nr. 20
VICTORIA, BC,
maj 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Wernisaż w Konsulacie


ARTYKUŁY

J. Ciepłowski - Majowa Jutrzenka
W rocznicę Konstytucji 3 Maja


Ewa Caputa -
Niełatwa funkcja

Rozmowa z Jarką


Bożena Ulewicz -
W mateczniku

śladami sienkiewiczowskiego bohatera


Edward Kamiński -
Romantyczna historia

Jak Wujek Stanisław znalazł żonę


Włodzimierz Kowalewski

Profesor Hutnikiewicz

Niedawno minęla piąta już rocznica śmierci profesora Artura Hutnikiewicza, charyzmatycznej postaci doskonale znanej nie tylko nam, absolwentom polonistyki toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale wszystkim chyba polonistom i historykom w kraju.

Był ostatnim wielkim historykiem literatury, z rzędu takich, jak Jego lwowski nauczyciel, prof. Kucharski, jak profesorowie Kleiner, Wyka, Krzyżanowski. Interesował się szczególnie modernizmem i XX-leciem międzywojennym. Tym okresom poświęcone są Jego najważniejsze prace – słynny, fundamentalny podręcznik „Od czystej formy do literatury faktu”, monografia Stefana Żeromskiego oraz stosunkowo niedawno opublikowane całościowe studium epoki Młodej Polski. Zresztą zainteresowania Profesora bywały bardzo rozległe. Na przykład latach 70-tych przywrócił naszej kulturze zapomniane nazwisko Stefana Grabińskiego, najwybitniejszego twórcy polskiej literatury fantastyki i grozy. Opracował i wydał jego powieści i opowiadania, w tym słynne teksty, takie jak „Ślepy tor”, „Kochanka Szamoty”, „W domu Sary”, powodując, że weszły one do ścisłego kanonu polskiej prozy.

Tak się złożyło, że nie byłem nigdy uczniem Profesora. Uczęszczałem natomiast na Jego wykłady, na których ławki Sali nr 5 w Collegium Maius zawsze były zapchane do ostatniego miejsca. Profesor nie cierpiał nudziarstwa, urzędniczenia, sprowadzania naukowego wywodu do tonu sprawozdania czy jakiegoś zawiłego dokumentu. Mówił emocjonalnie, barwnie, zamieniając wykład w opowieść, mającą puentę i świetnie zarysowaną wewnętrzną dramaturgię. W studentach cenił bogactwo wyobraźni i bardziej zdolność do przeżywania literatury niż wykutą wiedzę.

Nie był jednak człowiekiem wylewnym, czasem sprawiał pozory oschłości, innym razem bywał wybuchowy i nerwowy. Moje pierwsze związane z Nim wrażenie nie należało do najprzyjemniejszych. Jako wystraszony student pierwszego roku czekałem wraz z grupą na jakieś zajęcia, a Profesor w gabinecie obok egzaminował jeszcze poprawkowiczów. W pewnej chwili drzwi się otworzyły, wybiegła z nich zapłakana dziewczyna, a za nią wysokim łukiem wyleciał indeks, który otworzył się w powietrzu i plasnął o posadzkę neogotyckiego korytarza Collegium Maius. „Na politechnikę!!!” – zadudnił z głębi wzburzony głos Profesora.

Ten sam Profesor Hutnikiewicz w kilka lat później z pełnymi kieszeniami pieniędzy, swoich własnych oszczędności, stał na korytarzu toruńskiego sądu i płacił grzywny za studentów skazywanych za udział w manifestacji przeciw stanowi wojennemu.

Wspomnienie o Profesorze kojarzy mi się także z charakterystyczną, wysoką sylwetką w długim, czarnym płaszczu i z eleganckim, bardzo niedzisiejszym uchylaniem kapelusza w odpowiedzi na ukłony młodych ludzi. Kojarzy mi się z pozytywną recenzją mojej pierwszej książki, tomu opowiadań, którego nie chciało opublikować pewne wydawnictwo i który w końcu ujrzał światło dzienne – dzięki Profesorowi.

Śmierć Profesora Hutnikiewicza na pewno nie miała odrażającej postaci, przed którą drżymy od średniowiecza. Była to piękna, tajemnicza dama o twarzy przysłoniętej woalką, powabnym gestem otwierająca drzwi do Jego raju – wielkiej, gwarnej, zadymionej kawiarni, gdzie przy stolikach siedzą wszyscy, których kochał – Żeromski, Przybyszewski, Jasnorzewska, Grabiński, w głębi Tetmajer i Witkacy.

Obyśmy, tak jak On, umieli całym życiem zapracować na swój własny raj.

Czytaj dalej

Napisz do Redakcji