nr. 44
VICTORIA, BC, maj 2013
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Piosenka Dobra
Na Wszystko
Teatr Polski
Vancouver
27-30 czerwca



ARTYKUŁY

Od Redakcji


Dariusz Czarkowski
Eskadra

historia

Power Romaniszyn
Dokta

polska lekarka
w Afryce

Ewa Korzeniowska -
Tkaniny Odlotowe

Andrzeja Jana i
Wróblewskiego

Władysław Widział -
Wyzysk

katastrofa
w Bangladeszu

J.C.Andersen -
Szaty Cesarza

Bajka

Helena Mniszkowna -
Trędowata

odc. 1

T. Sawa-Borysławski
Komiks

ognisko


Walter Mazur
3-maja

Dom Polski

Rozmaitości


Indeks autorów

Paweł Romaniszyn (text i foto)

Dokta

Z okien nowoczesnego szpitala zbudowanego na niewielkim wzgórzu, rozciąga się piękny widok na tarasowo opadające łąki do błyszczącego w oddali Jeziora Victoria. Porosłe kwitnącymi krzewami zbocza, przeplatane kępami akacji, gdzie niegdzie samotnie stojąca palmą. Kilka afrykańskich bawołów, spokojnie skubie trawę, przebiega antylopa spłoszona przez rodzinę dzików, z oddali dobiegną głosy wylegujących się w płytkiej wodzie hipopotamów. Od jeziora powiewa lekka bryza, z powodzeniem chłodząca żar pory suchej. Można by przypuścić, że ten podrównikowy zakątek Doliny Kongijskiej, jest jakby wzięty z edenu i podarowany ludziom na podobieństwo raju. Niestety to tylko złudzenie. Teren ten słynie, od wielu dziesiątków lat, jako miejsce dotknięte plagami trapiącymi ludność w tropkach. Z wyjątkowym nasileniem występują tu prawie wszystkie choroby dziesiątkujące murzyńską populację, a w przeszłości biorące ofiary wśród białych śmiałków, którzy odważyli zapuścić się w te tereny. Od malarii, przez śpiączkę, praktycznie opanowaną na innych terenach Afryki, poprzez obecną w mokrych zagłębieniach terenu bakterie Eboli, do złej sławy trądu.
To właśnie miejsce, na początku lat 50-tych, konkretnie wioskę Buluba, wybrała sobie na działalność misyjną drWanda Błeńska. Nie udało mi się dotrzeć do informacji, kiedy obok wioski zostało wyznaczone i ogrodzone leprozorium czyli kolonia trędowatych. Może było to, w latach 20-tych ub. wieku, może wcześniej. Działały tu siostry franciszkanki, które wybudowały rodzaj schroniska: kilka tubylczych chat krytych trzciną z jeziora, bez dostępu do bieżącej wody. Nie wspomnę już o takich luksusach jak elektryczność lub pomoc medyczna. Protektorat ówczesnych władz Ugandy nie dbał o mieszkańców tego kraju. Nic nikogo nie obchodziło, jak umierają ludzie pozbawieni elementarnej pomocy, której siostry franciszkanki nie były wstanie zapewnić, aż do momentu przyjazdu 39-cio letniej Polki.
Dr.Wanda Błeńska przyjechała do Ugandy w 1950 roku i przez następne 42 lata stworzyła ośrodek, dziś składający się z prawdziwego szpitala z zapleczem diagnostycznym, domem dla trędowatych, ochronką dla sierot oraz kościołem. Zorganizowała również w sąsiedniej miejscowości Nyenga odległej o 40km, profesjonalne leprozorium z czasem przekształcone w szpitalik. Jej długoletnia praca i poświęcenie ludziom odtrącanym przez społeczność, sprawiło, że nazwano ją „Matką Trędowatych” a w miejscowym narzeczu lugandzkim „Dokta”.
Trzeba powiedzieć, że trąd dziś zupełnie wyleczalny, (skuteczne jego zaleczenie, to kwestia ok. $100), od starożytności nękał ludzkość, a drastyczne opisy tej choroby oraz strach, jaki wywoływał u zdrowych, można znaleźć na kartach świętych ksiąg z Biblią włącznie.
Dr.Wanda Błeńska skończyła studia medyczne przed wojną w Poznaniu. Już jako studentka interesowała się pracą misyjną działając w Kole Misyjnym i będąc redaktorem naczelnym (jak również kolporterem) biuletynu „Annales Missiologicoe”, którego jeden z numerów opatrzył słowem wstępnym św. Maksymilian Kolbe. W latach trzydziestych ub. wieku nie było możliwości, by samotne kobiety za wyjątkiem zakonnic wyjeżdżały na misje. Mimo, głębokiej religijności, dr.Błeńskiej nie odpowiadał rodzaj działalności ograniczonej, mniej lub bardziej, surową klauzulą klasztorną. Jej wizją było absolutne poświecenie się chorym. Zaraz, więc po studiach podjęła pracę w szpitalu w Toruniu, a potem w Gdyni, zapewne myśląc, że stamtąd będzie bliżej na wyrwanie się na upragnione misje. Niestety wojna przerwała, te zamiary. Jak wiele osób z jej pokolenia walczyła ona w Ruch Oporu w „Gryfie Pomorskim”, uzyskując stopień porucznika AK. W 1946 roku zagrożona aresztowaniem przez UB opuściła Polskę, przemycona na statku węglowym do Hanoweru. Tam, po wyjściu z obozu koncentracyjnego, umierał jej brat. Początkowo pracowała w szpitalach na terenie rozlokowania polskich jednostek wojskowych na terenie okupowanych Niemiec. Poczym, przeniosła się do Anglii, gdzie skończyła podyplomowe studia Medycyny Tropikalnej na uniwersytecie w Liverpool.
Odtąd droga wyjazdu na samodzielną misję stała otworem, tym bardziej, że sytuacja polityczna na Czarnym Lądzie, zaczynała ulegać zmianie, a byłe kolonie uzyskiwać prawa do samostanowienia. Mówiąc o działalności „Dokty”, warto zaznaczyć, że oprócz bezpośredniego zajmowania się pacjentami od diagnozy poprzez operacje i zarządzania szpitalem, rozwinęła ona również szeroką działalność edukacyjną organizując szkolenia lekarzy i niższego personelu medycznego. Prowadziła wykłady na uniwersytecie w Kampali, na które dojeżdżała motocyklem, (ot taka bagatelka 150km po glinianej drodze – jeszcze dziś niektóre odcinki nie mają asfaltu). Przewodnią ideą tej działalności było obalenie tabu – wiary, że zarażenie się trądem może nastąpić przez kontakt fizyczny; na przykład, przez podanie ręki choremu w jakimkolwiek nie był by stanie, czyli o konieczności życia w absolutnej izolacji od zdrowego społeczeństwa. By obalić ten absurdalny przesąd, wynikający z tradycji i niewiedzy „Dokta” przy badaniach nie używała ochronnych rękawiczek.
Swoją posługę misyjną w Ugandzie przerwała, jadąc do Indii na zaproszenie bł. Marii Teresy. Choć samo spotkanie z Matką Teresą (jak opisuje we wspomnieniach) było bardzo krótkie, ale na tyle głębokie, że zainspirowało ją do pozostania w Indii przez 10 miesięcy i zorganizowania tam nowoczesnego leprozorium.
Jak gigantyczną prace wykonywała Dokta można wyrazić w kilku liczbach: w czasach, gdy tam przybyła, na opisywanym rejonie znajdowało się ok. 100 wiosek, a w nich 20 tysięcy mieszkańców cierpiało na trąd. Przez pierwsze lata działalności ta samotna kobieta, nie tylko wyleczyła tysiące ludzi, ale przyczyniła się do właściwego zrozumienia i podejścia do tej choroby, współtworząc podwaliny nowoczesnego jej leczenia.
Nie jest, więc przypadkiem, że bl. Jan Pawel II podczas pielgrzymki do Ugandy 1993 roku, nazwał dr.Błenską, „Ambasadorem misyjnego laikatu”.
W 1993 roku 82 letnia „Dokta” decyduje się przekazać zarządzanie szpitalem jednemu ze swoich wychowanków, miejscowemu lekarzowi, i powrócić do rodzinnego Poznania. Rozpoczyna cykl wykładów na tamtejszej Akademii Medycznej. W sześć lat później odbywa kolejną paromiesięczna podroż do Ugandy, podczas której szpital, który stworzyła zostaje nazwany jej imieniem.

Dwa lata temu dr. Błeńska obchodziła 100 lecie urodzin; ta zażywna staruszka, dalej pracuje społecznie, udziela wywiadów, spotyka się z młodzieżą, stara się przybliżyć zrozumienie pracy misyjnej na Czarnym Lądzie i ich mieszkańców.
(Ciąg dalszy nastapi)


  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji