NavBar
nr. 2
VICTORIA, BC
Styczeń 2008
ARTYKUŁY

E. Caputa - Zupa z kamienia
Nasi poprzednicy „ugotowali zupę”, którą posilamy się do dzisiaj


I. Balanda - Sposób na pustkę
Nadszedł nowy rok. Kolejny nowy rok.


A. Binakaj - Powstanie Styczniowe
Sięgając do wielkich wydarzeń historycznych, na styczniową refleksję


Lala Koehn - O zamarźniętych śnieżyczkach
Hen gdzieś tam daleko jest dolina zakopana głęboko w górach


E. Kamiński - Raj niezadowolonych
Rzecz to niesłychana!


K. Piechnik - Book Fragment
Don’t Forget to Laugh and Sing


E. Kamiński - Jak napisać coś mądrego
Od czasu, kiedy pojawił się pierwszy numer pisemka „Strony”


HUMOR - Sczyt szczęścia
Gdy NKWD zapuka do drzwi


A. Zieliński -Fotografie


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, komiks...


INFORMACJE LOKALNE


Fragment from the book by Krystyny Piechnik „Don’t Forget to Laugh and Sing”
(
wersja w języku polskim poniżej)

On August 12, 1949 I walked off the ship onto Pier 21 with my sister and stopped onto Canadian soil in Halifax, Nova Scotia. I saw my document being stamped, Landed Immigrant and I heard a smiling official say, “Welcome to Canada!”

Suddenly, such apprehension and joy overwhelmed me! I have a country! I can make a home here. I am young and with god’s help and my survival’s will I can make it happen! Zosia and I looked at each other and I could read in her blue eyes and smiling face the same elation and determination.

Train from Halifax The Immigration Hostel near Montreal transported us for a few days. From there immigrants were send to various cities to work. Most of my friends were assigned to Ontario and Quebec homes. Now our turn came to go to the office and find out where we were being sent. They showed us a tiny spot on the map: Victoria, British Columbia.

“It’s on the other end of Canada! The Pacific Ocean! It’s too close to Russia; please don’t send us there!” I begged.

The immigration officer and his clerk started to laugh.

“You don’t know what we went through to get out of there and now you want to send us so close to the Ruskis?” I asked incredulously.

“Oh no! Girls, please don’t be afraid. The Russians won’t get to Canada. The won’t harm you here. We’ll make sure of that!” and they laughed some more.

We were not reassured by their worlds, but we had no choice. They also assigned Mrs. Bronice S., a lady from our town in Lebanon, to work in Victoria. She took us under her wing as we travelled by train across Canada to Vancouver, British Columbia> Ms.Bescoby, from the Ministry of employment, also travelled with us all the way to the West Coast and then by ferry to Victoria’s Inner Harbour.

Our employers waited for us in the building that now houses the royal London Wax Museum in the Inner Harbour. Sophie was to work for a family in Oak Bay, Mrs. Bronice S. was taken to a family in Cadboro Bay and I was sent to work for a family near Thetis Lake. All three of us hugged and cried before we parted. Our employers exchanged phone numbers and promised to help us keep in touch with one another.


Fragemnt z książki Krystyny Piechnik „Don’t Forget to Laugh and Sing

12 sierpnia 1949 roku moja siostra Zosia I ja zeszłyśmy z pokładu statku na Pier 21 I po raz pierwszy postawiłyśmy stopę na kanadyjskiej ziemi w Halifaxie, stolicy Nowej Szkocji. Zobaczyłam uśmiechy na ustach urzędników przybijających pieczęcie na moich dokumentach emigracyjnych. Jeden z nich powiedział: „witamy w Kanadzie.”

Nagle poczułam wzruszenie i radość. Mam wreszcie swój kraj! To będzie mój dom. Z boża pomocą i moja determinacją zrobię wszystko by tak właśnie było. Zosia i ja popatrzyłyśmy na siebie. Z jej niebieskich oczu i uśmiechniętej twarzy wyczytałam radość i determinację.

Z Halifax przewieziono nas do hotelu dla emigrantów nie daleko Montrealu, gdzie spędziłyśmy parę dni. Z stamtąd emigranci rozsyłani byli w rożne miejsca do pracy. Większość moich znajomych zostało odesłanych do pracy w Ontario i Quebek. W końcu, gdy przyszła nasza kolej, urzędnik pokazał nam na mapie mały punkt: Victoria, Brytyjska Kolumbia.

„To po drugiej stronie Kanady! Nad Pacyfikiem! To zbyt blisko Rosji. Proszę nie posyłajcie nas aż tam!”, Błagałam.

Urzędnik emigracyjny i jego pomocnik zaczęli się śmiać.

„ Nie wiecie chyba, co myśmy przeżyli, aby się z tamtą wydostać, skoro chcecie nas posłać znowu w pobliże Ruskich?” Zapytałam z niedowierzaniem.

„ Proszę, dziewczyny, nie bójcie się. Rosjanie nie wejdą do Kanady. Nie zrobią wam tu krzywdy. Postaramy się o to!”, I obaj dalej się śmiali.

Ich słowa nas nie przekonały, ale nie miałyśmy wyjścia. Także pani Bronice S., kobieta, która przebywała w tym samym, co my mieście w Libanie, wysłana została do Victorii. Opiekowała się nami podczas podróży pociągiem przez całą Kanadę, do Vancouver w Brytyjskiej Kolumbii. Towarzyszyła nam również w tej podróży aż do zatoki w centrum Victorii, panna Bescoby, urzędniczka z Ministerstwa Pracy.

Nasi pracodawcy czekali na nas na dworcu morskim, który mieścił się w gmachu dzisiejszego Królewskiego Muzeum Figur Woskowych. Zofia została wzięta do pracy przez rodzinę w Oak Bay.. Pani Bornice trafiła do domu w Cadboro Bay, a ja trafiłam do rodziny mieszkającej w pobliżu Thetis Lake. Przed rozstaniem były uściski i płacz. Nasi pracodawcy wymienili numery telefonów i obiecali pomoc nam w utrzymywaniu kontaktów.

Kontakt