nr. 49
VICTORIA, BC, styczeń 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zabawa
Walentynkowa
Dom Polski
8 lutego

Zebranie
Sprawozdawczo
wyborcze
Dom Polski
23 lutego


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ks. Paweł Szczur -
Czas jest darmowy

Noworoczne przesłanie

Stefan Bratkowski -
Powstanie Styczniowe

felieton

Ewa Korzeniowska-
Emily Carr

najważniejsza
kanadyjska malarka

Bernard Małecki -
Zegary - Kalendarze
Tik! Tak! Tik! Tak!

Lidia Mongart -
Rozmaryn

z cyklu Zioła

Intryga - rozmowa
z profesorem

Mirosławem Karwatem

Pokłosie
Polski film

na festiwalu w Victorii

Zebranie
Sprawozdawczo
Wyborcze
Dom Polski,
24 lutego


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 4


Rozmaitości


Indeks autorów

Stefan Bratkowski

Powstanie Styczniowe - może jednak nie klęska


W porównaniu z Powstaniem Listopadowym powstańcom Styczniowego było nieporównanie trudniej. Rządy i klasy posiadające Europy widziały w Polakach – byłych oficerów powstań niemieckich Wiosny Ludów i Węgier 1848-49. Niepokojem roznoszonym po Europie podważali jej stabilność, utrwaloną już logikę jej podziału. A to nie było tak, że Europa porzuciła romantyzm. Przeniosła jego uczucia na technikę i ekspansję przemysłową. Takie wyglądało tło. Bo też w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX stulecia świat niebywale przyspieszył kroku.
Także w kadłubowym Królestwie Polskim. Nie mówi się o tym, że jego bankierzy i przemysłowcy przetworzyli je, mimo różnych restrykcji, w niebywale wpływowe centrum pieniądza, handlu i rozwoju, w najprężniejszą część ziem caratu! Byli dość szczególnym środowiskiem. Asymilowali się tu stopniowo nie tylko przybysze z Niemiec, Szkocji, Anglii czy Francji. Także – miejscowi, z tak odrębnego świata, polscy Żydzi. Wielu z nich zostało gorącymi polskimi patriotami – jak Leopold Kronenberg, późniejszy przyjaciel Kraszewskiego.
Obowiązywało tempo anglosaskie. Kładziono tory kolejowe w tempie jednego kilometra na dobę, przy pracy na trzy zmiany, dzień i noc, jak na Dzikim Zachodzie – w 1861 r. pierwszy pociąg na 33 km trasy z Koluszek do Łodzi ruszył w miesiąc od chwili, gdy 25-letni przedsiębiorca, Jan Bloch, wygrawszy przetarg, rozpoczął roboty. Polscy inżynierowie zresztą, wychodźcy 1832 r., pracowali wszędzie: od Peru, Brazylii, Chile, USA, Kanady, po Tahiti, Nową Zelandię, w Turcji, Egipcie i Syrii. Tacy, jakich wymagała ta fantastyczna epoka. Jak ważne zadania w budowie Kanału Sueskiego Lesseps powierzał Stanisławowi Janickiemu! Kabel telegraficzny pod Oceanem Atlantyckim od hiszpańskiego Kadyksu do Przylądka Dobrej Nadziei  położy później Tadeusz Oksza-Orzechowski, były agent dyplomatyczny księcia Czartoryskiego w Turcji. W Królestwie również dominowali inżynierowie – to oni, bracia Marczewscy, przygotowywali organizacyjnie nowe powstanie. Przy współpracy z pewnym starym pozytywistą. Józef Kraszewski siedział już za Powstanie Listopadowe.

Historia tu jednak politycznie stanęła w miejscu. Pamięta się jej ludzi, uznanych za lojalistów. Fryderyk Skarbek – ze świetnym swym uczniem, Wacławem Łuszczewskim, to ojcowie polskiego publicznego systemu ubezpieczeń, ubezpieczeń wzajemnych (od czego w ogóle zaczęły się ubezpieczenia). Budynki spalone podczas Powstania Listopadowego odbudowano z odszkodowań, a w trzydzieści parę lat później wyrównano nimi wszelkie już straty materialne poniesione podczas Powstania Styczniowego. Dzięki temu, powstania polskie przebiegały na dość wyjątkowych warunkach finansowych…
I nawet nie wiemy, co tej szarej epoce zawdzięczamy. W 1857r. wyszedł pierwszy tom jednego z największych dzieł w etnografii światowej, zatytułowanego „Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”, Oskar Kolberg przez lat blisko pięćdziesiąt wędrował i zapisywał wszystko, co słyszał – iście tytanicznymi wysiłkami. Żaden kraj na świecie nie uzyskał od nauki niczego takiego.
Z początkiem lat 60-tych rządził praktycznie Królestwem wybitny polityk, margrabia Aleksander Wielopolski. Wybrał opcję rosyjską – chciał uzyskać dla zaboru rosyjskiego w Polsce warunki, na jakich działało samorządne Wielkie Księstwo Finlandii. Nie od cara Mikołaja I. Ten, zdusiwszy Węgry Wiosny Ludów, przesądził o zachowaniu monarchii austriackiej. Przegrał potem wojnę krymską, ale car następca, liberalny podobno Aleksander II, rokował jakieś zmiany. Powiedział był wszakże delegacji polskiej przy pierwszym spotkaniu – „Point des reveries, monsieurs”, „Żadnych złudzeń, panowie”, niemniej Wielopolski potrafił uzyskać różne cenne ulgi i reformy. Udało mu się odtworzyć po 30-letniej przerwie Uniwersytet Warszawski pod nazwą Szkoły Głównej. Aliści sam swemu pozytywizmowi zada mordercze ciosy. Jego arbitralność skłóciła go nawet z Towarzystwem Rolniczym, z najmądrzejszymi pośród polskich ziemian. I Wielopolski – rozwiąże Towarzystwo!
Optymizmu przysparzał zabór austriacki. Nie od razu: po spacyfikowaniu Wiosny Ludów trafiali w Galicji do więzień nawet i magnaci polscy. Represje Franciszek Józef łagodził powoli. Zmienił front, kiedy w wojnie o Włochy północne w 1859 r. Francuzi i Włosi wręcz jego armię upokorzyli. Po śmierci swego byłego kanclerza, Metternicha, wroga Polski i Polaków, Franciszek Józef tworzenie nowej polityki powierzył polskiemu magnatowi, Agenorowi Gołuchowskiemu, swemu namiestnikowi w Galicji. Uczynił go ministrem spraw wewnętrznych, w rok później tzw. ministrem stanu, czyli – premierem. To Gołuchowski zapoczątkował zwrot ku samodzielności krajów podległych koronie austriackiej – przy zachowaniu pełnej kontroli ze strony cesarza. Dalsze klęski wojenne Austrii przyspieszyły reformy. Długo u nas Gołuchowskiego i jego polskich następców, ludzi o niezwykłych zasługach, pisano jako lojalistów i nieledwie zdrajców, ponieważ umieliśmy cenić tylko walkę zbrojną. Tymczasem ci „lojaliści” wygrają dla Galicji Powstanie Styczniowe. Uzyskają dla niej praktycznie status wolnego kraju pod władzą swego cesarza, z własnym rządem, „Wydziałem Krajowym”. Przy tych wolnościach i roli polskich mężów stanu w cesarstwie umyka tylko naszej ocenie kompletne zacofanie Galicji i kompletna bezmyślność jej ziemiaństwa…
Historiografia, powiedzmy otwarcie, uważa Powstanie Styczniowe za przedsięwzięcie nieszczęśliwie pomyślane, za swoistą klęską z wyboru. Jednakże wspomagali je wszelkimi dostępnymi środkami myślący praktycznie zwolennicy „pracy organicznej” z zaboru pruskiego; poszli walczyć w nim ich synowie. Tego roku odbyć się miał kongres ogólnoeuropejski, należało przypomnieć Europie, że sprawa polska nie została załatwiona. Czy nie można było inaczej się Europie przypomnieć, inaczej się układać z Aleksandrem II, można dyskutować. I nie doceniano przewagi zbrojnej caratu – licząc tylko na umiejętności z kościuszkowskiego podręcznika wojny partyzanckiej… Nie mówiąc już o stojących nad granicą wojskach pruskich, czekających tylko rozkazu inwazji.
Powstanie wybuchło na dobitek w styczniu, w porze najmniej korzystnej (w tym samym miesiącu w Londynie uruchomiono metro, z parowymi pociągami). Przyspieszyła wybuch powstania grożąca młodzieży „branka”, czyli przymusowy pobór do armii carskiej – zarządził ją Wielopolski. On też nie umiał rozmawiać. Sam doprowadził swoje plany do katastrofy. Branka miała uprzedzić i zablokować powstanie – a sprowokowała jego wybuch.
Powstanie sprawnie i fachowo przygotowano. Konspiracyjna sieć zaopatrzenia poprzez całą Europę dostarczała powstańcom polskim przez zabór austriacki najnowocześniejsze karabiny świata, odtylcowe, jakich nie miała jeszcze armia carska. Przybyły dziesiątki ochotników z różnych krajów, zwłaszcza – Włochów spod znaku Garibaldiego; Francesco Nullo ma ulicę w Warszawie. Dołączały do powstańców i oddziały rosyjskie pod dowództwem rosyjskich demokratów. Funkcjonował podziemny Rząd Narodowy z własnymi sądami, policją i oddziałami egzekucyjnymi dla wyroków na zdrajcach. I chociaż nigdy w oddziałach partyzanckich nie było razem w polu, czyli w lasach, więcej niż trzydzieści tysięcy ludzi, minęło z górą dwa lata, nim carat powstanie ostatecznie pokonał – z demonstracyjnym okrucieństwem, publicznie wieszając lub rozstrzeliwując ujętych przywódców i żołnierzy. Podejrzanych słano zakutych na Sybir do katorgi lub w najzimniejsze okolice globu. Szefowie powstańczego Rządu Narodowego zginęli 5 sierpnia 1864 roku na szubienicach u stoków cytadeli warszawskiej. I  to nie sparaliżowało powstania. Żeby je pokonać, musiał carat wysłać armię liczącą razem 340 tysięcy ludzi! Od tamtego czasu teoria wojskowości traktuje aż tak wysoką przewagę liczebną nad partyzantką, 10 do  1, jako warunek jej  pokonania…
Carat nie na wszystko miał sposoby. Nic nie mógł przeciwko wpływom pewnego 50-letniego przeciwnika, który obywał się bez administracji, ani policji. Józef Kraszewski, pisarz niezwykle popularny, uczestniczył w konspiracji, przygotowującej powstanie. Mimo jego pozycji w życiu publicznym groziło mu w roku 1863 aresztowanie, uszedł do Drezna (tam w roku 1883 Prusacy odkryją w nim – agenta wywiadu wojskowego Francji, przesiedzi dwa lata w berlińskim Moabicie i w twierdzy magdeburskiej, ale niczego mu nie udowodnią). Swymi powieściami polemizował z atakami na Powstanie Styczniowe!
Teodor Tomasz Jeż, autor pasjonujących powieści z świata Słowian bałkańskich, walczących o niepodległość, w drugiej wersji organizował pomoc wojskową dla Powstania Styczniowego, mianowany pułkownikiem znakomity konspirator, były młody żołnierz Rewolucji Węgierskiej Zygmunt Miłkowski, bałkański emisariusz paryskiego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego…
Kronenberg jako członek Dyrekcji powstańczego obozu tzw. „białych”, czyli umiarkowanych, wspierał partyzantkę. Proszony o 20 tys. rubli podatku na Komitet Narodowy, oświadczył, że to pomyłka, bo od niego należy się 40 tys. rubli. Próbował go dosięgnąć bezwzględny pacyfikator powstania, nie gorszy w tym od Murawiewa „Wieszatiela”, generał Fiodor Berg, ostatni namiestnik carski w Królestwie Polskim. Kronenberg wyjechał, więc i spędził kilkanaście miesięcy zagranicą. Berg z podstępnym oberpolicmajstrem Fiodorem Trepowem, którego omal nie uśmiercił powstańczy zamach, i inni carscy oficjele  w Warszawie za bezpieczny powrót Kronenberga wzięli w sumie około miliona rubli. Pieniądze czasem działały. Berg uwolnił przed czasem z katorgi w Nerczyńsku syna wielkiego bankiera, Hermana Epsteina, młodego Mikołaja Epsteina, ułaskawionego spod szubienicy żołnierza partyzantki. Młodszemu bratu Mikołaja, Władysławowi, zamienił Berg cztery lata ciężkich robót za konspirację na rok kazamatów w Modlinie.
Któż wiedział, co robił Stanisław Lilpop, z robotnika utalentowany konstruktor, potem – wielki przemysłowiec, który zbierał międzynarodowe nagrody za konstrukcje, od żniwiarek do wielkich młocarni parowych. Jego spółka Evans, Lilpop et Company produkowała potajemnie broń dla Powstania Styczniowego, aż po tragiczny dzień 7 października 1863 r. – kiedy po rewizji rozstrzelano jednego z robotników, Wilhelma Algiera…
Wbrew obrazom literackim, to dzięki pomocy chłopów partyzantka polska mogła się utrzymać w oporze tak długo, młodzi chłopi też sami szli do lasu. Zdarzało się, że gdzieś wydano carskim władzom jakichś powstańców, ale to były wyjątki. Zawsze bohaterstwu towarzyszy pewien procent świństwa. Za to generał Józef Hauke-Bosak, wiosną 1864 r. dowódca II korpusu sił powstańczych, kierował się solidnie przemyślaną koncepcją wojny partyzanckiej, z wciąganymi w konspirację chłopami i z ich pomocą, także zaopatrzeniową – wszystko jak zalecał kościuszkowski jeszcze instruktaż. Nie przypadkiem Henryk Kamieński napisał niedługo potem, w roku 1866, opartą na nim i na doświadczeniu Hauke-Bosaka  „Wojnę ludową”, przydał się on jeszcze francuskim maquis w drugiej wojnie światowej… Wiejscy proboszczowie przez parę już dziesięcioleci uczyli swych wiernych, że Polska jest także ich. Dowiadywali się chłopi o celach Powstania i walkach, o programie uwłaszczenia chłopów, nie mieli wątpliwości, komu pomagać. Najlepszy dowód, że po klęsce Powstania wieś Królestwa dotknęła ta sama, co po Powstaniu Listopadowym, psychologiczna klęska, może i od upadku Powstania gorsza – nowa fala powszechnego pijaństwa. I znowu do ratowania wsi stanęli oni, zapomniani we własnym Kościele polscy księża – jak wielu ich przedtem poszło do partyzantki, by ginąć w boju lub na szubienicach. Ostatni padł oddział księdza Stanisława Brzóskę, mianowanego przez powstańczy Rząd Narodowy generałem. Powieszono go, 31-letniego, w Sokołowie Podlaskim 23 maja 1965 roku.
Królestwo poniosło ciężkie straty. Czy zginęło 30 tysięcy partyzantów, nie jest pewne. Czy wywieziono na Sybir 40 tysięcy jest możliwe, ale też niepewne. Wiemy, że inżynierowie polscy padli istną hekatombą; z trzydziestu polskich studentów tylko politechniki w Gandawie, którzy poszli do powstania, przeżyło dwóch… Carat zniszczył i polski system ubezpieczeń, ograniczając go znów tylko do ubezpieczeń od ognia; resztę działów oddał kiepskim zresztą, komercyjnym spółkom rosyjskim lub zlikwidował. Po tej klęsce Skarbek, 74-letni, zmarł w roku 1866, młodszy odeń Łuszczewski, rzekomy lojalista, wróciwszy z zesłania – w roku 1867.
W 1869 roku Szkołę Główną carat – pod władzą tak liberalnego cara! – zmieni w uniwersytet rosyjski. W imię rusyfikacji Królestwa. Zaangażowała się w nią cała elita polityczna carskiej Rosji.  Paryż w jej kulturze przestał być punktem odniesienia…
Męczeństwa polskiego nie brakowało – poza egzekucjami i mordami na partyzantach, nie traktowanych jako strona walcząca. Bo i Szlisselburg tudzież inne kazamaty, na Sybirze – katorga, praca w kopalniach, praca z nogami okutymi w żelaza. Katorga to cerkiewne „katrga”, okręt, przyszło z greckiego „kateryon”, galera, z galernikami na niej, czyli „katorżnik” to po prostu galernik. Katorżniczy system kar, z chłostą, przy bałaganie administracyjnym caratu wykończał niekiedy skazańców, nim w ogóle dotarli do miejsca katorgi. A Jakucji bali się sami urzędnicy carscy, nikt się nie kwapił tam jechać. Kraj z biegunem zimna, z wieczną zmarzliną pokrywającą większość terytorium, sam budził strach.
Sybir – to pole niedocenionej chwały powstańczej: Polacy się nie poddawali, żadnego w nich nie było kompleksu ofiary, żadnego paraliżu woli, tak, niestety, częstego u zesłańców rosyjskich… Zrobili polscy zesłańcy niebywale dużo dla badań nad Syberią, dla poznania jej ludów, przyrody i bogactw, dla jej zagospodarowania. W galerii najwybitniejszych badaczy i odkrywców Syberii znajdziemy Polaków co do liczby zaraz na drugim miejscu po Rosjanach.
Jan Czerski trafił na Sybir za Powstanie, mając wszystkiego lat osiemnaście. Nikt inny nie wniósł tyle do mapy północno-wschodniej Azji w XIX wieku, do mapy tej części świata, gdzie śnieg leży przez dziesięć miesięcy w roku. Nazwiskiem Czerskiego ochrzcili Rosjanie największe góry wschodniej Syberii, dłuższe i wyższe niż Karpaty, także i drugi grzbiet górski na Zabajkalu. Wystarczy? Umrze w czasie badań nad Kołymą, gdzie wydychane powietrze zamarzało z trzaskiem. Aż do zgonu prowadził notatki – żeby nie zmarnować nawet ostatnich godzin, jakie mu pozostały…
Jego przyjaciel, zesłaniec, skazany w procesie Traugutta, Benedykt Dybowski, największy badacz i znawca Bajkału, wykrył trzy różne kompleksy jego fauny. To był jeden z czołowych zoologów świata w swojej epoce…
Syn zesłańca, jednego z dowódców partyzantki powstańczej 1863 r., Alfons Koziełł-Poklewski, okazał się na Syberii kupcem o niebywałym zmyśle inicjatywy, został jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych przemysłowców Rosji. Zatrudniał zesłanych rodaków, wszędzie ich forytował i pomagał im. Pomagał i polskim organizacjom naukowym w kraju.
Nie mogli tylko nic Polacy w polityce europejskiej. Z roku na rok coraz bardziej zawadzali. Nawet w literaturze. W latach sześćdziesiątych XIX wieku genialny Juliusz Verne, który przewidział i łodzie podwodne, i podróże kosmiczne, oddał wydawcy powieść „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi” z głównym jej bohaterem, tajemniczym kapitanem Nemo. Kapitan Nemo był Polakiem. Ale po Powstaniu Styczniowym nie mógł nim być. Wydawca zmusił autora, by zmienił mu narodowość. Sympatyzującej do tej pory z Polakami Francji sprawa polska teraz przeszkadzała  zadzierzgnąć związki z carską Rosją, by zabezpieczyć się przed rosnącą potęgą Prus. Nie chciano urazić ambasady cara…
Polska zeszła w europejską nieobecność. Liczyło się jednak to, że Polacy nie poddawali się i… nie dawali o sobie zapomnieć – swoimi powstaniami i buntowniczymi zrywami. Zachód zżymał się na to przez sto kilkadziesiąt lat. Aż po rok 1989. To jedynie u nas przetrwał ponury stereotyp polskości-tylko-nieszczęśliwej jako podkład psychologiczny wiecznego niezadowolenia… Doświadczenie polskich lat po Powstaniu Styczniowym dowodzi, że mimo ogólnonarodowego przygnębienia Polska w żadnej sytuacji nie poddawała się. Nigdzie. Ani w domu ani na Syberii. To również pewne doświadczenie przydatne innym narodom, specjalizującym się w przegrywaniu niepotrzebnych powstań. I nie jestem pewien, czy dla tradycji polskiego bohaterstwa i poświęcenia trzeba było akurat klęsk.

Tekst publikowany za zgodą autora pochodzi z niezaleznego portalu dziennikarskiego Studium Opinii.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji