nr. 22
VICTORIA, BC,
lato 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA



ARTYKUŁY

Od Redakcji


Śmierć księdza Skorupki
w 90 rocznicę Cudu Nad Wisłą


NEONY
na festiwalu w Jarocinie



List czytelniczki
o artykule Biały Kruk

Edward Kamiński

Licho nie śpi

Nie bez przyczyny sensacje o wielkich katastrofach, byłych i przewidywanych, pojawiały się częściej w prasie w okresie wakacyjnym.  Zapewniały, bowiem sprzedaż  spadającego nakładu w tym czasie.  Strony są magazynem nieodpłatnym, chodzi, więc nam o przypomnienie naszym czytelnikom  o konieczności przygotowania się na wydarzenia, które mogą zaważyć na ich życiu.

Teoretycznie nie ma różnicy pomiędzy teorią, a praktyką, w praktyce jest. Tak, więc na pytanie czy można żyć normalnie bez obaw w stałym zagrożeniu,  odpowiedzią jest – można, aczkolwiek teoretycznie wydaje się, że nie.  Przykładem takiej rozbieżności jest nasza wyspa, z jej największą aglomeracją miejską – Victorią.   Przy nieustającej groźbie spodziewanego kataklizmu sejsmicznego, prócz reakcji na wprowadzony tax HST, nie zauważa się na co dzień większych niepokojów.  Zegar sejsmicznych zaburzeń nieustannie tyka, ale nie można przewidzieć, kiedy nastąpi katastrofa, może już jutro, a może za 50 lat.  Gdyby było wiadomo, wystarczyłoby przeczekać te kilkadziesiąt sekund wstrząsów w domniemanie bezpiecznym miejscu.  Wszyscy wylegliby z budynków na otwarte przestrzenie.   Dzieci nie poszłyby do szkoły.  Nikt nie wyjechałby samochodem, by nie wpaść w głębokie rozpadliny na drogach lub być zmiażdżonym po wiaduktem.  Sejsmografy notujące drgania powłoki ziemskiej nie są wystarczającym zabezpieczeniem ostrzegawczym.  Mimo dużego postępu geofizyki, naukowcy badający przyczyny wstrząsów tektonicznych, powodujących potężne  fale  sejsmiczne, też nie mogą na czas zaalarmować.  Przewidywania oparte są przede wszystkim na  analizie cyklu wielkich erupcji  wulkanicznych w minionych wiekach  i  badań  śladów pozostałości po nich.

Wybitny antropolog, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, badacz kultury First Nation, przytacza  rozmowy z najstarszymi First Nation szczepu Irok w czasie badań nad  śladami przekazów legendarnych.  Jeden z zanotowanych mitów Irokezów powiada o trzęsieniu ziemi i grzmotach:

„Wpierw poszły na południe i zapadła się ziemia...  Potem poszły razem na północ i zrobiły to samo: grunt się zapadał.  Ziemia się trzęsła i trzęsła ponownie.  I woda zalewała wszystko”.

Biorąc pod uwagę większą ilość „ognistej wody” wypitej (w domyśle) przed wywiadem, trudno oczekiwać ściślejszych informacji. Jednak jakieś ślady w pamięci pozostały, jak u naszych najstarszych górali. Geologicznymi dowodami dawnego kataklizmu są pnie drzew, korzenie krzewów, pogrzebane pod zwałami ziemi i piasku.  Zmiecione z nadbrzeży Północnej  Ameryki po Brytyjską Kolumbię przez  gigantyczną falę tsunami, świadczą o olbrzymim trzęsieniu ziemi  lub serii mniejszych, jakie nawiedziły te tereny około 300 lat temu.  Metodą opartą na zmniejszającej się z czasem radioaktywności węgla  w substancjach organicznych, ustalono wiek wykopalisk na okres nie wcześniej niż rok 1660 i nie później niż 1730.  Pokrywa się to z oszacowaniami japońskich sejsmologów.   Co więcej podają oni nawet ścisłą datę  wielkich wstrząsów na zachodnich wybrzeżach naszego kontynentu z epicentrum gdzieś pomiędzy północną Kalifornią a wyspą Vancouver.  Odnotowane w dawnych, japońskich  kronikach  katastrofy sejsmiczne i szczątki (skamielin) naniesione ścianą wody świadczą, że  olbrzymie tsunami uderzyło brzegi Japonii w 1700 roku.   Fala wywołana ruchami dna Pacyfiku powstała 6 stycznia o godzinie 9 wieczorem, 310 lat temu.     

Sejsmiczna linia ścierających się ze sobą warstw tektonicznych skorupy ziemskiej ciągnie się od Alaski po Kalifornię i dalej po przez Meksyk wzdłuż zachodnich wybrzeży do krańca Ameryki Południowej.  Rysa pęknięcia  przebiega, więc obok naszej wyspy – można rzec – w skali kontynentu na odległość wyciągniętej ręki. W paśmie ciągnącym się od nas na południe do Kalifornii odkryto też dowody wcześniejszych, gigantycznych erupcji wulkanicznych.  Przebiegały one wzdłuż łańcucha Gór Kaskadowych, których przedłużeniem od północy są Góry Nadbrzeżne w Brytyjskiej Kolumbii.  Monumentalne stożki wulkaniczne w tym paśmie, pokryte wiecznym śniegiem i lodowcami jak np. Mt. Rainier (4391 metrów  n.p.m.), Mt. Shasta (4317 m.) czy Mt. Adams 3741 m.) mogą obudzić się z długiego snu wkrótce albo za setki lat.  Niemal naprzeciw Victorii  „paruje” zawsze biały Mt. Backer.  Koło Vancouver spoczywa od wieków  Mt. Galibardii.  Nieco dalej  stoki nieczynnego Mt.Whisler są doskonałym terenem narciarskim z najwyższą różnicą wzniesień tras zjazdowych na całym kontynencie Północnej Ameryki.  Inny zaspany wulkan Mt. Meager, ostatnią erupcję miał 2350 lat temu. Siła wybuchu równa była eksplozji Mt. St. Helens w 1980 roku.   W prostej linii od Victorii do Mt. St. Helens w stanie Oregon USA jest około 280 km, ale  fala sejsmiczna dotarła aż tu wstrząsając  miastem.   Po krótce, dla przypomnienia młodszemu pokoleniu czytelników Stron, którzy naturalnie nie byli świadkami tego wydarzenia:  Eksplozja  o sile 10 megaton TNT, 500 razy większa od bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę,  w promieniu 30 km, poczyniła całkowite spustoszenie.  50–cio metrowe drzewa  wyrwane z korzeniami zostały połamane jak zapałki.  Lasy na przestrzeni 320 kilometrów kwadratowych  zostały dosłownie skoszone i przysypane pokładami  popiołu i żużlu, którego temperatura topiła opony znajdujących się tam samochodów.  Nic nie zdołało się oprzeć impetowi gorących gazów, które z szybkością 300 km na godzinę zdewastowały piękny, turystyczny krajobraz w gigantyczne popielisko.  Rzeki zablokowane ziemią i  szczątkami połamanych drzew, spiętrzyły nagle, do kilkudziesięciu metrów, wodę z raptownie stopionego lodowca.  Mieszanina wody, błota i zmielonej roślinności runęła z nieopisanym impetem w dół, niszcząc wszystko po drodze.  Zwały kurzu sparaliżowały ruch drogowy w promieniu kilkuset kilometrów, a warstwa białego popiołu pokryła niemal trzy stany.  Ponad 3000 kierowców w stanach Oregon i Washington nie dotarło w następnych kilku dniach do swych domów. Połowa wszystkich tam wozów policyjnych i karetek pogotowia utknęła na zasypanych drogach.  Stosunkowo mało było ofiar.  Zginęło 57 osób w większości ciekawskich, którzy mimo ostrzeżeń zbliżającego się wybuchu, chcieli zobaczyć to z bliska.  Wśród ofiar największy rozgłos miał 84 letni Hary Truman (imiennik prezydenta USA).  Staruszek  od przeszło 50 lat mieszkał w swojej kabinie  na brzegu jeziora Spirit, 8 km od wulkanu Nie pozwolił się ewakuować twierdząc, że „jest częścią tej góry, a ona jest częścią jego”.  Został na wieki pogrzebany wraz z jeziorem pod 100 metrową warstwą ziemi, kamieni i szczątków drzew.

Mimo, że wybuch Mt. St. Helens nie należał do największych, jakie zdarzyły się na świecie,  pobieżny opis wulkanicznej erupcji ukazuje jak potężną energią dysponuje matka  natura.  W kategorii największych zagrożeń wulkanolodzy zaliczają jednak taką eksplozję do mało znaczących. (Trudno oprzeć się przekonaniu, że dla osób zamieszkałych w pobliżu wprost przeciwnie).  Raz na sto tysięcy lat  daje o sobie znać superwulkan.  Ostatnie takie wydarzenie miało miejsce 74 tys. lat temu.  Wulkan Toba na Sumatrze eksplodował z 5000 razy większą siłą niż Mt. St. Helens.  Wyrzucił  wówczas do atmosfery magmę o objętości dwukrotnie większej niż Mount Everest.  Tysiące kilometrów sześciennych  ziemi, pyłu i gazów przesłoniły wówczas niebo na wiele lat powodując oziębienie klimatu i wymieranie życia.  Jeden z kilku takich superwulkanów to obszar  Narodowego Parku Yellowstone w stanie Wyoming.  Do niedawna nie były znane, dopiero rozpoznano je z lotów kosmicznych.  Zwykle wulkany to w porównaniu z olbrzymimi rozpadlinami  superwulkanów 60–70 kilometrowej średnicy wyglądają jak małe wypryski na powierzchni globu.  Inne superwulkany to:  Caldera w Long Valley w Kalifornii, Taupo na nowozelandzkiej Wyspie Północnej i Island Park w stanie Idaho. Wszystkie prócz Yellowstone są w letargu.  Ten zaś coraz bardziej budzi zaniepokojenie.  Od   blisko 5   lat ziemia tam w niektórych miejscach podnosi się o 7 cm rocznie.  To znak, że ciśnienie lawy rośnie nie znajdując ujścia.  Wybuch może być 1000 razy silniejszy od erupcji Mt. St. Helens.  Fala uderzeniowa  zmiecie wszystko aż po Meksyk.  Pył wyrzucony z naddźwiękową prędkością w stratosferę przesłoni promienie słoneczne  powodując katastrofalne obniżenie temperatury na całym globie.

Żeby nie wzbudzać nastrojów paniki sejsmolodzy i wulkanolodzy z rozwagą używają określeń czyhających na nas sił natury. Wystarczy jednak uzmysłowić sobie, że piękne ośnieżone szczyty Gór Olimpijskich, po drugiej stronie cieśniny Juan de Fuca, wyniesione zostały siłą ścierających się tu ze sobą płyt tektonicznych.  Można, więc powiedzieć, że  nawet superwulkany w porównaniu z  napięciami tektonicznymi  nie wydają się największym zagrożeniem.  Pokłady geologiczne dwóch płyt skorupy ziemskiej: Płyta Pacyfiku podchodząca pod Północną Płytę Amerykańską powodują uskoki podziemne na dużych, 65 do 115 km głębokościach. Powolny, ale stały ich ruch  objawia się  w naszym rejonie  wstrząsami, 300 do 500 razy rocznie.   Jak dotąd w większości  słabych, ale sejsmolodzy na podstawie ostatnich nowych obserwacji geologicznych ostrzegają  -  ryzyko gigantycznego trzęsienia ziemi w najbliższych 50 latach jest znacznie większe niż dotychczas przypuszczano. Naukowcy kanadyjscy i amerykańscy z obserwacji uskoków  geologicznych  przebiegających od Newport w  Oregonie do północnej Kalifornii wnioskują też, że  wielkie wstrząsy dna Pacyfiku w tamtym rejonie nieuchronnie  wzniecą  tsunami.  Gigantyczna fala dotrze do naszej wyspy w niespełna 20 minut.   Najbardziej narażone będzie Tofino.  Mimo zainstalowanych tam syren ostrzegawczych, mieszkańcy nie będą mieli wiele czasu do ucieczki.

Czego możemy się spodziewać w Victorii, gdy ziemia zadrga pod nogami?    byt wiele jest czynników, by można odpowiedzieć jednoznacznie.   Zniszczeń nie da się uniknąć. Wielkość  ich zależeć  będzie od siły i głębokości ruchów tektonicznych, od odległości ich epicentrum, zależnie od podłoża geologicznego  w różnych częściach miasta  i wreszcie od rodzaju konstrukcji budynków. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Brytyjskiej Kolumbii, opublikowane w 2005 roku w Canadian Journal of Civil Engineering zakładają, że w  zakresie średnich do silnych wstrząsów koszt naprawy przekroczy 430 milionów dolarów. 

Zabudowa śródmieścia Victorii jest mieszaniną wzmocnionych i niezabezpieczonych  domów murowanych.  Można, więc przypuszczać, że otoczenie Parlamentu B.C. centralna część dzielnicy, James Bay  ze zróżnicowanymi,  wielopiętrowymi konstrukcjami, będzie narażona bardziej od innych części miasta.  Zagrożona też jest dzielnica chińska z wieloma tam budynkami ceglanymi.  Prognozy ekspertów wskazuje jednak, że zniszczeniu w mniejszym stopniu ulegną konstrukcje  budynków.  W ponad 70 procent szkód powstanie w instalacjach wewnętrznych: windach, przewodach elektrycznych, rurach wodociągowych i kanalizacyjnych, a także  ścianach  działowych. Mniejsze domy jednorodzinne  przeważnie konstrukcji drewnianej są bardziej elastyczne i tym samym odporne na wstrząsy. Dużym zagrożeniem są walące się kominy, a w starszych  domach konstrukcja drewniana nieprzykręcona bolcami do fundamentu.  Na  uszkodzenia narażone będzie głównie niezabezpieczone odpowiednio szkło w szafkach kuchennych, wysokie półki z książkami, ciężkie, wysokie meble, wszystko, co może spaść przewrócić się i rozbić,  zbiorniki z  ogrzewaną wodą, instalacje elektryczne wodne i kanalizacyjne.   

Z dużym prawdopodobieństwem wyspa pozbawiona elektryczności i wody zostanie odcięta również od stałego lądu na nieokreślony czas.  Magazyny sieci sklepów spożywczych, które przetrwają, już po pierwszych trzech dniach wyczerpią swoje zasoby.  To przestroga dla wielu osób, które nie odłożą odpowiednich zapasów wody,  żywności, leków i podstawowych produktów zaopatrzenia   dla siebie i zwierząt domowych.

Szkody  przy wstrząsach najwyższej skali, rzędu 9 stopni Richtera, mogą być nieporównanie większe.  W ślad za pierwszym uderzeniem jak detonacja bomby podążają wolniejsze, ale bardziej niszczycielskie fale sejsmiczne.  Wytrącają one budynki z fundamentów, zrywają mosty, niszczą podziemne wodociągi i kable elektryczne, zmieniają wilgotną ziemię w grzęzawisko zdolne pochłonąć gmach.   Rozmiar katastrofy powiększają pożary z iskrzących instalacji elektrycznych, wybuchy gazu z przerwanych przewodów i gejzery wody wodociągowej.

Prognozy w przeważającej mierze oparte są na obserwacji i analizie skutków dotychczasowych  katastrof sejsmicznych. Największe dotąd  na tym kontynencie trzęsienie w skali 9.2 stopni Richtera nawiedziło Alaskę w 1964 roku.  Uderzenie z epicentrum w  Cieśninie Prince William  wznieciło gigantyczne tsunami. W miejscowości Whittier połączonej z cieśniną kanałem, fala  spiętrzona 40 metrów ponad poziom  zmiotła przystań, zakłady drzewne i okoliczne zabudowania.  Dalej na zachód, 8o km od Whittier, fale sejsmiczne z szybkością niemal dwóch mil na sekundę uderzyły w stolicę Alaski  -   Anchorage nad zatoką Cook’a,  dewastując drogi, linie kolejowe, urządzenia portowe.  Olbrzymie usuwisko zbocza  w zatoce wznieciło w niektórych miejscach  spiętrzenie wody powyżej 100 stóp ponad normalny poziom przypływów.   Statkami o wyporności 10 000 ton rzucało jak małymi łódeczkami.  W samym mieście 5 minut wstrząsów zniwelowało większość budynków.  Na głównej ulicy Fourth Avenue  parkujące tam samochody znikały w czeluściach rozpadlin ziemi. Ogólnie zniszczenia oszacowano na 1.8 biliona dolarów (wg. wartości dolara w 2007 r.).

Tsunami  alaskańskie dotarło do pierwszych miejscowości nabrzeżnych naszej wyspy w niespełna trzy i pół godziny.  Alarmowych  systemów ostrzegawczych wówczas jeszcze tam nie było.  Zaskoczeni mieszkańcy małej, indiańskiej wioski w Hot Spring Cove ratowali się ucieczką w wyższe partie nadbrzeża.  Kilkumetrowej wysokości fala zerwała z fundamentów 16 z 18  tam domów.  Podobnie  stało się z 30 domami w miasteczku Zeballos.  W małym osiedlu drwali -  Amai, woda zdemolowała 10 budynków.  Najbardziej ucierpiało miasto i Port Alberni  gdzie uszkodzonych zostało 375 domów, w tym  z 55  pozostały tylko szczątki.   Setki kilometrów  od  Victorii na południe wielka fala  demolowała nabrzeża Oregonu  i Kalifornii. Wielomilionowe straty poniosło jedno z najstarszych kalifornijskich miast portowych – Crescent City.   Fala dochodząc do 21 stóp wysokości  położyła tam pokotem połowę budynków dzielnicy handlowej,  zginęło jedenaście osób.

Przewidywanie ilości wypadków śmiertelnych w czasie trzęsień ziemi jest bardzo skomplikowane.  Już drugi rok z kolei odpowiedzi szukają naukowcy kilku kanadyjskich uniwersytetów w podjętych wspólnie badaniach zakrojonych na 5 lat.  Nie łudźmy się, że człowiek zdoła kiedykolwiek okiełznać tak gigantyczne siły ruchów tektonicznych. Ofiary w ludziach są, więc  nieuniknione.  Możemy jednak spodziewać się o wiele mniejszych strat na wyspie, w Kanadzie, na Północnym Kontynencie Ameryki niż w krajach trzeciego świata. Tam, bowiem trzęsienia w zbliżonej skali powodują zniszczenia ogromne.  W ostatnim stuleciu nie było na wyspie większego kataklizmu sejsmicznego.   Duże trzęsienia tu lub w pobliżu występowały  w latach 1918 i 1929 w skali 7 stopni Richtera;  w 1946 roku (7.3) ucierpiało Comox, Port Alberni i Powell River.  Słabsze wstrząsy  na Haiti w styczniu br. spowodowały jednak nieporównanie większe zniszczenia  niż na  naszej wyspie.  W ciągu 40 sekund jedna trzecia majątku  narodowego Haiti legła w gruzach, zginęło wówczas około 230 tysięcy ludzi.  W  wspomnianej już katastrofie alaskańskiej w 1964 roku zginęło 115 osób.    Największą ilość  ofiar śmiertelnych w USA spowodowało   duże, (7.9 stopni) trzęsienie  ziemi w San Francisco w 1906 roku.  Zginęło wówczas 3000 osób.  Większość budynków starego typu legła w gruzach.  Co się ostało strawiły pożary.   Obecnie   budynki miasta leżącego w stałej strefie zagrożenia sejsmicznego są lepiej przygotowane.

Licho nie śpi. To nie kwestia odpowiedzi na pytanie czy się obudzi, ale kiedy? Najbardziej zaawansowane techniki i organizacja naszej cywilizacji nie powstrzymają kolosalnych sił drzemiących w skorupie globu.   Można  jedynie ograniczyć skutki kataklizmu przez racjonalne przygotowania.  Niezależnie od kosztownych programów działań rządowych,  każdy z nas powinien skorzystać ze wskazówek  opracowanych  na użytek publiczny, dla osób i gospodarstw domowych.   Szczupłe ramy naszego magazynu uniemożliwiają  przekazanie tych materiałów. Są one dostępne w Internecie:

http://www.pep.bc.ca/hazard_preparedness/prepare_now/prepare.html

Zajrzyj tam jeszcze dzisiaj, może nie zdarzyć się za twego życia, albo też jutro może być za późno.  

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji