nr. 20
VICTORIA, BC,
maj 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Wernisaż w Konsulacie


ARTYKUŁY

J. Ciepłowski - Majowa Jutrzenka
W rocznicę Konstytucji 3 Maja


Ewa Caputa -
Niełatwa funkcja

Rozmowa z Jarką


Bożena Ulewicz -
W mateczniku

śladami sienkiewiczowskiego bohatera


Edward Kamiński -
Romantyczna historia

Jak Wujek Stanisław znalazł żonę


J. Ciepiełowski

MAJOWA JUTRZENKA

Prawdziwy zamiar przyjaciół konstytucji był,
zrobić Polskę niepodległą i rządną.
(Hugo Kołłątaj)

DZIEŃ 3 MAJA 1791 ROKU.
W największej tajemnicy przed całym Sejmem zebrali się posłowie należący do stronnictwa patriotycznego, by się zapoznać z projektem konstytucji, opracowanej przez grono mężów, z marszałkiem Stanisławem Małachowskim na czele i przyrzekli po wysłuchaniu projektu popierać z całego serca tak wielkiej wagi sprawę. Zdecydowano tedy, że projekt konstytucji będzie odczytany na posiedzeniu sejmowym w dniu 3 maja i przyjęty bez rozpraw, ażeby udaremnić przeciwne wystąpienia tym wszystkim posłom, którzy by, czy to z obawy, czy z przyjaźni dla Imperatorowej moskiewskiej, w opozycji stanąć śmiali.
I oto nadszedł upragniony przez patriotów dzień 3 maja. Wstało jasne słonko nad stolicą Polski, ozłociło wieżyce kościelne i dachy domów staromiejskich, jakby zwiastunem było lepszej i pogodnej przyszłości.

Wtajemniczone w przeddzień mieszczaństwo gromadziło się od wczesnego ranka w ciasnych uliczkach Starego Miasta, w oczekiwaniu niezwykłych wydarzeń, których widownią miała być nie tylko sala sejmowa, lecz i ulica, która dziś pierwszorzędną zdawała się odgrywać rolę. Z głośna wrzawą gromadziły się one świątecznie przybrane tłumy, wśród których widać było nie tylko pospólstwo miejskie, lecz i co przedniejszych obywateli, lecz i braci szlachtę, co się już nie mieściła na Sali Sejmowej; nie brak też było włościan okolicznych, zwabionych słuchami o jakimści w dniu tym święcie uroczystym.
Z koszar wystąpiło wojsko i rozciągnęło się wzdłuż ulic: piechota przybrana w kurtki granatowe z różnokolorowymi wyłogami, w kaszkietach; kawaleria narodowa w koletach z amarantowymi wyłogami, w konfederatkach na głowie. Ślicznie błyszczały od słońca szlify oficerskie, naramienniki srebrne i złote; na proporcach białe orły powiewały. Artyleria zatoczyła na tarasach zamku królewskiego działa. Nad wojskiem w dniu tym objął komendę młody i piękny książę Józef Poniatowski, brataniec królewski.
Wkrótce z ratusza miejskiego wyruszało bractwo kupieckie i magistrat ze swoim prezydentem Łukasiewiczem na czele, w towarzystwie celniejszych obywateli; wszyscy w świątecznych strojach, w granatowych sukniach wierzchnich, a błękitnych szarawarach, ze szpadą lub szablą przy boku.

Za nim szły cechy z chorągwiami i kapelami, różne bractwa z godłami swymi. Rozstępowały się tłumy, bo już znały z grona tego wielu mężów zasłużonych i czcić i szanować ich umiały. Cechy i bractwa stanęły za szeregami żołnierskimi z obu stron ulicy, starsi kroczyli wprost i śmiało na zamek do Sejmowej Sali.
A tam, w szczelnie wypełnionej Sali Sejmowej, w obecności króla, senatorów i wszystkich posłów odbywał się ów akt niesłychanie ważny, który jak się wszystkim wówczas zdawało, miał zbawić zagrożoną Ojczyznę.

Król siedział na tronie, po prawicy jego w krzesłach senatorowie duchowni w porządku przepisanym: najprzód prymas tj. arcybiskup gnieźnieński, potem biskupi po kolei; po lewicy senatorowie świeccy: naprzód kasztelan krakowski, potem wojewodowie i reszta kasztelanów. Przed tronem przy stolikach zasiedli: marszałkowie sejmowi, stary Małachowski i młodszy Sapieha, dalej ministrowie; całą szerokość Sali zajęli posłowie, w ławach siedzący.

Stary marszałek, Stanisław Małachowski, zagaił posiedzenie, po czym wstał król Stanisław August Poniatowski i z wolna odezwał się w te słowa: „Projekt do ustaw kardynalnych jest już gotowy, obmyślony jak należy, jak potrzeba, jak można było najlepiej – jest ułożony i spisany. Przeczytajmy go i uchwalmy doraźnie bez deliberacji.”
Posłowie zawołali: „Prosimy o projekt.” Po czym wstał sekretarz sejmu, poseł Siarczyński i zaczął odczytywać cały projekt konstytucji, co trwało kilka godzin.
Odczytywanie aktu konstytucyjnego skończyło się dopiero o 6 wieczorem.Cisza była nieprzerwana przez cały ten czas, jak przy podniesieniu w czasie mszy świętej. Po skończonym czytaniu wstał marszałek Małachowski i zapytał: „Czyście dobrze słyszeli i czy tak tu wam przeczytana konstytucję przyjmujecie?” Jedynie dwudziestu posłów, zwolenników dawnego porządku i stronnicy Rosji, głosowało przeciw. Nie wstrzymali oni uchwalenia tak doniosłej reformy, a za to okryli się hańbą wieczną i za wrogów własnej Ojczyzny słusznie uważani byli.

Marszałek znowu zapytał: ”Czy przysięgniecie na tę konstytucję?” Trzy razy posłowie odkrzyknęli: „Przysięgamy!” I ruszyli posłowie społem do tronu królewskiego, by wysłuchać przysięgi króla. Stanisław August, położywszy rękę na Ewangelię św., powtarzał za biskupem słowa przysięgi na Konstytucję, po czym dodał: „Przysięgałem Bogu i nie będę tego żałował.” Następnie król rzekł do posłów: „Idźmy do kościoła Bogu przysięgę złożyć i podziękować.”

Wiadomość o przyjęciu Konstytucji przez Sejm lotem błyskawicy rozniosła się wśród oczekujących od rana na ulicach miasta tłumów ludu i żołnierzy. Niebywały więc zapał opanował wszystkich, gdy nagle otwarły się wrota królewskiego zamku i ujrzano wychodzących posłów, senatorów i króla, zmieszawszy się z oczekującymi, ruszyli razem do katedry wśród niemilknących okrzyków: „Wiwat Król! Wiwat Konstytucja!”

Wiwatom nie było końca, płakano z radości. Rozumiano, bowiem, że w tej chwili wstępuje Polska na nowe pełne słońca drogi, że zrywa z tym, co w ustroju jej było złe, niesprawiedliwe i zgubne, co podawało ją bezbronną w haniebne jarzmo nieprzyjaciela. Była to naprawdę rewolucja, przewrót stanowczy w życiu wewnętrznym narodu polskiego, ale rewolucja bezkrwawa, dokonana siłą ducha – nie przemocą, nie szablą i szubienicą, jak to było u innych narodów.

Marszałków Sejmu i posłów lud na rękach niósł do katedry, gdzie według starszeństwa przysięgę składano.
Z tysiąca piersi zabrzmiał potężny hymn: „Te Deum”, po czym wśród nowych owacji wrócili posłowie do Sali Obrad, by podpisać nowe uchwały, na które kazano przysięgać magistratom wszystkich miast w Polsce.

J. Ciepiełowski - Polskim Szlakiem nakładem Orbisu, Londyn.


Następny artykuł tutaj

Napisz do Redakcji