nr. 46
VICTORIA, BC, październik 2013
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Konsulat RP
w Vancouver
przenosi się

Zebranie
Sprawozdawcze
Dom Polski
6 października


ARTYKUŁY

Od Redakcji
Gratulacje dla
Ani

W Królewskim
Muzeum BC

deszcz nie straszy

Andrzej Pomian -
Powstanie Warszawskie

w podsumowaniu

Maria Manczarska -
Exodus Warszawski

wspomnienia uczestniczki
Powstania

Bożena Ulewicz
Poszukiwanie
rzeczy zagubionych
reportaż z Warmii

Muzeum Rocka
w Seattle

fotoreportaż

Rozmaitości


Indeks autorów

Andrzej Pomian [Tydzień Polski, 25.04.1992, foto Internet]



PODSUMOWANIE POWSTANIA
WARSZAWSKIEGO


Pomnik powstania Warszawskiego w Warszawie na placu Krasińskich

Marzycielski idealizm i przyziemny realizm, postawy zdawałoby się przeciwstawne, występują nieraz w dziejach obok siebie, jak w powieści Cervantesa Don Kichot i Sancho Pansa. Obie wziął pod uwagę przy ocenie Powstania Warszawskiego znakomity dramaturg Jerzy Szaniawski w sztuce z roku 1945 “Dwa teatry”. Jej bohater - Dyrektor teatru “Małe Zwierciadło”, kieruje się trzeźwym, nawet nieubłaganym realizmem. Ale w przedśmiertnym śnie zjawia mu się nieoczekiwanie Dyrektor “Teatru Snów”, będący jak gdyby głębszą, ukrywaną, tłumioną stroną jego natury.
Pierwszy wypowiada swój pogląd o Powstaniu bardzo kategorycznie: “Znam Was, żołnierzyki młode. To z rodu tych, co idą z motyką na słonce (...). Idą z bronią słabą, nierówną, śmieszną. Potępiałem ich. Wytykałem głupstwo, nierówność, szaleństwo”. “Znieważył was, żołnierze mali, mówiąc o słońcu i motyce” - mówi później Dyrektor drugi. “Chciał kłamstwem zasłonić wzruszenie (...). Ubogim byłby artysta, gdyby nie widział uroków niedorzeczności i nie wierzył, że wasze wątłe szable mogą i w słońce uderzyć i ze słońca posypać iskry (...). Dyrektorze ‘Małego Zwierciadła’! Z nowego naszego już brzegu będziesz patrzał, jak wyrasta ku górze miasto najdroższe, miasto ukochane, a ponad dachami jeszcze wyżej wyrastają wieże coraz smuklejsze, aż zatrzymane w najwyższej ekstazie patrzeć będą znowu długie lata w niebo, chwytając wieczny niepokój piorunów i wielki spokój mlecznych drog”.[1]

Jak w dramacie Szaniawskiego, tak w Powstaniu Warszawskim wyszły na jaw nie tylko wysokie koszty idealizmu, ale i bezradność realizmu. Powstanie miało być realizacją idealistycznie pomyślanego zamiaru. Pierwszy Dowódca Armii Krajowej, i Delegat Rządu, i czołowi politycy Podziemia wyczuwali instynktownie, co wyczuwała także ulica warszawska, że w momencie, gdy wojska sowieckie zająwszy ziemie polskie na wschód od Wisły podchodzą do Stolicy, nie może ona pozostać bierna. Ważyła się sprawa niepodległości. Rozstrzygały się na lata losy Polski. W grę wchodziły imponderabilia. W takiej chwili - myślano na górze Podziemia - nie może zabraknąć czynu polskiego, który by wyraził, potężniej niż słowa, prawdziwą wolę narodu. Bezczynność Warszawy, reprezentantki całego kraju, oznaczałaby kapitulację przed Kremlem, oddawałaby mu tytuł historyczno-polityczny do urządzenia Polski po swojemu.

Do tego idealistycznego założenia doszły kalkulacje operacyjne. Dowódca AK gen. Bor-Komorowski nie liczył na życzliwość Kremla, uważał jednak, że będzie się on kierować swoim żywotnym interesem wojskowym: możliwością jak najszybszego przekroczenia linii Wisły. Widział doskonale, że wojska sowieckie zawsze korzystały z ułatwień, jakie im dawały uderzenia Armii Krajowej na Niemców w miarę przesuwania się frontu. Oceniał, że tym bardziej skorzystają one z tego w Warszawie ze względu na jej wielkie znaczenie strategiczne. Leżała ona przecież na głównym kierunku ofensywy sowieckiej w punkcie kluczowym, gdzie zbiegają się najważniejsze szlaki komunikacyjne. Jej szybkie zajęcie umożliwi dalszy pochód radziecki na Berlin. A Kremlowi musi bardzo zależeć na pośpiechu właśnie teraz, po zamachu na Hitlera i w obliczu wielkich postępów Aliantów na Zachodzie. W tych warunkach Warszawa musi się stać terenem uporczywego boju sowiecko-niemieckiego, który zada miastu wielkie szkody. Skrócić czas trwania tego boju i zaoszczędzić tym samym Warszawie przynajmniej części zniszczeń może tylko uderzenie Armii Krajowej na Niemców od tylu na samej linii frontu, co ułatwi ogromnie wojskom sowieckim jego przełamanie.

Jak się następnie zachowa Armia Czerwona - tego nikt nie mógł z góry przesądzić. Po dotychczasowych doświadczeniach zarysowywała się jednak groźba, że Kreml zechce się ostatecznie rozprawić z Armią Krajową, ale dopiero po wyrzuceniu Niemców z Warszawy. Dowódca AK był na taki obrót spraw przygotowany. Zaraz po walce zamierzał skoncentrować swe siły na Woli i w razie próby ich rozbrajania przez Armię Czerwoną - z góry się zdecydował postawić jej opór zbrojny, pierwszy na ziemiach polskich na zachód od Bugu. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że przegra. Ale sądził, że nie będzie mógł postąpić inaczej z powodów politycznych i historycznych. Byłaby to obrona niepodległości równie konieczna w roku 1944, jak przedtem w roku 1939.

Rachuby operacyjne zawiodły. Stalin wzywał przez radio Warszawę do powstania w przekonaniu, że po dotychczasowych prześladowaniach sowieckich Podziemie się już nie ruszy, a gdy Armia Czerwona będzie zajmować Warszawę, komuniści upozorują w niej akcję zbrojną, co pozwoli Kremlowi na równie pozorne powierzenie im władzy. Gdy się jednak przekonał, że 1 sierpnia 1944 roku za broń w Warszawie porwała się Armia Krajowa, następnego dnia nakazał wstrzymanie działań sowieckich na całej linii Wisły. Przy takim stanowisku Kremla - każda z alternatyw stojących przed Stolica wiodła do nieuchronnej tragedii: zarówno powstanie jak i bezczynność. Zachód umywał ręce. Związek Sowiecki wygrywał wojnę na wschodzie i decydował o przyszłości przyległej części Europy. Sprawdzały się słowa Eneasza z ksiegi II “Eneidy”:
In media arma ruamus. Una salus victis - nullam sperare salutem.
Rzucajmy się w sam głaszcz boju, albowiem dla pokonanych jeden jest tylko ratunek - nie oczekiwać ratunku.
A teraz bomba! Ogłoszony niedawno dokument oparty na wynurzeniach gen. Leona Bukojemskiego, jednego z “wtajemniczonych”, stwierdza, bez żadnych wątpliwości, że “Stalin zamierzał wcielić Polskę do Związku Sowieckiego i uczynić z niej 17 republikę związkową. Plany te udaremniło Powstanie Warszawskie.
W obliczu sytuacji powstałej w Warszawie, Kreml zrezygnował z aneksji Polski” [2]. Tak, więc, mimo przegranej militarnej i zniszczeń - Powstanie Warszawskie osiągnęło w znacznej mierze swój cel polityczny: nie dopuściło do nowego wykreślenia Polski z mapy Europy. Nie było “burzą w szklance wody” [3]. Katastrofą byłaby natomiast bezczynność AK w Warszawie, czego tak pragnęli rożni politycy i wojskowi, zwłaszcza na emigracji, rządzący się jak sądzili, kategoriami “realizmu”. Gdyby się spełniły ich życzenia, Polska przez kilkadziesiąt lat stanowiłaby część Związku Sowieckiego. Wystrzegajmy się ocen tzw. “realistów”, gdy zapominają o imponderabiliach!

W zbiorowej pamięci narodu pozostały nie tylko ruiny i zgliszcza. Historyk krajowy Tomasz Strzembosz pisał w roku 1984, że “Powstanie Warszawskie stworzyło wielki i twórczy mit Armii Krajowej (...), Polska solidarności (...) zbudowana jest także na miłości i ofierze powstańców
warszawskich” [4].

Powstanie Warszawskie było przełomem dziejowym: zrywem przeciwko Niemcom, zamknięciem epoki zbrojnych powstań. Potężna manifestacja niepodległego ducha polskiego w obliczu przemocy sowieckiej zapoczątkowała okres dalszych zmagań o niepodległość, już jednak nie orężnych, lecz cywilnych, politycznych, społecznych - od działalności Polskiego Stronnictwa Ludowego poprzez rok 56, 68, 70 i KOR po SOLIDARNOŚĆ. Było najdonioślejszym pod względem znaczenia dziejowego czynem polskim od końca kampanii wrześniowej 1939 roku do sierpnia 1980 roku, czynem, który zaowocował w sierpniu 1989 roku, kiedy to powołany został do życia pierwszy po wojnie niepodległy krajowy rząd polski Tadeusza Mazowieckiego.

__________________________________
[1] Jerzy Szaniawski: “Dwa teatry”, Komedia w trzech aktach,
wyd. VI, Krakow 1975, s. 61, 69-70
[2] “Stosunki Rzeczypospolitej Polskiej z Panstwem Radzieckim
1918-1943”, Wybor dokumentow, Wybor i opracowanie Jerzy
Kumaniecki, Warszawa 1991, s. 242
[3] Jan Nowak (Zdzislaw Jezioranski), “Kurier z Warszawy”,
Londyn 1978, s. 319
[4] Tomasz Strzembosz: “Refleksje o Polsce i Podziemiu
1939-1945”, Warszawa 1990, s. 128


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji