nr. 37
VICTORIA, BC, sierpień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Doroczny piknik
26 sierpnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji-
sprawa STRON

Roman Fajans -
Generał Bór o Powstaniu

wywiad z 1945r

Edward Kamiński -
Poznać głupiego

felieton

Fotoreportaż
Weterani powstania


Fotoreportaż
Szkolny piknik,
lato 2012

Rozmaitości


Indeks autorów

Edward Kamiński

Poznać głupiego po śmiechu jego...


Śmiech to zbyt poważny stan emocjonalny żeby go bagatelizować. To, że pod wpływem rozbawienia wydajemy z siebie jakieś chi, chi, cha, cha, albo koński rechot, nie powinno nikogo zmylić, że mamy do czynienia z czymś niepoważnym, nie godnym analitycznej uwagi. Sama już definicja humoru w encyklopedii PWN przytłacza powagą i odbiera ochotę do przyśmieszków:
„Humor – kategoria estetyczna, jedna z postaci komizmu, wyrażająca się w ujmowaniu zjawisk od strony tych właściwości, które są zdolne pobudzić do śmiechu, jednak – przeciwnie niż w satyrze – traktowanych z wyrozumiałością, jest wyrazem kontemplacyjno-filozoficznej postawy wobec świata, życzliwej i raczej optymistycznej”.

Poczucie humoru jest pewną formą filozofii życia. Nie każdy z poczuciem humoru musi być od razu filozofem. Ważna jest umiejętność wyboru, co jest zabawne, a co nie. W zależności od spojrzenia należymy do osobników łatwych do współżycia, albo wprost przeciwnie. O pierwszych panuje opinia, że ich uczciwe żarty i pod pierzyną nie szkodzą. O drugich, w języku młodzieżowym mówimy, że są „upierdliwi”. Śmieją się, że ktoś w nocy się zsikał, spadł ze schodów, potknął się i nabił sobie guza. Ten rodzaj humoru preferuje większość komedii filmowych z Hollywood. Ktoś kogoś rżnie w pysk, zakleja oczy bitą śmietaną, ktoś wylatuje z domu przez zamknięte okno. Mamy „ubaw po pachy”, boki zrywać. Staropolskie przysłowie powiada: „Poznać głupiego po śmiechu jego”.

Generalnie biorąc humor można podzielić na dobry albo zły. Właściwe rozeznanie, z czego się śmiejemy utrudnia wielorakość podziału tych dwóch kategorii. Odróżniamy, bowiem humor lekki, delikatny, dobroduszny, frywolny, bezinteresowny, rubaszny, ironiczny, czarny, czyli makabryczny, wisielczy – pesymistyczny w katastroficznych żartach, filozoficzny, staroświecki – pickwickowski, przewrotny i metafizyczno- groteskowy. Ponadto mamy humor rysunkowy, humor – parodia, absurdalny, odstępujący od tzw. normy psychicznej, anegdotyczny i sytuacyjny.
Efekt komizmu na ogół polega na zaskakującej sprzeczności, kontraście w przedstawieniu osób lub sytuacji odbiegających od oczekiwań odbiorcy. Wyróżniamy dwie podstawowe formy komizmu. Elementarny, wywołujący wesołość komizm sytuacyjny i złożony, odwołujący się do refleksji, istotny w krytyce wartości i autorytetów (np. w satyrze, ironii i grotesce). Jeżeli wydaje się to nazbyt złożone, twierdzenia można łatwiej przyswoić przykładami:

*

W czasach jeszcze PRL-u Akademia Sztuk Plastycznych w Krakowie dla studentów z poza miasta prowadziła akademik. Zarządzał nim „cieć”, człek prosty, ale za to autorytatywny i rygorystyczny. Jednym z mieszkańców akademika był student z Afryki, przyzwyczajony do wysokich temperatur podzwrotnikowych. W nocy pod jednym kocem w łóżku było mu zimno. Poprosił ciecia o dodatkowy koc.
- Nie ma, panie, dodatkowych koców – usłyszał w odpowiedzi. Obowiązuje przydział jednego.
- Ale wie pan ja jestem murzyn – oponował student.
- To czemuś, pan, panie, od razu nie powiedział, żeś pan murzyn? Dodatkowy koc dla Afrykanów przysługuje.

*

Przykładem komizmu sytuacyjnego może być inny przypadek. Jednym z kolegów w mojej pracy był młodszy ode mnie Karol, młodzieniec pokaźnej postury. Kawaler do wzięcia, miał powodzenie u panien. Mieszkał w domu rodziców, zajmował pokój na piętrze. Zdarzyło się – wyskoczył mu wrzód na pośladku, w miejscu trudnym do zobaczenia samemu i pokazania innym. Usiłował zlokalizować przyczynę dolegliwości przy pomocy lustra, które wisiało nieco za wysoko. Karol wspiął się na pobliskie łóżko. Los chciał, że w tym czasie przyszły dwie jego wielbicielki. Otworzyła matka Karola i skierowała młode damy na pięterko. Nie spodziewając się gości, kawaler oglądał wypięty tyłek w lustrze.

*

Drugi rodzaj komizmu dobrze oddaje np. fraszka J.Sztaudyngera krytykująca osobnika odpowiedzialnego za jakieś niedociągnięcia, z których nie zdawał sobie sprawy:

Nawet o tym nie wiedział,
że ma na dupie przedział.

Natomiast przykładem krytyki łagodnej, z przekąsem, może być parafraza W Gombrowicza o koledze po piórze:

Pierwszorzędny pisarz drugorzędny.

To dopiero początek rozważań nad potrzebą powagi w traktowaniu humoru i komizmu wywołującego nasz śmiech. A jest jego odmian bezliku: serdeczny, łagodny, gromki, zły, złowieszczy, szyderczy, oczyszczający, huczny, drwiący, straszliwy, destrukcyjny, lekceważący, płytki, głuchy, śmiech przez łzy i uśmieszek pod wąsem. Mniejsza z tym, że można umrzeć ze śmiechu, śmiejąc się do rozpuku, pęc ze śmiechu, nie utrzymać moczu, a w grubszych przypadkach narazić otoczenie na efekty zapachowe. Tak skrajne przypadki jak „pełne portki śmiechu” występują raczej w drugorzędnych metaforach literackich. Bardziej przykuwa uwagę to, co nas rozśmiesza. Niewątpliwie największy udział mają w tym dowcipy i anegdoty. Ilość ich, jaka narasta każdego dnia w druku zapełniłaby półki bibliotek całego świata. Na szczęście tylko niektóre są zapamiętane i zapisane. Większość trafia do lamusa. Kawały też starzeją się, albo z upływem czasu ulegają zmianie. Dawniej o staruszku zerkającym na podkasaną dzierlatkę mówiło się, że mu się krew burzy; dzisiaj powiada się, że mu się wapno w żyłach lasuje.
Na biblijne pytanie: za co Kain zabił Abla, niektórzy odpowiadają, że za opowiadanie kawałów z siwą brodą.

*

Podział kawałów, dowcipów i anegdot na głupie i dobre jest pierwszą selekcją w systematyce. Głupie – w rodzaju polish jokes i takie jak np. podłożenie komuś pineski na krześle, jako niezbyt finezyjne wykluczamy z rozważań. Nota bene w moim bibliotecznym zbiorze mam trzy książeczki Polish, Italian i Irish jokes z identycznymi dowcipami, tylko ze zmienionymi tytułami. Głupota jest uniwersalna.
Dobre kawały przeplatają się nawzajem w wielu kategoriach ze względu na czas, tematykę i zasięg terytorialny. Śmiejemy się na wiele sposobów, perliście, spontanicznie, rzęsiście, przez łzy, zagadkowo, gromko, sarkastycznie, pod nosem, z przekąsem, zaraźliwie, niepohamowanie, nie wiadomo, z czego. Zbyt szczegółowe dociekania, który jest, który, może przyprawić czytelnika o utratę resztek dobrego humoru. Zajmijmy się raczej przykładami:

*

Z dowcipów związanych z historią możemy np. przytoczyć anegdotę o Królu Kazimierzu Wielkim: Wybitny monarcha, w przerwach przebudowy Polski drewnianej na murowaną, prowadził bogate życie buduarowe. Miał wiele kochanek i nieślubnych dzieci. W nauce historii ojczystej pomijano tę część jego zasług, by inspirować młodzież szkolną bardziej działalnością oficjalną. Jedną z królewskich kochanek była piękna Żydówka Esterka, co jest faktem historycznym. Po pierwszej nocy Esterki w łożu monarchy, jej matka Ruchla, żona kupca bławatnego Salomona Bersza, zapytała córkę:
– Nu Esterka, ile było razy? Sześć mówi Esterka. Po drugiej nocy, Ruchla znów pyta. – Osiem.
Po piątej nocy – szesnaście.
– Co szesnaście? Giewałt! On zamorduje moje dziecko. Salomon idź do króla, powiedz żeby nie zamęczył Esterkę na śmierć. Salomon powtórzył królowi, co mu Ruchla przykazała. A król na to:
– Salomonie Berszu! Twoja córka jest piękna, ale głupia. Ona liczy każde tam i z powrotem.

*

Wiele z niezamierzonych dowcipów „historycznych” zawierają zeszyty z wypracowaniami szkolnymi. Oto kilka z nich:
„Król Waza, jak sama nazwa wskazuje lubił zupę”. „Stanisław August Poniatowski został królem podczas erekcji”,
”Józef Bem jako artylerzysta stał się głośny”, „Mikołaj Kopernik będąc małym chłopcem, już miał stosunki z ciałami niebieskimi”.

*

Kopalnią uciesznych powiedzonek są przysłowia ludu polskiego. Ponoć Carventes powiedział, że przysłowie jest krótkim zdaniem opartym na długim doświadczeniu. Obok sentencji dydaktycznych, jak np. „ Jak Kuba krowie w żłobku, tak krowa Kubie w skopku”, jest w nich wiele rubasznego humoru. W zbiorze „Przypowieści i ciekawszych zwrotów językowych ludu polskiego na Śląsku”, wydanym w 1885 roku przez A. Cinciałę, działacza i etnografa, znajdujemy np. lapidarne stwierdzenie: „Odważny i w kościele pierdnie”. Zanotowana przez tegoż etnografa krytyka pisarza gminnego, zadufanego w swym urzędzie:

„Jak się z chłopa zrobi pisorz, to se myśli, że je Cysorz”. Rubaszne były gry słowne, którymi między innym zabawiano się w dworach szlacheckich w ubiegłych wiekach. Zabawa polegała na rozwiązaniu jakiejś zagadki, lub daniu trafnej, dowcipnej odpowiedzi na pytanie. Zbigniew Kuchowicz w wydaniu „Obyczaje i postacie Polski szlacheckiej XVI – XVIII wieku” podaje:
„W grze tej operowano często dwuznacznikami, zdarzało się, że zawstydzone panny uciekały z pokoju, ku wielkiej uciesze zebranych. Polecano bowiem, by pokazać pannie członek wstydliwy. (Oko). To znów zapytywano, w co pannę pchnąć, aby z niej woda ciekła? (W sadzawkę). Co pannie uczynić, żeby dziecię miała? (Dać jej w ręce)”.

*

Do historii należą niezliczone kawały polityczne z okresu wojny, okupacji niemieckiej i sowieckej, a później rządów PRL pod kuratelą radziecką. Opowiadanie dowcipów politycznych wymagało sporej odwagi. System zwycięskiego socjalizmu, bronił się wsadzaniem za kratki nie tylko dowcipniśów, ale i słuchaczy. Drakońskie kary tylko pomnażały szydercze śmiechy. Drwiono z nonsensów systemu, głupoty jego przywódców i ludzi aparatu władzy. Swoista forma buntu, rozładowywała wewnętrzne napięcia społeczeństwa, była pewną formą pociechy i pokrzepienia. W 1945 roku George Orwell napisał pracę na temat angielskiego humoru. Zawierała ona sentencję: „Każdy żart jest niewielką rewolucją”.

Za taką oto „dowcipną rewolucję” w zaanektowanej przez ZSRR wschodniej Polsce, opowiadający i słuchający mieli zagwarantowaną, bezpłatną podróż do gułagu na Syberii i niepłatną tam pracę:
– Kto jest twoim ojcem? - pyta aparatczyk sowiecki pioniera, badając poziom ideologiczny młodzieży.
– Towarzysz Stalin, ojciec nas wszystkich.
– Bardzo dobrze.
– Kto jest twoją matką?
– Związek Radziecki, matka wszystkich narodów.
– Świetnie! Kim chciałbyś zostać?
– Sierotą.

Z zajęciem wschodnich terenów Polski, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki zniknęły w sklepach wszystkie towary. Zapoczątkowało to spekulację na czarnym rynku. Dwaj milicjanci zatrzymują przechodnia. Żądają okazania dokumentów. Ma on przy sobie jedynie wynik badania moczu. Czytają białka niema, cukru nie ma.
– Nie ma cukru. Znaczy się nie spekulant. Możecie iść obywatelu.

*

A to kilka przykładów z PRL-u, o której mówiono, że jest najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym:
– Tato! Tato! Wykrzykuje syn do ojca w ogrodzie, przed chwilą w radio powiedzieli, że Ruskiew kosmos polecieli.
– Wszystkie?
– Nie, tylko jeden.
– To co mi dupę zawracasz!

Aktywistów, Macieja i Grzelę, posłano do zwiedzenia kołchozów w ZSRR. Wrócił tylko Maciej. Pytają go:
– Widziałeś jak tam dobrze ludzie żyją?
– Widziałem.
– Widziałeś kołchoźników zadowolonych?
– Widziałem.
– A czemu Grzela nie wrócił?
– Bo nie widział.

Wśród wielu tytułów, Stalina nazywano „Słońcem narodu”. Na wystawie obrazów w Warszawie, woźny zobaczył przed portretem Stalina nagiego mężczyznę.
– Co pan wyprawia – ryknął!
Nagus spokojnie wyjaśnił: – opalam się.

Wszystkie wielkie wynalazki, łącznie z maszyną parową i radiem były ponoć dziełem radzieckich, domorosłych talentów. Pytanie:
– Kto wynalazł elektryczną maszynkę do golenia?
– Odkrył ją Iwan Piotrowicz Sidorow… w koszu na śmieci na tyłach ambasady amerykańskiej.
O współpracy ekonomicznej z Wielkim Bratem:
– My im dajemy cukier, a oni za to biorą od nas węgiel.
Wyśmiewano się z dygnitarzy i aparatczyków partyjnych:
W pięknej willi minister układa się do snu. Żona rozczesując włosy przed lustrem wspomina:
– Powiedz czy kilkanaście lat temu, gdy byłeś zwykłym robotnikiem bez wykształcenia, niezbyt inteligentnym, marzyłeś o tym, że będziesz spał z ministrową?

*

Przednie dowcipy rodzą się na Podhalu. Górale, lud krzepki, niezależny, dumny i zadziorny, skory do bitki i wypitki. Odznaczają się inteligencją, sami z siebie żartują i śmieją się. Klasycznym żartem góralskim jest wywiad dziennikarza z bacą:
– Jakie macie hobby - pyta dziennikarz. Co robicie jak macie dużo wolnego czasu?
– A to sobie siedzę i myślę.
– A jak macie mało czasu?
– To tylko siedzę.


Siedzi baca na przyzbie i się kiwa. Przechodzący ceper (tak nazywają tam turystów z miasta) pyta:
– Co się tak kiwacie baco.
– Jo się nie kiwam ino się wahom.
– To dlaczego się wahacie?
– Bo żech był na weselu. Jak się juhasy popiły to poturbowali mi żonę i zgwałcili córkę. To się wahom czy iść na poprawiny.

Na zebraniu przed referendum w 1947 roku, komunistyczny agitator często powtarza określenie „trzeba iść z prądem”. Po referacie, do dyskusji górale wypchnęli wygadanego, starego Macieja.
– Jo cłek nieucony. Ale jako zem rybak, to wiem, ze z prądem to byle gówno płynie, a pod prąd ino ślachetna ryba.

*

Odrębnym charakterem wyróżniają się dowcipy żydowskie:
Spotyka Rozenblum Goldberga.
– Oj jakie nieszczęście – mówi. Wczoraj Rozencwajga przejechał tramwaj.
– Co mówisz, ja go widziałem dwa tygodnie temu, to on już wtedy źle wyglądał.


W przedziale pociągu do Łodzi jedzie starszy Berenstein, młodzieniec żydowski i jeszcze jeden pasażer. Młodzieniec pyta się Berensteina:
– Czy może mi pan powiedzieć która jest godzina? Ten nie odpowiada. Po jakimś czasie młodzieniec ponawia pytanie.
– Ja bardzo pana proszę, czy może mi pan powiedzieć, która jest godzina? – Berenstein nie odpowiada. Na to wtrąca się trzeci pasażer.
– Dlaczego pan jest tak nieuprzejmy dla tego młodzieńca.
– Bo widzi pan, tak to się zaczyna. Ja jadę do Łodzi i on jedzie do Łodzi. Nawiązuje się rozmowa i może nawet sympatia. To ja czuję się zobowiązany zaprosić go na herbatkę. On przyjdzie do mnie i zobaczy moją córkę. Młodzi się poznają i on pewnie będzie chciał się z nią ożenić. A po cholerę mi taki zięć, który nie ma nawet zegarka?

Moritz skarży się koledze.
– Moja żona, jak tylko wstanie z łóżka, to ona cały dzień do mnie mówi.
– A o czym mówi?
– Tego nie mówi.

*

Z cyklu kawałów medycznych ”przychodzi baba do lekarza”:
– Trzmiel mnie użądlił.
– Zaraz posmarujemy maścią.
– A jak go pan doktor złapie? Przecież on już poleciał.
– Nie trzmiela, ale miejsce gdzie panią użądlił.
– Aaaa! To było w parku, przy fontannie, na ławce pod drzewem.
– Posmaruję tą część ciała, w którą użądlił.
– To trzeba było od razu tak mówić. W palec mnie uciął i strasznie boli.
– To który to konkretnie?
– A skąd mam wiedzieć? Wszystkie trzmiele wyglądają podobnie.

*

Wojskowe dowcipy są proste. Nie wymagają intelektualnego przygotowania w odbiorze: Do jednostki wojskowej, w której odbywa służbę Kowalski doręczono telegram z zawiadomieniem, że Kowalskiemu umarła matka. Dowódca poleca kapralowi w oddziale przekazać tragiczną wiadomość.
– Zróbcie to delikatnie, żeby żołnierz nie doznał szoku.
– Rozkaz, obywatelu kapitanie!
Kapral zarządził zbiórkę w szeregu.
– Kto ma matkę, wystąp!
– A wy Kowalski gdzie się tu pchacie?

*

Dla odmiany dowcip o Amerykanach. „Prawdziwy Amerykanin jest dumny ze swej ojczyzny, USA, która pokonała Hitlera w wojnie wietnamskiej w Czeczeni”.

*

Śmiech jest uniwersalny, powszechny w każdej kulturze na kuli ziemskiej. Wszyscy się śmieją tylko nie z tego samego, nie z tych samych dowcipów. Robert Lynch z Rotgers, Stanowego Uniwersytetu w New Jersey przeprowadził eksperyment z udziałem 59 studentów, mężczyzn i kobiet z różnych regionów świata. Pokazywał on 30 minutowy film z występu komika, żartującego z różnic płci i ras. Oprócz projekcji przeprowadził test utajonych skojarzeń dla odkrycia uprzedzeń wobec starszych osób czy młodszych, ludzi o innym kolorze skóry, czy mężczyzna kojarzy się badanym ze słowem kariera, a kobiety z gotowaniem. Badano również reakcje twarzy. Mimika, bowiem zdradza czy udajemy, że nie śmieszą nas dowcipy rasistowskie lub seksualne. W podsumowaniu wniosków z badań Lynch twierdzi, że śmieszy nas to, co wydaje się nam prawdą. Śmiejąc się z czyichś dowcipów, podzielamy ich ukryte skojarzenia, stereotypy i preferencje. Innymi słowy, odczuwamy więź z osobami podzielającymi nasze poczucie humoru. Należymy do tej samej grupy, tego samego plemienia. Możemy dzielić się informacjami i wiedzą, współpracować, a nawet założyć rodzinę.
Śmiech jest nie tylko ważnym czynnikiem więzi międzyludzkiej, ale jak twierdzą naukowcy śmiech to zdrowie. Dobrze wpływa na nasze samopoczucie. Rozładowując napięcie poprawia krwiobieg. Przyśpiesza bicie serca i krążenie krwi, dzięki czemu organizm dostaje więcej tlenu. Pobudza mięśnie brzucha i twarzy. Podczas wybuchu śmiechy pracuje aż 18 mięśni na naszej twarzy. Mózg odbiera sygnały, że jesteśmy zadowoleni, a pozytywne emocje działają prozdrowotnie – twierdzi Zbigniew Żarczyński, doktor psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zdaniem Elżbiety Baran-Cebuli z fundacji „Dr Clown”, śmiech może być też zastępstwem biegania czy uprawiania jogi, bowiem dotleniony mózg pobudza do pracy wszystkie narządy. Śmiech sprzyja sukcesowi, zmniejsza nieśmiałość, łagodzi lęki. Ludzie z poczuciem humoru są bardziej kreatywni i mają lepsze relacje z innymi w pracy.
W międzynarodowym sondażu przeprowadzonym przez portal społecznościowy Bdoo.com poproszono 30 tysięcy respondentów z 15 krajów o uszeregowanie narodów z najmniejszym poczuciem humoru. Na końcu znaleźli się Niemcy. Na kolejnych miejscach uplasowali się Rosjanie, Turcy, Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi. Na siódmej pozycji znaleźli się Polacy, a wiec nie najgorzej, po środku.
Dobra wiadomość: To nie jest dowcip. Koniec świata przewidziany w grudniu br. niestety odwołano. W obliczeniach kalendarza Majów popełniono pomyłkę. Grupa archeologów odkryła w dżungli Południowej Ameryki tablice kamienne z inskrypcjami prostującymi obliczenia. Radujmy się i śmiejmy, bo nie ma żadnej pewności czy życie pozagrobowe będzie wesołe i czy w ogóle będzie.


***

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji