nr. 24
VICTORIA, BC,
listopad 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz-
Nie będe pisac na metry

wywiad z Henrykiem Góreckim

Włodzimierz Kowalewski

Tadeusz Borowski

W atmosferze kłamstw oświęcimskich co i rusz pojawiających się w europejskich i amerykańskich mediach, proponowałem walkę o prawdę historyczną przez wprowadzenie do wszystkich szkół zachodniego kręgu kulturowego przynajmniej jednego opowiadania Tadeusza Borowskiego jako lektury obowiązkowej.

Skąd się biorą kłamstwa oświęcimskie, czyli brednie o polskich obozach zagłady i współudziale Polaków w niemieckich zbrodniach ludobójstwa? Jeżeli nie są perfidną polityczną prowokacją, to biorą się z głupoty współczesnego świata, z płaskości i prymitywizmu masowej kultury. Skoro telewizja, czasopisma, ale także filozofowie-dekonstruktywiści i różni nawiedzeni profesorowie uniwersyteccy wmawiają całym pokoleniom, że przeszłość to nic nie znacząca bajka, a zainteresowanie nią jest przejawem zacofania i kołtuństwa, to trudno się dziwić, że dla wielu ludzi, także publicystów, nie ma żadnego znaczenia, jakie narodowe określenie postawią przy słowie „zbrodniarz”. Przecież to minęło, było dawno, na dobrą sprawę nic nie obchodzi wiecznie pędzącego naprzód, zadufanego w sobie nowoczesnego człowieka.

Opowiadania Borowskiego są najbardziej wstrząsającym świadectwem zbrodni totalitaryzmu. Przez prawie sześćdziesiąt lat od chwili powstania odkłamywały tyle mitów, że oficjalni, PRL-owscy komentatorzy literatury bali się mówić o nich wprost, ograniczając się do propagandowych banałów o ich politycznym, antyfaszystowskim charakterze. Tak naprawdę ich bohater, więzień obozu zagłady, nie ma żadnych politycznych idei, bo w obozie się takowych nie posiada, nie wierzy w Boga, bo w obozie Boga nie ma. Jedyna idea obozu brzmi: przeżyć, a po to żeby przeżyć, nie można być ani heroicznym bojownikiem-patriotą, ani dobrym człowiekiem ratującym innych kawałkiem chleba, po to, żeby przeżyć - trzeba stać się zwierzęciem.

Dziwnie to zabrzmi, ale w Auschwitz Borowski znalazł się z własnego wyboru i z wielkiej miłości. Kiedy dowiedział się, że jego dziewczyna, Maria Rundo, została aresztowana w tzw. „kotle”, czyli w mieszkaniu, gdzie gestapo urządziło zasadzkę, sam poszedł pod ten adres, aby z nią być – nawet za cenę śmierci.

Obydwoje przeżyli Oświęcim, ponieważ byli Polakami. Przywieziono ich nie do komory gazowej, ale do obsługi niemieckiej fabryki śmierci. Czytając Borowskiego, czytelnik z jakiegokolwiek kraju na świecie nie będzie miał wątpliwości, kto tą fabryką kierował i kto perfekcyjnie obmyślił system jej funkcjonowania. Ten system polegał nie tylko na mordowaniu fizycznym.

Całe powojenne, krótkie życie Borowskiego widzę jako najkoszmarniejszą, nie dającą się z niczym porównać męczarnię. Żeni się z ukochaną Marią, ale kompleks obozu jest tak silny, że małżeństwo prawie od razu się rozpada. Całkowicie wypalony wewnętrznie chwyta się jak tonący komunistycznej ideologii i zostaje stalinowcem tak żarliwym i ortodoksyjnym, że wzbudza przerażenie u innych stalinowców. Nawet dziś, po upływie ponad pół wieku, lektura jego felietonów w „Nowej Kulturze” jeży włosy na głowie. Po pewnym czasie najprawdopodobniej zaczyna do niego docierać prawda o istocie komunistycznej władzy. Tego rozczarowania nie może już znieść. Straszliwie się rozpija, w końcu umiera samobójczą śmiercią w roku 1951, mając zaledwie 29 lat, bez świadomości, że jest jednym z największych pisarzy XX. w. Być może śmiercią samobójczą, być może ktoś uprzedził - bardzo z powodów politycznych niepożądane - objawy buntu.

Śmierć Borowskiego jest – niezależnie od okoliczności – jeszcze jedną zbrodnią nazizmu. A obóz koncentracyjny nie skończył się dla niego nigdy, bo naprawdę – mimo wyzwolenia - nie było stamtąd wyjścia, tak jak nie było wyjścia z dantejskiego piekła.

Wierzę, że te tragiczne przykłady mogłyby nawet dzisiaj wskrzesić pamięć i wywołać potrzebę historycznej prawdy nawet na przeciwległym krańcu Europy, może jeszcze dalej.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji