nr. 32
VICTORIA, BC,
styczeń 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zabawa Welentynkowa
11 luty


ARTYKUŁY

Ewa Korzeniowska -
Ojciec ludu małorosłego
2012 Rokiem
Janusza Korczaka

Ewa Caputa -
Łeb Hydry

antysemityzm

Paweł Romaniszyn -
Vandalism strictly
condemned

Ewa Caputa -
Siema!!!
Wielka Orkiestra
Świątecznej Pomocy
w Vancouver

Magdalena Hen -
Bałkany
Dyskretny urok
stereotypów

Ludwik Wilczyński -
Himalajski Boom cz.5

o polskich sukcesach
w Himalajach

ECK -
80 milionów
Nowa książka

Wielka Orkiestra
Świątecznej pomocy

fotoreportaż

Rozmaitości


Index autorów

Ludwik Wilczyński

Himalajski boom 5

( poprzednia część STRONY27 )

Karawana na Everest (fot. Marian Bała).

„Himalajski boom” zaczął się dość spokojnie od ciężkich, tradycyjnych wypraw ale na cele, których realizacja od razu dała nam miejsce w historii sportowego podboju gór najwyższych.. W 1971 roku Andrzej Zawada poprowadził starannie przygotowaną narodową wyprawę na Kunyang Chhish (7852 m). Wiele elementów wyposażenia zaprojektowano i wykonano w Polsce, w tym aparaturę tlenową i radiotelefony. Starannie dobrana ekipa testowała żywność i sprzęt w zimowych warunkach naszych Tatr. Już na miejscu sprytnie wypatrzony skrót długiej i trudnej grani południowej zadecydował o sukcesie. 26 sierpnia czterech wspinaczy, w tym lider wyprawy stanęło na szczycie, dystansując wreszcie po 32 latach osiągnięcie sprzed II wojny światowej, trudną technicznie południową grań Nanda Devi East (7434 m), przebytą w dobrym stylu przez czteroosobową wyprawę (1939).


Charyzmatyczny Andrzej Zawada wygłasza szereg odczytów, które młodych wspinaczy, takich jak ja, wprawiają w osłupienie a dla całej rzeszy uczestników wypraw w Hindukusz są sygnałem, że również Himalaje i Karakorum stoją przed nami otworem. W środowisku wrze, czuje się jak tłumiona przez dziesiątki lat energia pokoleń wspinaczy zamienia się w wielką inspirację, tym razem już himalajską.
Na początku zimy 1972. w sercu Polskich Tatr w schronisku przy Morskim Oku obejrzałem pokaz przeźroczy Andrzeja Zawady z wyprawy na Kunyang Chhish. Miał on wyjątkowy dar inspirowania środowiska i budzenia poczucia własnej wartości. Gdy po pokazie wyszedłem rozgorączkowany ze schroniska w rozgwieżdżoną tatrzańską noc, byłem pewien, że i ja dokonam w Himalajach czegoś wielkiego. Był osobą błyskotliwą i robiącą wrażenie nawet wyglądem fizycznym. Nie był jednak egocentrykiem i w czasie dwugodzinnej prelekcji widać było jego starania o wypromowanie każdego z uczestników. Dla każdego znalazł niebanalny sposób podkreślenia jego wkładu w sukces wyprawy, a sypiące się jak z rękawa anegdoty w ciepły sposób przybliżały poszczególne osoby.
Promował najlepszy moim zdaniem styl górskiej dzielności. Rozmach w wytyczaniu celów, elastyczność w podejmowaniu decyzji i szybkość działania. To wszystko podszyte lekkim strachem przed górami oraz doprawione olbrzymią ilością poczucia humoru i dobrej życiowej energii. W górach najwyższych był zwolennikiem dużych wypraw. Prowadził je w sposób, który był kombinacją improwizacji, autorytarnego przywództwa w decydujących momentach i umiejętności wykorzystania dla zespołu najlepszych cech każdego z uczestników. W jego obecności ludzie zachowywali się najczęściej zgodnie z najlepszymi oczekiwaniami. Ten ex-ziemianin spodziewał się po otoczeniu zachowań z klasą i tak najczęściej się działo. Lubili go nawet ci, którzy w oczywisty sposób nie spełnili na jego wyprawach swoich ambicji.
Andrzej w czasie oficjalnych spotkań sypie pomysłami jak z rękawa. To prawda, że nie było nas przy zdobywaniu himalajskich ośmiotysięczników ale do zrobienia jest jeszcze tyle ścian, dziewiczych szczytów, czy wreszcie zimowych wejść, o których już wtedy głośno mówi.


Everest zachodnia sciana (fot. A.Lwow).


Kilkanaście aktywnych kół Klubu Wysokogórskiego, Polski Klub Górski, i kilka prężnych Akademickich Klubów Alpinistycznych zaczyna przymierzać się do organizacji wypraw himalajskich.


Wyłaniają się liderzy
, którzy mają już doświadczenia wyniesione z Hindukuszu, czy Andów. Janusz Kurczab prowadzi w 1974. wyprawę na dziewiczy szczyt Shispare (7619 m) w Karakorum, Piotr Młotecki w tym samym roku kieruje dużą wyprawą na Kangbachen (7902 m) w masywie Kangchendzongi, jeden z najwyższych niezdobytych wówczas wierzchołków świata, Janusz Fereński prowadzi wyprawę z Wrocławia na dziewiczy Falchan Kangri Middle (Broad Peak 8016 m) w 1975. Wanda Rutkiewicz w tym samym roku jest kierowniczką wyprawy powstałego w 1972 roku Polskiego Zwiążku Alpinizmu w rejon Gasherbrum. Wyprawa, a jakże, dzieli się na część kobiecą i męską, z czego wynika wiele nieporozumień. Wanda walczy o odrębną tożsamość kobiecych wejść, będąc prekursorką alpinistycznego feminizmu.


W zamieszaniu damsko męskim dochodzi do komicznych sytuacji, które przez dzisiejsze feministki odebrane byłyby jako obraźliwe. W czasie wejścia na dziewiczy Gasherbrum III (7952 m) w zespole niestety mieszanym, pod samym wierzchołkiem prowadzą panowie i Janusz Onyszkiewicz (opozycjonista i późniejszy minister w rządach III Rzeczpospolitej) zgodnie z polską galanterią wobec dam krzyczy do Ździtowieckiego:
- Krzysztof, zaczekaj, daj dziewczynom wejść pierwszym! Krzysztof czeka, panie wchodzą na wierzchołek jako pierwsze. Wysokościowe zwycięstwo obrzydliwych XIX-wiecznych obyczajów było pointą tej pełnej damsko męskich (i damsko damskich) konfliktów wyprawy.


Warte wspomnienia są dwa nie zakończone sukcesem przedsięwzięcia. Narodowa ekspedycja A. Zawady na Lhotse w roku 1974 - zimowa himalajska premiera, (osiągnięto 8250 m) dająca doświadczenia i pewność, że w Himalajach zimą można się wspinać. Druga, to próba wejścia na K2 granią północno-wschodnią. Kierowana prze J. Kurczaba tradycyjna wyprawa osiągnęła 8400 m, pokonując wszystkie trudności techniczne tej gigantycznej formacji. W obu tych przedsięwzięciach obok mistrzów z lat 60. E. Chrobaka, A. Heinricha, T. Łaukajtysa, R. Szafirskiego, pojawiają się młodzi L. Cichy i W. Kurtyka, już z sukcesami ale eksplozja ich możliwości nastąpi dopiero za kilka lat.


Gasherbrun IV (fot. W.Kurtyka).

Lata 77 i 78 przynoszą porażki na Nanga Parbat i Makalu. Wejście Wandy Rutkiewicz na Everest podnosi poprzeczkę dla męskiej części środowiska. Błyskotliwy sukces brytyjsko-polskiego zespołu na Changabang początkuje serię przejść w stylu alpejskim. To druga wielka ściana pokonana przez East West Precipice Group, żartobliwy twór trójki przyjaciół Alexa Mac Intyre’a, Wojtka Kurtyki i Johna Portera. W tym przejściu dołączył do nich Krzysztof Żurek. Dekadę lat 70. kończą trzy mocne akcenty. W Karakorum pakistańsko-polska wyprawa wchodzi nową drogą na Rakaposhi (7788 m), w Himalajach wiosną klubowa wyprawa z Zakopanego dokonuje pierwszego udokumentowanego wejścia na Peak 29 (7835 m) a jesienią również klubowa wyprawa z Gliwic wchodzi na Lhotse. To pierwszy ośmiotysięcznik Jurka Kukuczki. Wyprawy te potwierdzają duże możliwości sporej grupy wspinaczy, którzy będą motorem sukcesów w nadchodzącej dekadzie.

C.d.n.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji