonionym XXI wieku cenimy sobie w zegarku przede wszystkim jego markę, dokładność i łatwą do odczytywalną tarczę, choć oczywiście dziś zegarek może mieć setki rożnych funkcji i działać jak mini komputer. Nikt na co dzień nie ma czasu studiować faz księżyca, czy ruchów „Zwierzyńca Niebieskiego”, ale też nikt nie wzdrygał by się pewnie przed przyjęciem skonstruowanego przez mistrza Leroy’a z Lizbony zegara domowego użytku, na którego dwóch tarczach odczytać można dni, miesiące, lata zwykłe i przestępne, pory roku i godziny w 125 miastach jednocześnie!

Tik!-Tak! Tik!-Tak!...

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji