nr. 40
VICTORIA, BC, grudzień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Chłopcy
Teatr Polski
Vancouver
10 stycznia


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Jasełka
w Domu Polskim

Władysław Widział
Ballada o Janku Wiśniewskim

w rocznicę Grudnia 1970

Janusz Mika -
Patriotyzm Polonijny

polemika

Ks. W. Kłos -
Wielka moc tradycji

Wigilijnego opłatka

Ewa Korzeniowska
Droga przez szkło

o witrażach

D. W. Higgins-
Moje pierwsze
Świeta w Victorii

Opowiadanie


A.Makosiński
Fotoreportaż -
Jasełka 2012


ARTYKUŁY

Rozmaitości


Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

Droga przez szkło

Rozmowa z Beatą Drohomirecką


Skąd się u ciebie wziął pomysł żeby się zając witrażami? Skąd to się wzięło, że taka mała drobna osoba bierze w rękę lutownicę, by pracować z ostrym szkłem?

Wszystko może być przypadkiem. Zawsze podziwiam ludzi, którzy potrafią coś pięknego robić. I oprócz tego, że podziwiam, to pytam samą siebie: czy ja potrafiłabym to zrobić? I wtedy sobie odpowiadam - dlaczego nie. No więc przypadkowo otworzyłam gazetę i zobaczyłam w niej ogłoszenie o warsztatach robienia witraży. Postanowiłam się zapisać. I tak przeszłam kurs początkowy, średni i zaawansowany. Zrobiłam dyplomowe szkło i efekt tego był piorunujący. To było moje epifany. Stałam przed tym witrażem i to było tak silne wrażenie, że wydawało mi się, że zniknęłam. I w tym momencie zrozumiałam, że mam coś, czym muszę się dzielić z innymi. Ale jest dużo ludzi, którzy nie mogą tego doświadczyć, bo nie stać ich na takie ciekawe kursy, na narzędzia. Zaproponowałam, więc mojej szefowej żeby stworzyć grupę kobiet, które chcą rozwiązywać swoje problemy przez robienie witraży. Wiesz praca ze szkłem jest bardzo symboliczna, bo tu często pojawia się krew i ból, ale składa się potem w piękno powstałe z połamanego szkła o ostrych brzegach. Z tych kawałków można złożyć coś wspaniałego. Postanowiłam to wykorzystać w swojej pracy zawodowej.

A gdzie pracujesz?

Jestem pracownikiem socjalnym, pracuję w Hill House Transition House w The Cridge Centre for the Family.


Czyli generalnie pracujesz z rodzinami, które miały w swoim życiu kontakt z przemocą?

Tak, ale to nie są tylko rodziny czy kobiety dotknięte przemocą, ale również wykluczeniem. Staram się pomóc im odnaleźć siebie, zbudować poczucie własnej wartości. Praca kreatywna bardzo w tym jest pomocna. Wiem, że wszystko może mieć sens, jeśli mamy jakąś wizję. No i wiarę, że my to możemy zrobić, w tym wypadku, że można zrobić witraż. Czyli ważne jest by uwierzyć, że potrafimy. I również ważne jest, że w tych kawałkach szkła nie widzi się właściwie nic. To podobnie, gdy jest się w sytuacji, że paraliżuje cię strach i brak bezpieczeństwa. Proces robienia witraży w jakiś sposób to odzwierciedla. Na początku jest chaos, czyli dużo nieznaczących elementów, ale postępując stopniowo, metodycznie można z nich złożyć obraz czegoś konkretnego. To mnie zachęciło, by dzielić się swoim doświadczeniem, bo w tej pracy trzeba działać konsekwentnie, tak jak w pracy nad sobą i, każdy następny krok jest bardzo ważny i jak się popełni błąd, to trzeba go jak najszybciej naprawić, bo inaczej wyjdzie on w końcowym etapie. I w tym szkle jest tak dużo symboliki. Lubię to robić, bo efekt końcowy jest bardzo konkretny, ale zaskakujący.

Jest to dla ciebie nie tylko hobby. Zrobiłaś z niego swoje narzędzie pracy. Forma terapii ludzi z połamanym życiem?

Tak, ale chciałabym tu dodać, że pracuję nie tylko z ludźmi dotkniętymi fizyczną przemocą, ale również z takimi, którzy są ofiarami przemocy ekonomicznej, czy są doświadczeni przez choroby psychiczne. Są ludzie, którzy od początku swego życia skazani są na wykluczenie. Są dzieci, które przychodzą na świat i od razu są bez szans. W naszym systemie społecznym jest dużo dziur i niektóre rodziny automatycznie w nie wpadają. To jest uzależnienie, choroby psychiczne no i upośledzenie finansowe. A jeśli do tego, ktoś nie ma szczęścia w tych dziedzinach, a jeszcze jest ofiarą domowej przemocy, no to mamy sytuację całkowicie patologiczną.
Warunki życia i kondycja tych ludzi bardzo mnie uwrażliwiają i czasem jest mi trudno wykrzesać siły by się z tym zmierzyć, ale znajduję w sobie motywację, aby pomagać tym rodzinom w każdej dziedzinie, w której potrzebują pomocy. Jednym z największych problemów jest znalezienie dla nich godziwych mieszkań, więc najczęściej od tego zaczynam. To jest ważne, więc walczę o te mieszkania. Zbudowałam sobie cały network kontaktów z instytucjami, które mają socjalne mieszkania i próbuję z nimi negocjować. Mam dobry kontakt z tymi instytucjami i szybko mogę te mieszkanie załatwić. Właściwie w tej dziedzinie w tym roku, a także w ubiegłym odniosłam dużo sukcesów, to znaczy znalazłam mieszkania dla wielu rodzin. Ponieważ pracuję jako socjalny pracownik od wielu lat, znam wielu ludzi w instytucjach. Oni wiedzą, że mam bardzo trudną pracę i starają mi się pomóc. Oprócz ludzi, którzy żyją poniżej standardu często też pracuję z osobami bezpośrednio dotkniętymi fizyczną przemocą, odsyłanymi do nas przez agencje pracującą z ofiarami fizycznej przemocy (Victom Services). To są osoby głęboko skrzywdzone na ciele i na duszy.

Czyli to jak budujesz witraż, to odnosi się to jakoś do twojej pracy?

Niekoniecznie. To są dla mnie dwie różne rzeczy praca i hobby. Prywatnie, to ja jestem bardzo praktyczna. Widzę jakiś pusty kąt, który chciałabym ożywić i buduję sobie wizję, tego, co bym chciała tam zrobić. A w pracy, w grupie, którą prowadzę jest trochę inaczej. Spotykamy się raz w tygodniu na parę godzin i działamy zespołowo.
Tu przyniosłam ci naszą broszurę żebyś zobaczyła, nad czym pracowałyśmy. Było nas czternaście, zostało siedem. Widzisz, to co zrobiłyśmy to jest wielki obraz na który skladają się poszczególne części, każda robiona przez inną kobietę, niektóre z nich to praca zespołowa w której każda robiła jeden fragment. To bardzo jednoczy taka wspólna praca, pracujący ze sobą ludzie zaczynają się porozumiewać, rozmawiać, zdobywają pewność siebie, uczą się zespołowej pracy. W pracy mam grupę od 1 do 4 i każda z kobiet, która jest zainteresowana terapią przez sztukę może przyjść do naszej grupy pracować nad tym co jest dla niej ważne. I to od tej kobiety zależy jak ona widzi swoje życie. Jeśli to wie to znajduje sobie jakiś motyw, który jest dla niej istotny, bo odzwierciedla ją samą i wybiera sobie dla niego jakieś wzory. Mamy mnóstwo wzorów, więc jest z czego wybierać. Mamy również dużo szkła do wyboru i narzędzi, bo czasami robimy coś na sprzedaż, albo na aukcję lub na zamówienie i za zarobione wspólnie pieniądze wyposażamy nasza pracownię w narzędzia i materiały. Kobiety, które z nami pracują nie muszą za nic płacić.
Od stycznia będą z nami pracowały cztery młode dziewczyny. One na razie nie wiedzą jeszcze, co to znaczy witraż, więc pewnie się będą musiały ze wszystkim zapoznawać od początku. Nasza praca, to jest otwarta dyskusja nad każdym projektem. Na wlasnym przykładzie przekonuje je o tym, że mogą to zrobić. Przetną się, skaleczą, ale to będzie również nauka, która pomoże im iść dalej, aż do końcowego efektu, bo to jest najważniejszy moment w tej pracy. To jest namacalny dowód i dlatego to było dla mnie samej takie ważne. Ja umiem to zrobić, więc każdy umie to zrobić. Ja jestem przeciętną zwykłą osobą i każda przeciętna zwykła osoba może to zrobić. To było dla mnie bardzo ważne odkrycie. Dla każdej osoby, która coś takiego zrobi, co wydawało się niemożliwe, jest to bardzo ważne, bo to jest podróż w głąb siebie – poznaje się swoje nowe możliwości. Nabiera się umiejętności. Ta możliwość przekazania tych doświadczeń, popchnęła mnie do działania, bo zrozumiałam, że każdy może odkryć w sobie jakieś umiejętności tworzenia czegoś pięknego, tylko umiejętności te często bywają zablokowane przez przemoc człowiekowi wyrządzoną. Przemoc zabija wszelką kreatywność. Wszyscy myślą, że ludziom wykluczonym należy zapewnić przede wszystkim jedzenie i mieszkanie, a tymczasem zapomina się, że najważniejsza dla nich jest samoakceptacja. Jest to końcowy efekt pracy nad sobą, której ofiara podejmuje się w oparciu o pomoc ze strony pracowników socjalnych.
Dla mnie samej witrażnictwo było wielkim odkryciem. Mam świadomość, że dzięki swym twórczym pasjom już nigdy nie będę samotna. Kreatywna aktywność jest moim największym przyjacielem, bo to jest fantastyczny sposób ekspresji samego siebie. Jak mogę się nudzić, gdy myśę o tym, co będę dziś wycinać, albo łączyć.

