nr. 26
VICTORIA, BC,
styczeń 2011
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Edward Kamiński -
Co to nieporobiło się

Magdalena Hen

Na Krymie jest inaczej

Na przykład Eupatoria. Miasto trzykrotnie zmieniało nazwę i wiele razy przynależność państwową. Założyli je Grecy i w VI-V wieku przed naszą erą nosiło nazwę Kerkenikida.

Greccy osadnicy uprawiali pszenicę, zajmowali się rybołówstwem i wydobyciem soli – to były w owej epoce towary strategiczne. Wkrótce miasto straciło niezależność na rzecz Chersonezu, a ten z kolei podbili Scytowie. Przyszła kolej na wojny pontyjskie. Potem w Eupatorii byli Goci, Hunowie, Chazarowie, Połowcy. W X-XII wieku pojawili się wychodźcy z Rusi Kijowskiej. W XV wieku miasto po raz pierwszy zmieniło nazwę: stało się tatarskim Gezlowem. To efekt podboju Krymu przez Złotą Ordę. Równolegle funkcjonowała inna nazwa, nieoficjalna: Kozłów. Tak nazywali miejscowość rosyjscy wojskowi, Zaporożcy, słowiańscy handlarze. Także Mickiewicz opiewał „Widok gór ze stepów Kozłowa”.

W kwietniu 1783 Gezlow wraz z całym Krymem przyłączony został do Rosji. Dla Katarzyny II nazwa tatarska była nie do przyjęcia, zaś nazwa ludowa – Kozłów – mało wytworna. Tak, więc w czasie podróży po Krymie caryca przemianowała Gezlow na Eupatorię, na cześć bohatera wojen pontyjskich (to działo się na Krymie), Mitrydata Eupatora. W lutym 1954 roku decyzją Chruszczowa cały Krym, w tym Eupatoria, wszedł w skład Ukraińskiej Republiki Socjalistycznej. Okazja była nie byle jaka – było to w ramach obchodów trzystulecia ugody perejasławskiej, czyli przyłączenia przez Chmielnickiego większości polskiej części Ukrainy (wówczas z Kijowem) do Rosji.

(Jeśli pomyśleć o konsekwencjach politycznych - nawet w trzysta lat po fakcie - uwiedzenia żony Chmielnickiego przez Czaplińskiego, to porwanie Heleny trojańskiej się do tego nie umywa. Ale małość tego Czaplińskiego uniemożliwia umieszczenie go w epopei. U Sienkiewicza Skrzetuski tylko przelotnie spotyka Czaplińskiego i nie kryje niesmaku.)

Kogo tu na Krymie (nie tylko w Eupatorii) nie było: Kimerowie, Grecy, Goci, Scytowie, Hunowie, Bułgarzy, Chazarowie, Ruś Kijowska, Grecy z Bizancjum, Kipczacy (czyli Połowcy) i Mongołowie. Nie wspominając o twierdzach genueńskich i weneckich na wybrzeżu.

Kto miał Krym, ten panował nad Morzem Czarnym, a ono zawsze – choć w każdej epoce z innych powodów, miało znaczenie strategiczne. Tym należy tłumaczyć zainteresowanie narodów – żeglarzy. Ale inni? Mieli do wyboru prawie puste tereny Dzikich Pól, a jednak decydowali się na Krym. A przecież woda to towar na północno-zachodnim Krymie bardzo deficytowy, dopiero za Breżniewa zbudowano kanał, który nieco rozwiązał ten problem.
Może dla towarzystwa?

Na Krymie, bowiem żaden lud nie był rdzenny. Żyli obok siebie, bardzo dosłownie. W dolinie Czufut Kale najpierw mija się skalny klasztor zbudowany w VIII wieku przez bizantyjskich mnichów. Są tam między innymi cztery ikony świętego Mikołaja, który był biskupem pobliskiej Teodozji i na żadnej z nich nie ma on siwej brody i czerwonego kubraka… Piętnaście minut dalej jest skalny zamek zbudowany może w V wieku przez Gotów, zasiedlony później przez Tatarów, ale kiedy ci doszli do wniosku, że ta twierdza może nie jest do zdobycia, ale do życia też się za bardzo nie nadaje i przenieśli się do pobliskiego Bachczysaraju, zamieszkali tam Karaimi. Koło miejscowości Stary Krym imponujący klasztor ormiański - też z VII wieku. A w Eupatorii w promieniu dwustu metrów znajdziemy imponująca karaimską kenasę (to coś w rodzaju synagogi), słynną na całej Ukrainie cerkiew, bardzo ważny dla muzułmanów meczet i spory protestancki dom modlitwy.

Być może to tłumaczy, dlaczego Średniowiecze to właśnie okres bujnego fermentu intelektualnego. Należało zgodnie z duchem czasu zdecydować się na wybór którejś z monoteistycznych religii, więc organizowano prawdziwe – jakby powiedział minister Sikorski – castingi. Wybór religii był zarazem wyborem alfabetu. Stąd na Krymie spotyka się napisy arabskie, cyrylicą, alfabetem hebrajskim (Karaimi), napisy ormiańskie, gruzińskie, najmniej alfabetem łacińskim.

Społeczność wychodźców z różnych stron nie pozwalała władcom na doktrynalne zapędy, – jeśli takie mieli. Ta różnorodność odbija się na specyfice etnicznej dzisiejszych mieszkańców – mieszańców różnych ras. Nawet wśród Tatarów nie spotkałam typu przypominającego krakowskiego lajkonika lub choćby Korwina - Mikke. Bo kiedy Złota Orda w XIII wieku zaczęła rządzić na Krymie, mieszkańcy wcale nie zniknęli, a nawet pojawiali się nowi. (Zresztą nie cały Krym podbili Tatarzy – by dać radę genueńskim twierdzom, potrzeba było Turków dwa wieki później.) Weźmy trik, jakim posłużył się Potiomkin, który bez jednego wystrzału przejął Krym dla Rosji. Uzgodniona z chanatem ewakuacja chrześcijan – Greków, Gruzinów i Ormian – podcięła gospodarkę chanatu. To oni zajmowali się handlem, sadownictwem i rzemiosłem. Zajęciem Tatarów było wojowanie (dochody z jasyru) i produkcja soli. Murzowie, więc na wyścigi przyjmowali zwierzchnictwo Katarzyny.

Potiomkin dorzucił swoje do narodowościowej mozaiki. Nie wystarczali chłopi z głębi Rosji z dóbr państwowych i jego własnych do zasiedlenia zdobytych przez niego terenów. Ambasady rosyjskie rozpoczęły, więc akcję werbunkową w całej Europie. Znowu przybywali Włosi a także Francuzi, Niemcy i ulubieni przez Potiomkina Anglicy.
Na początku XX wieku mieszankę narodowościową wzbogacili Żydzi. Tam zakładano gospodarstwa kształcące w rolnictwie kandydatów na palestyńskich pionierów. Po rewolucji zamieniły się w kwitnące żydowskie kołchozy (było ich około setki). Kres tej inicjatywy był radykalny: w momencie wejścia Niemców wymordowali ich sąsiedzi - w tym wypadku tatarscy.

Nic nie jest jednak na Krymie proste: za czasów hitlerowskich Karaimi, czyli etniczni Tatarzy wyznający jeden z odłamów judaizmu, odetchnęli. Nie była ważna religia, tylko rasa.

Tatarów jest teraz na Krymie około 12% - skutki ich wysiedlenia do Uzbekistanu najbardziej widać na bazarach, gdzie przeważają kolory produktów z tego kraju. Chanat krymski połączył się z chanatem uzbeckim.

Wojna krymska w XIX wieku miała wiele aspektów paradoksalnych. Zaczęło się od sporu od prawa do opiekowania się miejscami świętymi w Jerozolimie, która była wtedy częścią imperium osmańskiego. To słabnące imperium było skłonne pójść na ustępstwa w tej sprawie a jego rozległe terytoria budziły apetyt rosnących potęg. Ekspansji rosyjskiej sprzeciwiła się chyba pierwsza w historii koalicja Francji i Anglii, do której dołączyła Austria. Ataki na ściśle rosyjskie terytoria się nie powiodły. Więc skutecznie ta koalicja otworzyła front przeciwko Rosji na Krymie.

Sytuacja odwróciła się po pierwszej wojnie światowej, kiedy z kolei Lenin zerwał z wielowiekową tradycją wojen rosyjsko-tureckich i wsparł finansowo ruch narodowy Turków przeciwko okupującym wtedy Turcję koalicjantom – Francji, Wielkiej Brytanii, Grekom i Włochom. Racje moralne tej wojny były wielce skomplikowane, co odzwierciedlają kolejne realizacje filmu „Szarża lekkiej brygady”.

Wojna krymska przyniosła przełom w wielu dziedzinach – nie tylko w aspekcie wojskowym i politycznym. Światowy rozgłos zdobył wojenną, oszczędną prozą Opowiadań sewastopolskich młody oficer Lew Tołstoj. W dziennikarstwie była to pierwsza wojna relacjonowana na bieżąco i fotografowana. Florence Nightingale zorganizowała wtedy profesjonalną opiekę nad rannymi żołnierzami. W Rosji, w okresie nazwanym później „odwilżą”, zrozumiano konieczność zniesienia pańszczyzny.

Czas historyczny na Krymie jest różnorodny. Przy wejściu do Bachczysaraju przeczytamy, że jest on w gestii ministerstwa kultury Autonomicznej Republiki Krymu. Z kolei muzeum Puszkina w willi księcia Richelieu (to ten, który z polecenia Potiomkina zbudował Odessę a potem był pierwszym ministrem Ludwika XVIII) jest pod opieką ministerstwa kultury Ukrainy. Za to dacza Czechowa w Gurzufie, zgodnie z elegancką tablicą informacyjną, jest nadal pod opieką ministerstwa kultury ZSRR! - I wygląda na całkiem zadbaną…

(Czechow swoją reprezentacyjną daczę miał w Jałcie, szybko jednak stał się tam atrakcją turystyczną, więc uciekał do Gurzufu, żeby pisać i spotykać się z wybranymi przyjaciółmi. Pewnie przeszkadzały mu także liczne wielbicielki – Antoni Czechow był wysoki, przystojny i sławny – nazywane przez jego kolegów antonówkami.)

Równie różnorodny jest krajobraz. Od stepów i solnisk w części północno-wschodniej, przez pola po horyzont w części zachodniej, po góry nad morzem w części południowej. Góry bardzo stare a wśród nich nagle tak zwane wlewki – efekty późniejszej działalności górotwórczej. To samo jest z plażami – każda ma inny charakter. Prywatna zatoczka Czechowa w Gurzufie ( w cenie zwiedzania całodzienne korzystanie z tej plaży) przypomina Capri, – choć skała z prawej strony to tak zwana podglądaczka – jakoby młodociany Puszkin ze swoim kolegą Rajewskim podglądali tam kąpiące się kobiety. Skała z lewej oddziela tę zatokę od słynnego Arteku, czyli założonego w 1925 r. międzynarodowego letniego obozu dziecięcego. Działa nadal, jest pod opieką UNESCO i przeprowadza się tam m.in. eksperymentalne programy edukacyjne, na przykład dla szczególnie utalentowanych dzieci.

Opiewana przez Mickiewicza Ałuszta w nocy czy nawet w dzień sprawia wrażenie zwykłego kąpieliska, za to w Gurzufie promenada nadmorska wyłożona jest marmurem. Koktebel podtrzymuje swoje artystyczne tradycje. To tam w willi poety Maksymiliana Wołoszyna kwitła miłość na Krymie – Wołoszyn miał dobrą rękę do lansowania poetek – Cwietajewa, Achmatowa, to tam przebywali w trudnym momencie Mandelsztamowie. Wołoszyn uratował życie Mandelsztama wyjaśniając białogwardzistom, że tym głupolem, który u niego mieszka, nie warto zawracać sobie głowy, bo nie jest zdolny do żadnej aktywności.

Różnorodność gleby i klimatu powoduje, że kupujący staje bezradny przed wyborem z tak wielu gatunków winogron, a co za tym idzie – win.

Wszędzie czyściutko, co nie rzuca się od razu w oczy, bo mnóstwu tu bardzo starych, rozpadających się budynków. Miejsca jest dużo, więc nikt nie przejmuje się porzuconymi budynkami. Po prostu obok powstają te nowe, rozbiórkę starych pozostawia się przyrodzie i sąsiadom. To wygląda tak, jakby kolejna warstwa archeologiczna na tej żyznej ziemi wyrastała o własnych siłach, bez zwracania uwagi na starą, niszczejąca skórę. Trzeba jednak uważać – na Krymie kopiąc dół pod sławojkę we własnym ogrodzie, można trafić do więzienia, jak to się przydarzyło pewnemu wychodźcy z Mołdawii. Sąsiedzi donieśli, że w dole jest trup. Trup był, trzydziestodwuletniej kobiety, z II wieku, zachówek według jednego z irańskich plemion.

Na Krymie najbardziej znanym Polakiem nie jest Lech Wałęsa czy Jan Paweł II, ale Adam Mickiewicz. W Eupatorii planuje się otwarcie muzeum podróży Mickiewicza po Krymie na wzór tego poświęconego pobytowi Puszkina.

Toalety to temat osobny. Przeważają te egzotyczne – do kucania. Nie wszystkim przyjezdnym to odpowiada, na przykład pewnemu ojcu z Petersburga, więc babcia klozetowa (naprawdę babcia) skarży mi się rzewnie: „prijezżajut, so swoimi wzgliadami, swoi prawa kaczajut…”. (Przyjeżdżają sobie, wszystko lepiej wiedzą, swoje prawa wciskają..). Drugi gatunek toalet to superluksusowe, wyrafinowane plastycznie – po prostu najważniejsze miejsce w każdej nowej knajpie.

Urlopowicze są inni niż po przeciwne stronie Morza Czarnego, w Turcji, gdzie najwyraźniej przyjeżdża Rosja ludowa. Tu dominuje Petersburg i Moskwa, rzadziej Kijów. Nie poddają się lansowanemu w modzie od lat - niby przez przekorę, ale konsekwentnie, prostactwu. Kolory to ecru, biały, żółty w drobniutkie białe paseczki. Nie ma tu przeładowanych ozdobami wielkich toreb ani różowego w stylu Barbie. Sklepy jak wszędzie, więc na egzotykę można się natknąć jeżdżąc marszrutkami (po naszemu busiki). Busiki są włączone w oficjalny rozkład jazdy, a bilety kupuje się w kasie Krymawtotransportu. Ale jeśli już nie ma miejsc, to za bilet „na stojąco” płaci się u kierowcy. Kierowcy przyjmują także przesyłki. Jedna pani podaje kopertę A4, druga liścik opakowany w serwetkę i zaklejony skoczem.

Każdy kierowca inaczej urządza swój pojazd, firaneczki, kolory, tapeta skóropodobna na przykład – styl kojarzący się z Meksykiem. Czasem także informacje dla pasażerów: woditiela rukami nie trogat’! (Kierowcy nie dotykać!).

W naszej kwaterze sufit pomalowany jest na jaskraworóżowo, a ściany i podłoga są ostroniebieskie. Na różowym suficie różowy żyrandol, co wygląda zaskakująco dobrze. Na miejscowych kobietach częste czarne asymetryczne spódnice, z czymś błyszczącym, z czymś koronkowym, z jakąś nieoczekiwaną falbaną, co dobrze się komponuje z meksykańskim kolorytem wnętrz. W kiosku z gazetami cztery periodyki poświęcone odchudzaniu i kilka urządzaniu wnętrz. Roślinność bajkowa (różowe mimozy!) I zdarzają się i takie, których nawet małżeństwo biologów z naszej grupy nie umie zidentyfikować. W Symferopolu, w enklawie zamkniętych dla ruchu kołowego ulic (ich patronami są najwięksi rosyjscy pisarze), salony piękności na przemian z księgarniami.

Wakacyjny raj na ziemi? W Teodozji, czyli za czasów genueńskich w Kaffie, plakat jakiejś protestanckiej sekty oferującej oprócz przeżyć religijnych pomoc w leczeniu alkoholizmu, narkomanii i depresji. W prasie natykam się na opinię, że sytuacja Ukrainy przypomina Rzeczpospolitą z końca XVIII wieku, tyle, że brak woli politycznej, (czyli chętnych) do rozbioru. (Istotnie, entuzjazm moich kolegów – warto odebrać Lwów! – Opada, kiedy uświadamiają sobie, że trzeba go wziąć razem z obecnymi mieszkańcami…) Wzburzenie w krymskiej rosyjskojęzycznej enklawie z powodu ukraińskich projektów, by zgodnie z ustawą o języku zabronić reklam po rosyjsku. Każdy zapytany o drogę rozpoznając cudzoziemkę, zaczyna narzekać na politykę.

Nasza wyprawa jest ornitologiczna, a ptaki, jak się dowiadujemy, najlepiej czują się w ruinach. Jak się patrzy na te rdzewiejące fabryki, rozsypujące się porzucone zabudowania radzieckiej i wojskowej infrastruktury, ugorujące pola, to myśli się o cenie transformacji i rozpadu ZSRR. A na tym tle nowe życie: urlopowicze wyglądający na zamożnych i spokojnych, obsługa kompetentna, nie słychać żadnych krzyków ani przekleństw.

- Była pani na Krymie? – Zapytał ktoś związany z dawną ekipą. – To tam się jeszcze jeździ?

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji