nr. 36
VICTORIA, BC, czerwiec 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


OGŁOSZENIA

Pomoc dla Karolka


ARTYKUŁY

Ewa Caputa-
Budowanie Mostówi
przy okazji Euro 2012

Ewa Korzeniowska -
Ojciec jest tu

o Józefie Konradzie

Edward Kamiński -
Bohaterowie szli do boju
70-lecie zbrodni Wołyńskiej
Edward Kamiński -
Porzucie wszelką nadzieję

wspomnienia Wołyń 1942

Magdalena Hen -
Upadek latającego dywanu
arabska wiosna

Egon Trendy -
NEONY
moda powraca

D. W. Higgins -
Krzykacz
z historii Victorii

Fotoreportaż
Parada Victoria day 2012
Rozmaitości

Indeks autorów

Magdalena Hen

UPADEK LATAJĄCEGO DYWANU

Arabowie bez większego wysiłku w VII i VIII wieku opanowali ogromne połacie naszego świata. Jak im się to udało? Bo byli tolerancyjni – twierdzą znawcy przedmiotu.
Ten świat był w tym momencie w większości chrześcijański, co nie znaczy, że panowała w nim ewangeliczna łagodność. Żarliwa wiara prowadziła do zaciekłych sporów religijnych, które przenikały wszystkie warstwy społeczne. Spory te często owocowały wzajemnym mordowaniem się – jak w obecnej dobie między sunnitami i szyitami. Chrześcijanie zgadzali się co do koncepcji zbawienia, ale kluczowe dla tego zbawienia było rozumienie istoty Jezusa – bardziej ludzki czy bardziej boski? Kompromis w tej sprawie, uzgodniony w 451 roku na Soborze Chalcedońskim, nie przez wszystkich został przyjęty. Od głównego nurtu odłączyli się monofizyci (egipski kościół koptyjski i etiopski) oraz nestorianie (kościół syryjski, popularny również w Persji). Te podziały miały także swoje przełożenie polityczne. Przeważający na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w Egipcie, monofizyci, nienawidzili Bizantyjczyków. To pewne, że słabo uzbrojeni Arabowie nie odnosili swoich zwycięstw z powodu przewagi technicznej.
„Bóg zemsty jest jedynym wszechmogącym, od którego zależą losy ludzkiej domeny. On powierza królestwo, komu chce, wynosi pokornych. Widząc nikczemność Greków, którzy wszędzie tam, gdzie sprawują władzę, niszczą nasze kościoły i klasztory oraz tępią nas bezlitośnie, sprowadził z południa synów Ismaela, aby nas wyzwolił z rąk Greków. Wielka to dla nas ulga, że możemy uniknąć okrucieństwa Bizantyńczyków, ich złośliwości i nienawiści względem nas i znaleźć wytchnienie” – tak wspominał w XII wieku arabski podbój pewien egipski monofizyta.
Według Biblii Arabowie wywodzą się od Ismaela, syna Abrahama i niewolnicy Hagar. Na żądanie zazdrosnej Sary Abraham wygnał Hagar z synem na pustynię (zaopatrując ich wcześniej w żywność i wodę). Niezależnie od tego, jak tam naprawdę było, jest faktem, że grób Abrahama jest przedmiotem czci zarówno dla Arabów jak i Żydów a plemiona arabskie zamieszkiwały w większości pustynne obszary Arabii. Takie tereny nie mogły wyżywić rosnącej liczby ludności, więc najazdy arabskie na posiadłości bizantyńskie i perskie były na porządku dnia. Cesarz Bizancjum Herakliusz nie przejął się więc, kiedy w 634 roku zdarzył się kolejny taki najazd.
Sytuacja jednak była już inna. Rok 622 był rokiem Hedżiry, ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny. Jego zwolennicy zjednoczyli plemiona arabskie. Bizantyńczycy i Persowie byli osłabieni wzajemnymi wojnami, a ludność miejscowa miała ich serdecznie dosyć. W roku 634 padła więc Syria (obejmowała wtedy administracyjnie Palestynę), w 637 Arabowie najechali Persję, Indie w 664. Egipt zdobyli w roku 642, Hiszpanię w latach 711-712.
Pierwsze najazdy miały charakter grabieżczy, ale kiedy wyszła na jaw słabość przeciwnika, obecność arabska nabrała charakteru rządów stałych. Garstka wojowników przejęła panowanie nad ogromnymi, ludnymi obszarami – obszarami o wyższej cywilizacji i odmiennej religii. Jak tego dokonano? Ogólne instrukcje kalifa Omara dla jego oficerów – zwierzchników administracji cywilnej - brzmiały: Pamiętajcie – nie mianowałem was jako satrapów i tyranów. Macie być przywódcami, by lud szedł za waszym przykładem. Niech muzułmanie cieszą się swoimi prawami, i nie bijcie ich, by nie odczuli przemocy. Nie schlebiajcie im bez powodu, żeby nie popadli w zarozumialstwo. Nie zamykajcie przed nimi drzwi, żeby silniejsi wśród nich nie zjadali słabszych. I nie okazujcie im wyższości, bo to jest tyrania.
Choć wojnę prowadzono w imię religii, Koran głosił nie tylko zniszczenie niewiernych, ale i tolerancję, jeśli się podporządkowywali. Muzułmanie chętnie przyznawali wolność religijną podobnym do siebie monoteistom, „ludziom Księgi” – studiującym Pismo Święte. „Ludzie Księgi” – to byli dla nich chrześcijanie, Żydzi i wyznawcy innego monoteizmu – zoroastrianizmu. Trzeba było tylko płacić daninę. Ten wzgląd, a także prostota wczesnego islamu i jego związki z tradycją judeo - chrześcijańską powodowały, że chętnie przechodzono na islam. (Nauka dla współczesnych: zacietrzewienie religijne można zniwelować przy pomocy podatku lub mandatu.) Żydzi i większość chrześcijan nie widzieli problemu w muzułmańskim wyznaniu wiary – szahadzie, która brzmiała: nie ma Boga jak tylko jeden Bóg. Tak było aż do roku 685, kiedy to dodano słowa: a Mahomet jest jego prorokiem. W Egipcie jest dziś poniżej 10 procent chrześcijan, choć oblicza się, że 92% ludności jest pochodzenia koptyjskiego.
W konsekwencji języki miejscowe wychodziły z użycia. Muzułmanin modlić się może tylko po arabsku. Już wkrótce (to znaczy w ciągu stu lat) język arabski stał się obok greckiego lub perskiego drugim językiem urzędowym.
Arabowie bowiem bez cienia kompleksów przejęli administrację państwową - odpowiednio grecką i perską. Równie bez kompleksów zaadoptowano cywilizacje podbitych narodów - z całym impetem szybko rozwijającego się społeczeństwa. Z Bizancjum przejęto cywilizację grecką i tradycje rzymskie. Regularnie zamawiano egzemplarze klasycznych dzieł greckich, zachowując dla potomności Platona, Arystotelesa, Hipokratesa, Galena, Euklidesa i Ptolemeusza z Aleksandrii. To dziedzictwo Arabowie przekazali Europie, kiedy w XI wieku ponownie zaczęła się rozwijać – przy okazji niebagatelnie je rozszerzając. Nastąpił niebywały rozkwit kultury i nauki. Bertrand Russell co prawda utyskuje, że w jego dziedzinie – filozofii, Arabowie byli raczej komentatorami niż twórcami, ale nawet on cytuje słownictwo naukowe, które wprowadzili do współczesnych języków. Z języka arabskiego pochodzą słowa takie jak algebra, alchemia, alembik, alkaliczny, alkohol, almanach, azymut, zenit, nadir. Alkohol nie oznaczał tu – co warto zauważyć – napoju, ale substancję używaną w chemii. Algebrę wynaleźli wprawdzie aleksandryjscy Grecy, ale rozwinęli ją muzułmanie. Przetłumaczone w XII wieku na łacinę dzieło Algoritmi de numero Indrum przez cztery wieki było w Europie podstawowym podręcznikiem matematyki. Podobnie było z astronomią - przejętą za pośrednictwem Persji z obszaru Indii. Warto zauważyć, że cyfry, które nazywamy arabskimi, wywodzą się z Indii - z sanskrytu.
Indeks Ibn-an-Nadima wykazuje, że Arabowie wydali też 6000 nowych tytułów. Każde dziecko zna Baśnie z 1001 nocy, wersję okrojoną zgodnie z denerwującym obyczajem epoki sprzed praw autorskich. Zresztą kto miałby ich bronić, skoro jest to dzieło anonimowe? Wielotomowa wersja dla dorosłych to zbiór opowiadań z różnych krajów spod arabskiego panowania, pełnych realistycznych obserwacji psychologicznych, inkrustowanych poezją a nawet chwilami satyrycznych. Charakterystyczna gęsta atmosfera erotyczna traci w przekładzie na język polski, stąd polecam czytanie w innych wersjach językowych.
Pergaminowe zwoje zastąpił papier – zdobycz wojenna z czasów odparcia najazdu chińskich cesarzy z dynastii Tang. Biblioteki były zarazem placówkami naukowymi (to z kolei zapożyczenie z Indii) – jak Dom Mądrości w Bagdadzie, czy Dom Wiedzy w Kairze. Te ośrodki świadczyły o splendorze władców. Najstarszy – ten z Bagdadu – powstał w IX wieku i obok księgozbioru, gdzie pracowali zatrudnieni przez kalifa naukowcy, obejmował biuro tłumaczeń, odpowiednik wydawnictwa, obserwatorium astronomiczne i szpital.
Dom Wiedzy w Kairze, z X wieku, oficjalnie stał się akademią w 1005 roku – można tam było studiować obok teologii i filologii także astronomię, chemię i medycynę. Księgozbiór obejmował kilkaset tysięcy egzemplarzy i był dostępny dla wszystkich, przy czym atrament i pióra do kopiowania tekstów były za darmo.
Ten wspaniały rozwój trwał do końca XI wieku i miał ogromne znaczenie dla Europy. Ale dla przyszłości samych Arabów o wiele większe znaczenie niż dziedzictwo rzymsko-bizantyńskie miał kontakt z Persją. Ta cywilizacja, artystycznie i intelektualnie godna podziwu, miała szczególną cechę: głęboką religijność. To Persowie wprowadzili do islamu mistycyzm. Rozkwitły sekty. Wcześniej podział, na przykład na sunnitów i szyitów, miał charakter raczej polityczny niż ideologiczny. (Dziś również tak jest – dominuje rywalizacja o wpływy między Iranem a krajami czysto arabskimi.)
W 1095 roku filozof z Persji, Abu Hamid al-Ghazali szukał w Jerozolimie schronienia przed asasynami. Asasyni to jedna z perskich sekt - jej członkowie podniecali się haszyszem, stąd nazwa. A że mniej więcej w tym czasie francuscy krzyżowcy osiedlili się na Bliskim Wschodzie, to francuskie słowo „mordować” (assassiner) wywodzi się od asasynów. Ci bowiem przez ponad wiek przekonywali do swoich racji zabijając prominentnych przeciwników. Takim był niewątpliwie sunnita Ghazali, wówczas rektor uczelni w Bagdadzie. „Zamknąłem się w obrębie Kopuły na Skale –pisał – w maleńkiej izdebce na szczycie Złotej Bramy, aby pracować nad Odrodzeniem nauk religijnych.”
W tej książce oddzielił logikę filozofii – grecką metafizykę – od ekstatycznego objawienia prawdy religijnej, oddając jeszcze sprawiedliwość każdej z tych dziedzin. Jednak później obalenie przezeń naukowej zasady przyczyny i skutku (w Sprzeczności filozofów) na korzyść boskiego objawienia zakończyło złoty wiek arabskiego szkolnictwa w Bagdadzie i przyczyniło się do upadku arabskiej nauki i filozofii. Ghazali uznał Arystotelesa, Sokratesa i innych greckich autorów za ateistów i nazwał tych, którzy stosowali ich metody i idee, za deprawatorów wiary islamskiej. (Pod dominacją chrześcijańską filozofowie greccy mieli się nie lepiej. Uważano, że jako poganie, są z natury rzeczy skazani na potępienie. )
Można by to uznać za spór środowiskowy, z właściwą takim sporom retoryką i zacietrzewieniem. Nałożyła się jednak na to destabilizacja władzy politycznej – władza nie mogła już zadziałać moderująco. Nie było to już kwitnące imperium, rozpościerające się od Hiszpanii po Indie. Arabowie podzielili się na rywalizujące ze sobą państwa. Destabilizacja polityczna nasilała waśnie religijne. (Osiem wieków później Atatürk będzie ubolewał, że Turcy właśnie w tym momencie przyjęli islam – żeby sobie ułatwić podbój, jego zdaniem.) Górę wziął pogląd, że wszelka filozofia niszczy wiarę. Arabscy filozofowie byli encyklopedystami, pisali o szerokim spektrum zjawisk i wiedzy. Każdy naukowiec uważał się za filozofa. (Nie jest to cecha wyłącznie arabska, jak świadczy nazwa najwyższego tytułu stricte naukowego w tradycji anglosaskiej. PhD to skrót od Philosophy Doctor.) Upadek filozofii zaowocował upadkiem całej arabskiej nauki.
Zalecenia Ghazaliego w XII wieku wcielono w życie. Mechanizm wydarzeń ukazują perypetie Averroesa. Kiedy w sto lat po Ghazalim arabski filozof Averroes w odległej Kordobie próbował polemizować z tymi poglądami, kalif Kordoby – jego protektor – po jakimś czasie uległ politycznym naciskom i wydał dekret, że Bóg każe ogniem piekielnym każdego, kto uważa, iż można odnaleźć prawdę przez rozumowanie nie wsparte przez wiarę. W XIII wieku wielu arabskich filozofów kultywujących arystotelesowską logikę uciekło do Prowansji.
Za panowania Saladyna zlikwidowano kairski Dom Wiedzy. Książki spalono lub wrzucono do Nilu. Biblioteka Omajadów w Kordobie (czterysta tysięcy tomów) przestała istnieć na początku owego wieku. Najdłużej – do roku 1258 – przetrwała najstarsza z nich - Dom Mądrości w Bagdadzie. Wszystkie książki, które były oparte na logice i metafizyce zostały spalone.
Al-Ghazali niewątpliwie przyczynił się do upadku racjonalnego myślenia w świecie islamu. Był też popularyzatorem dżihadu. W roku 1101 pisał zgodnie z tradycją suficką:
Każdy musi udać się na dżihad przynajmniej raz w roku. Można użyć katapulty przeciwko nim, jeśli są w fortecy, nawet jeśli wśród nich są kobiety i dzieci. Można użyć ognia albo ich potopić… Trzeba wyciąć ich drzewa…trzeba zniszczyć ich bezsensowne książki.
Dziś w Zjednoczonych Emiratach Arabskich powstały, sowicie przez nie dotowane, filie najsłynniejszych uczelni świata. Uczą się tam głównie dzieci przebywających w emiratach cudzoziemców, ale jedna trzecia studentów to Arabowie. Założono fundusz finansujący tłumaczenie na arabski kanon stu najważniejszych książek w historii świata. W tym kanonie jest także Einstein i Kafka. W Bagdadzie wystawiono właśnie „Romea i Julię”, jako tragedię kochanków w świecie podzielonym przez sekty religijne, gdzie ich rodziny są podzielone religijnie. Kapuleci są sunnitami, rodzina Romea to szyici. I ludzie wala drzwiami i oknami.
Dzieje się coś ważniejszego niż arabska wiosna.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji