NavBar
nr. 2
VICTORIA, BC
Styczeń 2008
ARTYKUŁY

E. Caputa - Zupa z kamienia
Nasi poprzednicy „ugotowali zupę”, którą posilamy się do dzisiaj


I. Balanda - Sposób na pustkę
Nadszedł nowy rok. Kolejny nowy rok.


A. Binakaj - Powstanie Styczniowe
Sięgając do wielkich wydarzeń historycznych, na styczniową refleksję


Lala Koehn - O zamarźniętych śnieżyczkach
Hen gdzieś tam daleko jest dolina zakopana głęboko w górach


E. Kamiński - Raj niezadowolonych
Rzecz to niesłychana!


K. Piechnik - Book Fragment
Don’t Forget to Laugh and Sing


E. Kamiński - Jak napisać coś mądrego
Od czasu, kiedy pojawił się pierwszy numer pisemka „Strony”


HUMOR - Sczyt szczęścia
Gdy NKWD zapuka do drzwi


A. Zieliński -Fotografie


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, komiks...


INFORMACJE LOKALNE


Edward Kamiński

Raj niezadowolonych mieszkańców

   Rzecz to niesłychana!  Victoria, miasto ogrodów przyciągające turystów z najdalszych zakątków świata,  mekka Kanady, w której tak wielu chciałoby zamieszkać. W rankingu miast, których mieszkańcy zadowoleni są z życia, znalazła się na ostatnim miejscu.

1. Saint John, N.B 
2. Quebec City  
3. Charlottetown   
4. Moncton, N.B.  
5. Kitchener,Ont.  
6. St. John s, N.I. 
7. Saskatoon  
8. Regina  
9. Winnipeg        
10. Halifax 
11. Vancouver   
12. Edmonton 
13. Ottawa-Hull     
14. Toronto
15. Hamilton
16. Montreal
17. Calgary
18. Victoria
 

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Canadian Institute for Advanced Research, większym zadowoleniem mieszkańców odznaczają się miasta  o ustabilizowanych więzach sąsiedzkich, o wyższym zaangażowaniu społeczności w lokalne życie i o większym stopniu wzajemnego zaufania.  Są lepszym miejscem do życia.  Nie można temu zaprzeczyć.  Klimat mniejszych skupisk  jest naturalnie bardziej sąsiedzki, gdzie wszyscy się znają, każdy wie, co sąsiad gotuje, i ludzie czują się bezpieczniej.  W pierwszej dziesiątce miast nie znalazły się nawet tradycyjnie preferowane Vancouver i Toronto.   Sam tylko ruch miejski w tych wielkich aglomeracjach, w porównaniu np. z Charlottetown, sprawia wrażenie, jakby wszyscy naraz wylegli na ulice we wrogich zamiarach.

Oczywiście każde z badanych miast ma swój szczególny charakter.  Z punktu widzenia dobrego sąsiedztwa  ostatnie miejsce Victorii można wytłumaczyć nienotowaną dotąd rozbudową dzielnic miasta.  Do nowych domów przeprowadzają się  miejscowi mieszkańcy.  Tam spotykają się z przybyszami z innych prowincji, zachęconymi łagodnym klimatem i urodą miasta.  Na nawiązanie sąsiedzkich stosunków potrzeba czasu i  na tym wytłumaczeniu można by poprzestać. Powody zadowolenia społeczeństwa są jednak o wiele bardziej złożone.  Dla dopełnienia obrazu należy również powiedzieć o ogólnych ważkich przyczynach niezadowolenia nie tylko  w naszym mieście, ale i w całym kraju.

   ***

Przeszło ćwierć wieku temu Kanada – tu, jak i na  świecie – była postrzegana jako kraj dobrobytu, wolności obywatelskiej, porządku, poszanowania prawa i pokojowych intencji. Dla nas, przybyszów z Polski,  gdzie obcy usiłowali  narzucić nam „najszczęśliwszy z ustrojów” na świecie, a nie potrafili nawet zapewnić papieru toaletowego, Kanada, Kolumbia Brytyjska, wyspa Vancouver z Victorią były snem na jawie: łagodny klimat, piękno  przyrody, wspaniałe plaże, lasy i góry, uroda miasta. Trudno było sobie wyobrazić, że gdzieś na ziemi może być piękniej i lepiej.   Na początku trzeba było wiele czasu by nie okazywać zdumienia tym, że ludzie uśmiechają się do siebie i pozdrawiają, że jest czysto, że nie ma skrajnej biedy, że nikt nie musi obawiać się życia z jałmużny, że każdy w potrzebie ma prawo do zasiłku, że bez obawy można spacerować po północy, że urzędnik załatwia naszą sprawę pomyślnie, a nie odsyła z kwitkiem, że od policjanta bardziej spodziewamy się pomocy niż mandatu, że, że… Można by mnożyć.  Był to czas fascynacji i porównań – tu i tam.   Były też zastrzeżenia.  Przesiąknięci od najwcześniejszych lat życia polityką, nie mogliśmy się pogodzić z brakiem zainteresowania zwykłych ludzi tą dziedziną. Od decyzji ideologicznych nad Wisłą zależało wszystko, nawet czy dowiozą do sklepów kiełbasę. Tu zbywano nas krótko: It is not our business,  od tego mamy polityków.  Z typową dla nas, przybyszów, podejrzliwością komentowaliśmy w duchu: Dajcie im władzę, a oni już was urządzą.  Względny dobrobyt  ma to do siebie, że ludzie zadowoleni nie dostrzegają zła, które pełzając powoli, wciska się wszędzie tam, gdzie uśpiona opinia publiczna pozwoli.

Co nam zostało z tych lat?  Wiele, bo Kanada wciąż jest jednym z najbogatszych i najbardziej przyjaznych krajów świata.  W powszechnym odczuciu jest jednak gorzej.  Na całym świecie, państwa są coraz słabsze, dotyczy to i Kanady.  Rewolucja technologiczna wraz z rozwojem środków łączności sprawiła, że gospodarka świata wymknęła się spod kontroli państwa.  Rozwinęły się siły globalne, dla  których władza terytorialna nie istnieje.  Wielkie spółki finansowe funkcjonując ponad rządami,  osłabiły władzę centralną kraju.  Jaki to ma związek z naszym życiem codziennym?   Odbiło się to na wielu płaszczyznach. Spójrzmy na skrajne przypadki.   Podczas gdy ceny oleju rosną nieustannie, przemysł samochodowy ociąga się z produkcją  oszczędnych  silników. Usiłuje osiągnąć największe dochody z raz skonstruowanych pożeraczy benzyny.  Ignoruje  naciski rządu, bo może swobodnie przenosić całe linie produkcyjne do krajów z tańszą siłą roboczą.  Przemysł olejowy również zainteresowany  jest większym zużyciem paliwa. Firmy, które przeniosły już swoją produkcję w inne rejony świata,  pozostawiły bez pracy tysiące pracowników.  Dla wielu jest za późno na zmianę kwalifikacji.  Prawie jedna trzecia kanadyjskiej siły roboczej zepchnięta została do part-time jobs, krótkoterminowych kontraktów, nisko opłacanych dorywczych zajęć.   Towary produkowane gdzieś za centy zalewają rynek, osiągając tu niewspółmierne ceny.  Zagrażają równowadze między eksportem a importem, ale szybko wzbogacają coraz silniejsze korporacje. 

W statystyce średnia dochodów jest imponująca, gdy szef wielkiego biznesu zarabia miliony, a jego pracownik podstawowe minimum.  Przeciętna rocznej pensji szefów stu największych korporacji w Kanadzie (wg ostatniego raportu The Centre for Policy Alternatives) to 8,5 miliona dolarów. W ciągu 8 godzin pracy w dniu 3 stycznia br. każdy z nich zarobił 39996 dolarów, tyle ile średnio pracownik w ciągu roku. Czy naprawdę są warci aż tyle, czy też my na dole finansowym aż tak mało? Oczywiście tak skrajne różnice dochodów to ważki powód do niezadowolenia.

W osłabionych rządach następuje spadek prestiżu polityków. Wielkie umysły i autorytety nie garną się do pyskówek parlamentarnych. Wybierają godniejsze formy działalności. Coraz mniej jest mężów stanu, a więcej  osób przypadkowych i zwykłych graczy, chętnych do zbicia własnego kapitału. Narażeni na zaszczyty i honory parlamentarzyści do następnych wyborów są niemal nierozliczani z działań.  

Afery korupcyjne – choćby ostatnia związana  z przyjęciem łapówki 300 tysięcy dolarów przez byłego premiera Kanady – obrazują stopień upadku autorytetu polityków.  Zatajenie w zeznaniach podatkowych „drobnej” dla niego kwoty nazwał...  pomyłką.  Ktoś inny, mniej ważny, za kilkaset dolarów dostałby wyrok sądowy.

Na naszym prowincjonalnym podwórku Kolumbii Brytyjskiej przykładem nieudolności rządu jest np. ostatni projekt nowego podatku 3,5 centa od  każdego litra benzyny (docelowo 24 centy w roku 2030).  Skądinąd  słuszny to projekt, bo ma nakłonić kierowców do jazdy oszczędnymi samochodami, mniej zanieczyszczającymi atmosferę.  Jednak nim wyniki działania mechanizmu rynkowego będą widoczne, kompanie olejowe i samochodowe solidnie się obłowią. Całe obciążenie znów spadnie na użytkowników samochodu, wciąż podstawowego środka transportu.  Trzepnąć po kieszeni konsumenta jest łatwo. Już kilka razy podnoszono podatek od benzyny. Zawsze przyświecał temu szczytny cel. Jeden z nich miał przysporzyć milionów dolarów na poprawę i rozbudowę dróg. Pieniądze „rozmyły” się w ogólnym budżecie – ani pieniędzy, ani dróg nie widać. Pewnie i tym razem posłużą do pokrycia kilkuset milionów dolarów zwiększonych kosztów źle obliczonej inwestycji rządowej – Centrum Konferencyjnego w Vancouver. 

Korzyści finansowe płynące z  władzy na wszystkich szczeblach administracyjnych potęgują nieufność społeczeństwa. Oto  władze miejskie Victorii w ostatnich  trzech latach zwolniły bez podania przyczyn dziewięciu pracowników administracji, wypłacając im łącznie 1,7 milionów dolarów odprawy. Niektórzy z nich po pięciu i pół latach pracy otrzymali 235 tysięcy zadośćuczynienia. Oczywiście wszystko to zgodnie z ustalonymi przez władzę przepisami. W tym samym mieście, w prywatnym przedsiębiorstwie można zwolnić zwykłego pracownika bez odprawy.

Jednym z podstawowych obowiązków władz prowincjonalnych i lokalnych jest zapewnienie mieszkańcom bezpieczeństwa. Jest to poważny problem całego kraju, wymagający obszernego omówienia. Dość wymienić przypadki łamania prawa i porządku publicznego w naszym mieście. Średnio każdego tygodnia policja ma do czynienia z 25  napadami z pobiciem, z 3 rabunkami, 40 włamaniami, 60 okradzeniami  samochodów i 7 kradzieżami samochodów, 20 kradzieżami w sklepach, 4 przpadkami użycia broni i z 20 różnymi szkodami spowodowanymi m.in. wandalizmem. 90 procent przestępstw związanych jest z narkotykami. Policja notuje wzrost wandalizmu, zakłóceń porządku i przestępstw w śródmieściu w godzinach nocnych, popełnianych przez narkomanów, alkoholików i bezdomnych. 

Ogólnie, władza duża czy mała, niekontrolowana opinią społeczną, prędzej czy później ulega erozji. Obwarowuje się paragrafami, tajemnicą państwową lub służbową, zapomina, komu służy. Pierwszym najważniejszym posunięciem rządu są zwykle podwyżki  ministerialnych uposażeń. Tak było też po ostatnich wyborach prowincjonalnych w Kolumbii Brytyjskiej. Miały jakoby przyciągnąć do rządu wybitne mózgi.  Kilkadziesiąt tysięcy dolarów więcej nie rozjaśniło z dnia na dzień  horyzontów nowo wybranych parlamentarzystów. Wyborcom zostało natomiast pytanie, co mózgi te wymyśliły?  Nowe podwyżki? 

W atmosferze napięć, zagrożenia  i nieufności rodzi się ogólne rozprzężenie rzutujące na wszystkie dziedziny życia w mieście. Nawet na czystość i porządek. Obwinianie o to wyłącznie polityków kłóci się z zasadą fair play. Część winy leży po stronie społeczeństwa. Wprawdzie znacznie mniej jest dziś głoszących: It is not my business,  ale wciąż jeszcze dużo tych, dla których hokej jest ważniejszy od lokalnych problemów.  Część potencjalnych wyborców w przekonaniu, że nic nie da się zmienić, głosuje na pierwszego z brzegu kandydata, albo i nie głosuje. Powiększa się więc w naszych przedstawicielstwach liczba osób niesprawdzonych i przypadkowych. Wszelka krytyka po czasie jest wołaniem na puszczy – do następnych wyborów.   

Kontakt