A jakie to wywołuje skutki u osób z którymi pracujesz?

Ta grupa siedmiu osób, które zrobiły ten obraz - i on stał się tak ważny, że wisiał w parlamencie i sam premier Gordon Campbell dokonał jego odsłonięcia - w jego tworzeniu przeszła proces uzdrowienia, samorealizacji. Jest to o, tyle ważne, że ta praca powstała jako dzieło zbiorowe. Cała grupa brała udział w jego tworzeniu i taka praca w grupie też ma terapeutyczne znaczenie. Różne są rekcje kobiet. Niektóre się zniechęcają. Ostatnio pracowała z nami taka kobieta, która zrobiła siedemdziesiąt procent swojego witraża. Później coś się stało w jej życiu. Miała jakieś kłopoty. Wybrała takiego gołębia. Skończyłam jej ten obrazek i zaniosłam go do niej. Ta kobieta była tak zadowolona, że po dwóch dniach przyszła do mnie, by mi podziękować i powiedziała, że to ją uzdrowiło. Fakt, że jej praca nie poszła na marne jakoś jej pomógł uporać się z innymi problemami. I to jest ciekawe, bo w tej pracy kryje się zawsze jakaś tajemnica. Ludzie dzięki niej w sobie coś odkrywają, albo znajdują w sobie siły i to w tym wszystkim jest najwspanialsze. Jest nieznany aspekt w nas, który gdzieś tam tkwi i dobrze jest jak udaje się go wydobyć.

Ale powiem ci jeszcze o tym naszym wielkim dziele. To było przed paru laty. Gordon Campbell odwiedził nas w grudniu, w kolejną rocznicę strzelaniny na Politechnice w Montrealu, 6 grudnia. Postanowiliśmy, że ten obraz zawiśnie na jakiś czas w parlamencie. Dla kobiet, które go tworzyły było to wielkie przeżycie, bo ich dzieło doczekało się publiczności, która miała usłyszeć ich głos.
A tu jak patrzysz, to jest złamane serce za łańcuchem. To robiła dziewczyna będąca naszym instruktorem. Też przez przypadek. Ja jeszcze nie byłam taka dobra w robieniu witraży, ale jak coś się ma dziać, to się dziać będzie. Przyszła do transition house taka dziewczyna. Opowiadam jej o moich planach, o tym, że chcę stworzyć taką grupę, a ona mi mówi, że zajmuje się robieniem witraży od dwudziestu lat. Zapytałam czy chce być naszym mentorem i ona się zgodziła. Z tych siedmiu kobiet, które zaczynały na początku, cztery z naszego zespołu zostały. Zawsze przychodzą i odchodzą uczennice, ale my cztery lub pięć jesteśmy stałym zespołem. Jak nie mamy jakichś zleceń, to dziubiemy coś dla siebie, ale jak jest coś do zrobienia na zamówienie, to dzielimy między siebie pracę, ale zawsze kogoś przy tym przyuczamy. A w domu, to ja sobie tak pracuję we własnym zakresie, na własne potrzeby. O robię teraz takie pudełko w prezencie dla syna. Ale tylko zimą robię witraże.

Ile czasu zajmuje taka praca?

To zależy. Od wielkości, finezyjności wzoru.

A jak się robi witraż?

Najpierw szukasz inspiracji w książkach, ale często to, co jest pierwowzorem w naszej pracy ulega zmianie. Więc szukamy się czegoś, co jakoś odpowiada potrzebom danej chwili. Jeśli dla klienta, to ustalamy rozmiary i kolory. No wiec robimy tego wzór i malujemy kredkami. (Jeśli praca jest na zamówienie, to mniej wymaga kreatywności i wyobraźni). Robisz przegląd szkła. No właśnie szkło…
Prywatnie, mam szkła za 1000 dolarów, ale czasem, jeśli potrzebne mi jest coś dodatkowego do mojej koncepcji, to idę sobie dokupić. Jest taki przepiękny sklep ze szkłem witrażowym. Można tam spędzić godziny i zostawić setki dolarów. Swiss Glass. I tam mają cuda, cudeńka, o których można sobie tylko pomarzyć.
No, ale w pracy mamy więcej szkła. Wybieramy, co potrzeba i zaczyna się cięcie. Takim specjalnym szwajcarskim diamentem. No i przycinamy, szlifujemy brzegi. Jak linie są proste to łatwo, ale jak są zaokrąglone lub zawijane, to już trzeba pewnej finezji. Po wycięciu nakładasz szkło na rysunek sprawdzasz czy wszystko pasuje. A potem to łączysz, albo przy pomocy folii miedzianej, jeśli to są małe prace, albo stosujesz blaszką ołowiową, jeśli są większe. No, a potem jest efekt końcowy jak jakieś objawienie, dla każdego inne i taka fajna radość

Czy to, że odnalazłaś pasję daje ci lepszą jakoś życia?

Wiesz dlaczego tak dużo kobiet schodzi się z byle jakimi, niewłaściwymi mężczyznami? Bo, one są samotne, strasznym dla nich wrogiem jest samotność. Każdy facet jest lepszy niż nic. Dla nich miernikiem wartości jest bycie z mężczyzną, który wnosi do ich życia ten brakujący element. Tymczasem samotność można wypełnić inaczej. Nie ma, co się tego bać. Trzeba sobie coś takiego w życiu znaleźć, co pozwoli zapełnić tę wewnętrzną pustkę. Trzeba mieć jakąś pasję, bo wtedy życie staje się lepsze. Poznaje się nowy jego wymiar.

To znaczy, że pierwszym krokiem do samoakceptacji jest wypełnienie uczucia pustki w sobie?

Tak. Wtedy rodzi się samoakceptacja i dopiero wtedy można zacząć leczyć swoją duszę. Z witrażami dla mnie wszystko jest symboliczne. Z witrażami to jest dla mnie proste. Jest to tak ważne, bo tworzenie witraża to metafora tak silna, ze daje mi napęd do pracy. Filozofia jednego i drugiego i mojej pasji i mojej pracy ściśle się zazębia. Jest to, więc dla mnie nie tylko zajęcie czy pasja, ale również sprawa na tyle, wielowymiarowa, że kształtuje moje życie, które kiedyś, tak jak dla moich klientów, było fragmentami potłuczonego szkła.

Z Beatą Drohomirecką rozmawiała Ewa Korzeniowska.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji