nr. 20
VICTORIA, BC,
maj 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Wernisaż w Konsulacie


ARTYKUŁY

J. Ciepłowski - Majowa Jutrzenka
W rocznicę Konstytucji 3 Maja


Ewa Caputa -
Niełatwa funkcja

Rozmowa z Jarką


Bożena Ulewicz -
W mateczniku

śladami sienkiewiczowskiego bohatera


Edward Kamiński -
Romantyczna historia

Jak Wujek Stanisław znalazł żonę


Ewa Korzeniowska

MIŚ SPOD MONTE CASINO

Był sobie pewien niedźwiedź, różniący się bardzo od innych niedźwiedzi, tym, że nie tylko miał okazję żyć człowieczym życiem, ale jeszcze nie będąc polskim obywatelem był polskim żołnierzem, otrzymywał nawet żołd i wsławił się bohatersko pod Monte Casino. Myślicie drodzy czytelnicy, że zmyślam? Otóż cała historia tego niezwykłego niedźwiadka, którą nawet ostatnio opisała Gazeta Wyborcza, zaczyna się w Irańskich górach. Myśliwy strzela do niedźwiedzicy, ta umiera na miejscu, osierocając kilkutygodniowego niedźwiadka. Biedactwo błąka się popiskując, aż znajduje je mały irański chłopiec i zabiera ze sobą do domu. W jego pobliżu stacjonują polskie wojska Armii Andersa, więc chłopiec często chodzi przyglądać się życiu żołnierzy. Zabiera ze sobą niedźwiadka. Małym zwierzaczkiem zachwyca się żołnierz Piotr Prendysz. Po paru dniach dobijają targu i za kilkanaście konserw amerykańskich niedźwiadek, który od tej chwili ma na imię Wojtek, przenosi się z irańskiego domu, do kwatery 22giej Kompanii Transportowej.

Żołnierze po życiu w obozach i twardej żołnierskiej służbie przyjęli niedźwiadka z otartym sercem do swojego grona. Karmili go skondensowanym mlekiem z amerykańskich puszek z butelki po wódce, w którą zamiast smoczka wetknięta była zwinięta w wałeczek chusteczka. Głównym opiekunem Wojtka był Piotr, więc niedźwiadek się do niego przyzwyczaił najbardziej. Spali nawet w jednym łóżku: żołnierz spragniony bliskość i ciepła i misiek spragniony mamy. Piotr dla Wojtka był najważniejszy, ale misiek żył w dobrej komitywie ze wszystkimi żołnierzami i dzielił z nimi ich tułacze życie. Gdy trochę podrósł, wyżywienie go stało się problemem, dlatego udało się chłopakom przekonać dowódców, by wpisać Wojtka na listę żołnierzy, a więc zaczął on otrzymywać prowiant i żołd. No i wędrował sobie misiek Wojtek z Armią Generała Andersa, przez cały środkowy Wschód: z północnej Persji (teraz Iran) przez Irak, Syrię, Lebanon, Jordan, Palestynę. W Egipcie widział Kair, Aleksandrię, Sfinksa, piramidy. Nawet udało się go przewieźć z Afryki do Europy. Był wszędzie, dokąd jego kompania transportowała ludzi lub sprzęt wojenny.

Rosnąc wśród ludzi Wojtek wyrósł na „człowieka”, lubił papierosy i piwo. Był całkowicie nie groźny, oswojony, zaprzyjaźniony z żołnierzami uprawiał z nimi zapasy. Lizał pokonanego po twarzy. Gdy znalazł się ze swoim oddziałem pod Monte Ciasno, w odległości około 20 km od klasztoru, najpierw okropnie bał się strzałów, a potem siedząc na drzewie przyglądał się żołnierzom noszącym na pole ostrzału skrzynie z nabojami i pociski armatnie. W którymś momencie podszedł do ciężarówki załadowanej i bronią i wyciągnął łapy, tak jakby też chciał wziąć ładunek. Od tej pory, Wojtek jak prawdziwy żołnierz nosił amunicję. Po zwycięstwie pod Monte Casino, oddział Wojtka zaczął nosić przy mundurze plakietkę z miśkiem niosącym w łapie pocisk. Wojtek razem z polskim wojskiem ruszył w dalsza drogę, tym razem z Włoch do Szkocji. Tam podczas oficjalnego bankietu przyjęto Wojtka do towarzystwa przyjaźni polsko szkockiej. Wojtek, non human person, budził powszechną sensację. Do miejsca jego stacjonowania przyjeżdżali dziennikarze, fotografowie, reporterzy radiowi. Wojtek zrobił się sławny.

Gdy nadeszła demobilizacja polskiego wojska i żołnierze zaczęli się rozjeżdżać, Wojtek trafił do ogrodu zoologicznego Edinbourgu. Zmarł tam w 1963 roku. Resztę swojego życia spędził jako zniewolony zwierz. Podobno nigdy się do tego nie przyzwyczaił. Czasem tylko, gdy odwiedzali go dawni koledzy z lubością sięgał po papierosy.

Następny artykuł tu:

Napisz do Redakcji