nr. 24
VICTORIA, BC,
listopad 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz-
Nie będe pisac na metry

wywiad z Henrykiem Góreckim

Adach Śmiarowski

ESPRIT DE CORPS

Nie trzeba.

Major przesunął mundur w głąb szafy. Rząd baretek zniknął za wieszakiem z jesionką. Biała koszula, ciemny krawat. Garnitur ten, co zawsze.
Wypolerowane buty czekały w łazience.

Dochodziło południe. Major szedł niespiesznie aleją pachnącą świeżym deszczem. Skręcił w niewielką uliczkę na końcu, której kłębił się tłum i powiewały chorągwie. Harcerze, weterani z opaskami na ramieniu, żołnierze. Kamery ustawione na platformie, tuż przed pomnikiem. Orkiestra wojskowa z boku, za harcerzami.

Młody, przejęty redaktor kręcił się po placu, sprawdzał kamery i nagłośnienia. Pierwszy samodzielny reportaż. Trochę się pocił.
Przywitał się grzecznie z majorem.

- Czy ma pan przygotowany tekst?

Major patrzył na harcerzy powiewających chorągwiami.

- Nie trzeba.

Redaktor nerwowo potarł brodę. Szare oczy majora przesunęły się w stronę kamienicy. W otwartej bramie stały dzieci. Redaktor niepewnie spojrzał na zegarek.

- Zaraz zaczniemy. Już wszyscy są.

Orkiestra zagrała. Gdy przeciągły dźwięk trąb ustał, dwóch harcerzy stojących po obu stronach pomnika zawarczało na werblach. Wystąpił kierownik szkoły imienia batalionu. Przedstawił krótko historię oddziału i szkoły. Poczet sztandarowy wyszedł spoza kamer i ustawił się przed pomnikiem.

Major zbliżył się do mikrofonu. Miał przed sobą platformę z kamerzystami i redaktorem. Wokoło stała młodzież szkolna, dorośli, grupki weteranów. Nieopodal stanowiska orkiestry zauważył pułkownika. Stał nieco z boku. Potężna sylwetka w wojskowym szynelu, siwe, krótko ostrzyżone włosy.

Major krótkimi zdaniami przypomniał losy porucznika. Wojna, ciężkie walki, wspólne zadania bojowe, przyjaźń. Zginął śmiercią żołnierza.
Śmiercią, na jaką był przygotowany. Bez cienia strachu. Przyjął ją spokojnie i z odwagą. Ich ostatnia wspólna akcja skończyła się tu, w tej bramie.

Major obrócił się plecami do kamer i podszedł do pomnika. Harcerze uderzyli w werble. Zdecydowanym ruchem pociągnął za płótno i odsłonił pomnik. Porucznik, naturalnej wielkości, na klęczkach, w brązie. W lewej ręce karabin, druga podniesiona w niebo. Głowa, odrzucona w tył, jak przy silnym uderzeniu w plecy. Twarz podobna, ze ściśniętymi ustami i lekko spłaszczonym nosem. Major pochylił głowę na chwilę, spojrzał jeszcze raz spokojnie na postać w brązie i odsunął się na bok.
Zamigotały flesze. Zagrzmiała orkiestra.

Pułkownik nie ruszał się ze swego miejsca. Przyglądał się pomnikowi. Długo nie odrywał wzroku od profilu twarzy. Był obcy, nie tak pamiętał porucznika.

Podszedł major. Przywitali się. Sucho, jak zawsze. Kilka zdawkowych uwag.

- Ładny pomnik.

- Tak. Nawet podobny.

- Dość.

Chór szkolny śpiewał pieśni patriotyczne. Starannie uczesane dziewczęta i chłopcy w czapkach gimnazjalnych deklamowali wiersze. Weterani stali murem, niektórzy mieli łzy w oczach. Zaczęto składać kwiaty. Gęsto spleciony, duży wieniec od batalionu harcerze ułożyli u stóp porucznika. Wieniec surowy, żołnierski. Same kwiaty, bez szarfy.

- Nie trzeba.

Tak powiedział pułkownik.

Tak samo powiedział wtedy, gdy wydawał ostatni rozkaz dotyczący porucznika. Major, przygotowany do akcji, patrzył mu natarczywie w oczy.

- Czy nie powinien wiedzieć?

- Nie trzeba.

Dobrze. Bardzo dobrze. Istniało niebezpieczeństwo i pułkownik nie chciał ryzykować. Poza tym przyjaźń. Dzieciństwo, szkoła, wojna wiążą ludzi.

Orkiestra skończyła grać. Kamerzyści składali sprzęt. Rodzina fotografowała się przy pomniku.

Pułkownik skinął głową. Odchodził wolnym, mocnym krokiem. Major widział jego plecy znikające za rogiem. Obrócił się i spojrzał w stronę bramy. Stała pusta, półotwarta, dzieci rozbiegły się po ulicy. Przechodząc zajrzał mimowolnie do środka. Stad wychodzili.

- Idź pierwszy.

Zachrypiał sztucznie. Porucznik obejrzał się czujnie, skrzywił. Oczy ich spotkały się na moment. Wąskie wargi porucznika zacisnęły się w grymasie. Ale oczy się śmiały. Wyzywająco. Czy wiedział? Major zagryzł wargi do krwi.

- No, idź!

Porucznik otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć. Ale rozmyślił się, odwrócił i wyprostował. Ciemna ludzka sylwetka w
jasnym tle bramy. Jak na strzelnicy.

Zachwiał się po pierwszym strzale, zatrzymał. Głowa opadła mu w ramiona. Nawet nie starał się obrócić. Musiał wiedzieć, musiał czuć. Czy czekał na tę chwilę od samego początku, kiedy się wyłamał i nie był już jednym z nich?


Major przyskoczył dwa kroki. Strzelił jeszcze raz, z bliska, w potylice. Dla pewności. Porucznik osunął się na ziemię. Major ujrzał krwawy profil z zamkniętymi oczyma, zniekształcony kulą. Wybiegł bramą z drugiej strony.

Teraz brama też była pusta. Major wracał do domu. Ulice wyschły po rannym deszczu. Pachniało miastem.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji