nr. 38
VICTORIA, BC, wrzesień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Zabawa Halloween
27 pażdziernika


ARTYKUŁY

Jeszcze tu
zawiśnie polska flaga-

wywiad z dyrektorem
Królewskiego Muzeum BC

Jan Antoszkiewicz -
Malowidła Dory Hary


Edward Kamiński -
Nie oddamy nawet guzika

wspomnienie roku 1939

Bożenai Ulewicz -
Ostantia mazurska wieś

reportaż z Mazur

Ludwik Wilczyński -
Polacy na szczytach

recenzja książki

Magdalena Hen-
Pociąg do Nollywood

Afrykańska kinematografia

Rozmaitości


Indeks autorów

Ludwik Wilczyński

Polacy na szczytach


Zanim zaczniemy wytykać zachodnim autorom błędy w ich pracach na temat polskiego himalaizmu, zastanówmy się, jaki jest nasz wkład w autopromocję własnych sukcesów.

W czasach popclimbingu nawet osobom w moim wieku okres burzy i naporu polskiego himalaizmu wydaje się niekiedy zjawiskiem nieprawdopodobnym, które dziś nie mogłoby zaistnieć. Nic dziwnego, że sukcesem wydawniczym po obu stronach Atlantyku okazała się książka Bernadette McDonald „Freedom Climbers”, próbująca wyjaśnić fenomen naszych himalajskich sukcesów z lat 71-91 ubiegłego stulecia. Po początkowych zachwytach związanych z tematem i rozgłosem tej pracy, ukazuje się polskie tłumaczenie, a wraz z nim poważne zastrzeżenia formułowane w ogólnopolskiej i środowiskowej prasie oraz towarzyskich rozmowach wspinaczy od schronisk po sztuczne ściany. Zarówno gatunek tych zarzutów, jak i sam czas, w którym się pojawiły, mogą skłaniać do wniosku, że pochodzą z lektury polskiego przekładu książki, który ukazał się pod tytułem „Ucieczka na szczyt”. Czy zarzuty są słuszne?

Polski kompleks

Zacznijmy od błędów rzeczowych. Jest ich sporo, ale przecież tylko część pochodzi od samej autorki. Niektóre widoczne w jej pracy nieścisłości można łatwo znaleźć w polskich tekstach związanych z tym okresem, inne pochodzą z dziesiątków albo setek rozmów, jakie McDonald przeprowadziła z uczestnikami i świadkami tamtych wydarzeń (wszystkim nam się wydaje, że świetnie pamiętamy tamte lata). Jeden np. dotyczy błędnie użytego cytatu, z którego wynika, że nasz kolega Adam Zyzak (i kilka innych gwiazd naszego alpinizmu) to autsajderzy, a Zbigniew Czyżewski („Małolat”) nie żyje, gdy tymczasem jest wśród nas i ma się nieźle, mimo wieloletnich starań o przeniesienie się na lepszy ze światów. Miejmy nadzieję, że błędy takie jak te zostaną poprawione już we wznowieniu polskiego tłumaczenia.
Poważniejsze zarzuty dotyczą interpretacji polskiej historii. Monika Rogozińska pisze np. na łamach „Rzeczpospolitej”, że mamy problem, bo przykro jest wypominać błędy autorce peanu na cześć polskiego himalaizmu. Jestem innego zdania. Nie powinniśmy mieć problemu ani z wytykaniem błędów, ani z samymi przekłamaniami, bo nie zmieniają one sensu głównych zdarzeń historycznych. Przy lapsusie Obamy mają się one jak Żabie Wrótka do północnej Eigeru.
Dobrym przykładem jest fragment polskiego przekładu. „Z niezrozumiałych względów Sowieci o pomoc poprosili właśnie Polaków. Jakkolwiek szokujący byłby ten pomysł, zgoda na jego realizację uratowała naród polski od całkowitej zagłady”. Oczywiście jest to nieszczęśliwy skrót myślowy: autorka ma na myśli decyzję o utworzeniu polskiej armii w ZSRR co rzeczywiście nie jest prośbą o pomoc ale już w drugiej części zdania chodzi raczej o terytorium Polski („Poland”), które po decyzji o utworzeniu polskich sił zbrojnych, przynajmniej formalnie, było terytorium sojusznika.

Poważne zarzuty padają też w ostatnich „Tatrach” ze strony Beaty Słamy, która sugeruje, że autorka gubi się w domysłach na temat motywacji wspinaczy tamtych czasów (sugerując, że podawane przez autorkę motywacje są dla Polaków obraźliwe), a także ociera się o grafomanię.
Rzeczywiście, w książce można znaleźć nawet więcej niż pięć wypunktowanych przez Beatę motywacji, z których jedna jest lekko obraźliwa. Ale czy nieprawdziwa? Mianowicie – punktuje po lekturze książki McDonald Słama – jako wspinacze wywodzący się z narodu zakompleksionego chcieliśmy coś udowodnić światu. W sporcie zdarza się to często i nie ma powodu, żeby w polskim alpinizmie ten element był zupełnie nieobecny. Pytanie tylko, czy był to element istotny lub dominujący. Gdy analizuję własne czy przyjaciół motywacje, dochodzę do wniosku, że każdy z nas ma ich, co najmniej kilka i w różnych okresach życia, co innego wychodzi na plan pierwszy. Mniej więcej tak traktuje to autorka „Freedom climbers”, potwierdzając starą zasadę, że z jednym motywem, na przykład sportowym, da się do alpinizmu wejść, ale niemożliwe jest prawie religijne, wieloletnie zaangażowanie w wielką górską przygodę, co było z pewnością udziałem nie tylko bohaterów książki, ale dużej części naszego ówczesnego środowiska.
Zarzut grafomanii dałby się może obronić, gdyby praca Bernadette Mcdonald pretendowała do wydarzenia literackiego o randze artystycznej. Tymczasem jest to górskie dziennikarstwo historyczne i w tej kategorii zostało nagrodzone za granicą a przez Instytut A. Mickiewicza i uznane za świetną propagandę polskiego sukcesu.

Polski wkład

Słuszne natomiast są zarzuty dotyczące tłumaczenia. Wybrane przez Beatę Słamę przykłady figlarnej stylistyki są komiczne. Całość sprawia wrażenie niekompetencji, a na pewno nie pracy „człowieka z branży”, jak to formułowano w zapowiedziach. Już tytuł „Ucieczka na szczyt” sugeruje, co innego niż tytuł oryginału. Dążenie do wolności, czy ucieczka przed rzeczywistością? Nie twierdzę, że element ucieczki przed ponurą codziennością socjalizmu w ogóle nie występował, ale jako tytuł całości sugeruje jakiś rodzaj eskapizmu, który w każdych okolicznościach jest moralnie podejrzany.
Trzeba mieć trochę odwagi cywilnej i oddać sprawiedliwość mojemu pokoleniu wspinaczy i sobie oczywiście. Jesteśmy jedną z niewielu grup środowiskowych, które wyszły z Peerelu z wyraźnie dodatnim bilansem, z wielkim sukcesem po prostu. Dobrze się stało, że powstała taka książka. Nie jest przy tym ważne, że rozłożenie akcentów jest nie takie jakbyśmy chcieli. To jest zwyczajnie decyzja autorki, która wybrała przejrzystą dla zachodniego czytelnika metodę. Osią swojej pracy uczyniła dobrze znane starszym wspinaczom gwiazdy polskiego himalaizmu, a tłem „drugi szereg” z nazwiskami tak ważnymi jak choćby Chrobak, Heinrich, czy Wróż. Myślę, że tu pojawia się zadanie dla nas i miejsce na kolejną książkę, może już polskiego autora. Kiedy poznałem Bernadette osobiście i pogratulowałem sukcesu, zapytała:

– Dlaczego nikt z was tego nie napisał?

Może i dobrze. Polski autor nie miałby nawet części szans wejścia z książką na rynek zachodni, a Bernadette McDonald zrobiła to z sukcesem i wbrew przewidywaniom własnego wydawcy. To nie tylko promocja polskiego alpinizmu. To promocja alpinizmu jako części polskiej kultury, bo przecież działania bezinteresowne w finansowym sensie są jedną z miar jej poziomu.

Tak ujął to Ed Douglas w recenzji na portalu
www.ukclimbing.com: „Oczywiste pytanie brzmi, dlaczego? Co takiego było w polskim alpinizmie, co uczyniło tak obfitującym w sukcesy okres zapoczątkowany w latach 70. w Hindukuszu i kulminację w Himalajach dekadę później. Jak do tego doszło, że podczas gdy zachodnioeuropejskie gospodarki parły naprzód, naród prawie bankrutującego Układu Warszawskiego mógł sobie pozwolić na tak kosztowny sportowy luksus. W wyobrażeniach świata zachodniego Polska nie istnieje jako naród alpinistów. Skąd, więc ten wewnętrzny przymus? Jak to się stało, że szkoły w katolickiej Polsce wolały nadawać sobie raczej imię niedźwiedziowatego człowieka gór, Jerzego Kukuczki, niż Karola Józefa Wojtyły, lepiej znanego jako Jan Paweł II – pierwszego od 1523 roku papieża nie-Włocha. (…) >Freedom Climbers< to próba odpowiedzi na te pytania, próba nagrodzona po obu stronach Atlantyku. (…) W czasie, gdy większość wysokościowych wejść staje się normalną komercją, historia, którą opowiada Bernadette McDonald nie mogła ukazać się w lepszym momencie”.

Rzeczywiście, nie istniejemy w światowej opinii jako „naród alpinistów”, za to żyjemy z przyprawioną nam po obu stronach Atlantyku dość smętną gębą, bo sami nie byliśmy w stanie wypromować na przykład polskiego udziału w II wojnie światowej. To, co inni piszą o nas, piszą siłą rzeczy ze swego punktu widzenia. Autorka „Freedom climbers” tak właśnie uczyniła.
Chcę podkreślić, że pozycja ta jest równie ważnym krokiem w budowaniu naszego wizerunku za granicą, jak wiele oficjalnych, „rządowych” sukcesów. Wytykając autorce błędy i nie takie jak byśmy chcieli rozłożenie akcentów, spójrzmy najpierw na polski wkład do tej pozycji, czyli błędy pochodzące z polskich opracowań, a także tłumaczenie, które doprawdy ciężko jest przełknąć. Polecam zatem lekturę książki pod tytułem „Freedom climbers”!

Bernadette McDonald (1951) jest kanadyjską autorką szeregu książek o wspinaniu. Jej ostatnia praca „Freedom Climbers poświęcona jest historii polskiego himalaizmu i opowiada o osiągnięciach czołowych polskich wspinaczy. Jest bogato ilustrowaną opowieścią o szczytowej erze polskiego himalaizmu w latach 70 i 80, a więc w między innymi w czasach Wandy Rutkiewicz i Jerzego Kukuczki. Przetłumaczona na język polski, książka nosi tytuł „Ucieczka na szczyty.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji