nr. 40
VICTORIA, BC, grudzień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Chłopcy
Teatr Polski
Vancouver
10 stycznia


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Jasełka
w Domu Polskim

Władysław Widział
Ballada o Janku Wiśniewskim

w rocznicę Grudnia 1970

Janusz Mika -
Patriotyzm Polonijny

polemika

Ks. W. Kłos -
Wielka moc tradycji

Wigilijnego opłatka

Ewa Korzeniowska
Droga przez szkło

o witrażach

D. W. Higgins-
Moje pierwsze
Świeta w Victorii

Opowiadanie


A.Makosiński
Fotoreportaż -
Jasełka 2012


ARTYKUŁY

Rozmaitości


Indeks autorów

Władysław Widział

Ballada o Janku Wiśniewskim


Od dziecka fascynowały go podróże. Dlatego po skończeniu szkoły zasadniczej, postanowił wyjechać z Elbląga, gdzie nie widział dla siebie przyszłości. Do świata najbliżej było z Trójmiasta. Dlatego po ukończeniu osiemnastki 3 sierpnia, jesienią 1970 roku Zbyszek Godlewski, wyjechał do Gdyni. Razem z kumplem, Kazikiem postanowili poszukać szczęścia w portowym mieście. Dostali pracę w Stoczni imienia Komuny Paryskiej, a może w Zarządzie Portu?
Zamieszkali wspólnie w hotelu robotniczym. Podobno, jak wielu młodych ludzi w tamtych czasach, marzyli o tym, żeby wyjechać z Polski, bo nie widzieli dla siebie szans rozwoju w PRL. Na razie byli na etapie opracowywania planu. No i koncentrowali się na pracy, która była ciekawa. Wciągała ich też dynamika życia w portowym mieście. Kluby, dyskoteki; oprócz pracy spędzali czas na zabawie.
Na wieść o strajku w Stoczni Gdańskiej, 14 grudnia 1970 roku Zbyszek pojechał do Gdańska zobaczyć na własne oczy, o co w tych strajkach chodzi. Chciał się przekonać czy to prawdziwy robotniczy bunt, czy może steruje tym ktoś z zewnątrz. Chciał zobaczyć, czy to tacy jak on fizyczni pracownicy wyszli na ulice. To, co zobaczył przeszło jego oczekiwania. Wojsko wyszło naprzeciw strajkujących z pałami i gazem łzawiącym.
Po powrocie do hotelu nie mógł się uspokoić cały czas myślał o tym, co widział. Setki robotników maszerujących przez miasto. Gniew na twarzach i zmęczenie. Robotnicy wyszli na ulice domagając się godnego życia, zniesienia podwyżek wprowadzonych 13 grudnia, zrównania płac, sprawiedliwości. Władza odpowiedziała gazem łzawiącym, pałami policjantów, aresztowaniami. Zbyszek opowiadał po powrocie Kazikowi o gniewnym śpiewie robotniczym, o sztandarach biało czerwonych, o hasłach niesionych na plakatach i o ulotkach. Nawet taką jedną, odręcznie nabazgraną przyniósł ze sobą. Nie mógł zasnąć. Wiedział, że następnego dnia też tam będzie musiał być. Coś go tam pchało, co było silniejsze od niego.
- To bardzo niebezpieczne – powiedział Kazik.
Właściwie dopiero w tym momencie Zbyszek zdał sobie sprawę, że to, co się dzieje, to nie jest zabawa, jednocześnie wiedział, że to coś bardzo ważnego. Siadł, więc i napisał list do rodziców.
„Kochani rodzice, byłem dziś w Gdańsku. Wszystko widziałem. Nie martwcie się… Zbyszek.
W piątek 18 grudnia, rodzice Zbyszka otrzymali zawiadomienie o telegramie. W Elblągu panował już stan wyjątkowy, gdyż wieści o protestach w Gdańsku rozchodziły się na całą Polskę pocztą pantoflową i w wielu miejscach ludzi przystępowali do strajków. Również w Elblągu. W tej sytuacji nie sposób było dostać się na pocztę. W końcu udało się odebrać telegram telefonicznie: „Zbyszek nie żyje.” przeczytała telegrafistka. I nagle dla Izabeli i Edwarda Godlewskich świat przestał na chwilę istnieć. Stracili syna. Jak mogło do tego dojść?
17 grudnia rano Zbyszek znalazł się na kładce przerzuconej nad torami przy stacji Szybkiej Kolejki Miejskiej Gdynia – Stocznia, jak wielu ludzi tego ranka szedł do pracy. Akurat w tym momencie padł rozkaz otwarcia ognia. I nagle trach.. trach..trach…. Z karabinu maszynowego, które-go spust naciskał żołnierz LWP, pewnie niewiele starszy od Zbyszka, wystrzeliły trzy serie w jego kierunku. W ułamku sekundy człowiek stał się strzępem podziurawionym na sito.

Przechodzący ludzie podnieśli rozharatane ciało. Złożyli na drzwiach wyrwanych z jakiegoś budynku i postanowili zanieść je przed dom partii. Poszli tak przez miasto w absolutnej ciszy, w której łopotanie sztandarów było jak muzyka żałobnych werbli, do kościoła NMP. Ksiądz poświęcił zwłoki, dał im krzyż, który przymocowali do drzwi i kwiaty. Szli w milczeniu, pełni gniewu i nie straszne im były czołgi, kordony zomowców, uzbrojeni po zęby żołnierze i samoloty rzucające na nich petardy z gazem łzawiącym. Zabito jednego z nich. Szli domagając się sprawiedliwości. Najpierw poszli pod budynek Komitetu Wojewódzkiego, a potem Rady Miejskiej. Tam na chodniku wymalowana była biała linia. Przekroczenie jej groziło atakiem ze strony wojska i strzelaniną. Nie ulękli się; przekroczyli tę linie, ale gdy wojsko zaczęło strzelać porzucili drzwi ze zwłokami i zaczęli uciekać, walcząc o życie.

W sobotę rodzice Zbyszka, Izabela i Eugeniusz Godlewscy pojechali do Gdyni odnaleźć zwłoki syna. Po długiej wędrówce i bezskutecznych poszukiwaniach wrócili domu z niczym.
W niedzielę wieczorem do rodziców Zbyszka przyjechało dwóch cywilów i powiedzieli państwu Godlewskim, by się zbierali, jeśli chcą być na pogrzebie syna. Rodzice w szoku jadąc w ubeckim samochodzie nie zwracali uwagi na wojsko na ulicach. Myśleli o synu. Pani Godlewska przypomniała sobie, że z ubraniem do trumny nie zabrała butów na pochówek Zbyszka „Jak go pochować bez butów?” Powtarzała to całą drogę. Najpierw zawieźli ich do kostnicy szpitalnej, a potem na cmentarz przy katedrze oliwskiej. Pogrzeb odbył się w nocy, ale po katolicku z księdzem. Uczestniczyli w nim rodzice ofiary, jej młodszy brat i sąsiedzi. Był także Kazik. Wręczył im list, którego Zbyszek wysłać nie zdążył.
O śmierci Zbyszka powstała pieśń „Janek Wiśniewski padł.” Jej autor, Krzysztof Dowgiałło, nie znając nazwiska ofiary tych tragicznych wydarzeń, nazwał zastrzelonego chłopaka Jankiem Wiśniewskim. Wiadomo jednak, że pieśń ta de facto opisuje wydarzenia związane ze śmiercią Zbyszka Godlewskiego, osiemnastoletniego chłopaka, który będąc synem polskiego oficera LWP, przed wojskiem, zginął z rąk swojego „brata”, niewiele od niego starszego polskiego żołnierza. Śmierć Zbyszka Godlewskiego na zawsze stała się symbolem grudniowych wypadków, tak jak „Ballada o Janku Wiśniewskim” stała się hymnem tamtych czasów.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji