NavBar
nr. 2
VICTORIA, BC
Styczeń 2008
ARTYKUŁY

E. Caputa - Zupa z kamienia
Nasi poprzednicy „ugotowali zupę”, którą posilamy się do dzisiaj


I. Balanda - Sposób na pustkę
Nadszedł nowy rok. Kolejny nowy rok.


A. Binakaj - Powstanie Styczniowe
Sięgając do wielkich wydarzeń historycznych, na styczniową refleksję


Lala Koehn - O zamarźniętych śnieżyczkach
Hen gdzieś tam daleko jest dolina zakopana głęboko w górach


E. Kamiński - Raj niezadowolonych
Rzecz to niesłychana!


K. Piechnik - Book Fragment
Don’t Forget to Laugh and Sing


E. Kamiński - Jak napisać coś mądrego
Od czasu, kiedy pojawił się pierwszy numer pisemka „Strony”


HUMOR - Sczyt szczęścia
Gdy NKWD zapuka do drzwi


A. Zieliński -Fotografie


ROZMAITOŚCI
Fraszki, wierszyki, komiks...


INFORMACJE LOKALNE


LALA KOEHN

O ZAMARZNIĘTYCH ŚNIEŻYCZKACH

Hen gdzieś tam daleko jest dolina zakopana głęboko w górach. I jak każdej wiosny, halniak, który przesypiał każdą zimę w jaskini, obudził się, ziewnął od perci do perci, aż echo otrzęsło lawiny i puścił się po nagich skałach na regle, wyrywając w beztroskiej rozpuście olbrzymie jodły i świerki, rozrzucając je po stokach i pastwiskach jak zapałki z pudełka. Zerwał kilka dachów z juhasowych szałasów, rzucił kilka w przepaść, z niektórymi zawrócił hen na same szczyty i zwalił je gdzieś, gdzie tylko orzeł i jastrząb mieszkają. Zadyszany poleciał w dolinę odpocząć. Nadymał policzki, dmuchając i dmuchając. Pod jego ciepłym oddechem śnieg zaczął topnieć w oczach, śnieżyczki i krokusy wystawiły ciekawie główki spod śniegowej kołderki. Zapachniało jodłami, mchem i kwiatami. Powietrze napełniło się świergotem ptaszków, dźwiękiem dzwonów kościelnych wzywających ludzi na Msze Święte. Wesołe piosenki juhasów, przygotowujących beczące owce do wypędu na hale, rozniosły się po polach. W taki wiosenny dzień, w taki właśnie wiosenny dzień,

szedł sobie jeden ceper przez pola, z ciupagą i plecakiem na grzbiecie, w stronę najbliższej chałupy, aby wypytać gazdów o najlepszą i najkrótszą drogę do jaskini, w której halniak zimował. Brnąc po płatach topniejącego śniegu, zobaczył zieleniące się łąki upstrzone śnieżyczkami. Żal mu się zrobiło biednych kwiatków, zbielałych i drżących z zimna i zaczął je zbierać pakując do plecaka. Postanowił zawrócić i zanieść je d swojego domu, aby się ogrzały. Po powrocie otworzył plecak na kuchennym stole, bo w kuchni było zawsze najcieplej, poszedł po duży dzban, by je wsadzić do wody. Gdy wrócił wszystkie kwiaty były martwe. „Zamarzły” od nadmiaru ciepła. *

Rys. Halina Kostyra -Kopkowicz


Lala Heine - Koehn

Gdzie jest twój ojciec?

Jak dziś widzę ojca z rozpostartymi ramionami,
przytula się do stogu
świeżo skoszonej trawy, z oczami przymkniętymi w uśmiechu
z promieniem słońca na czole, z ustami lekko
rozchylonymi. Może odurzony narkotyczną won schnącego siana.
może myślami o moich dwóch braciach i o mnie, bo czasem, bo czasem
nie pamiętał ile nas jest.

Mój starszy brat poważny, zamknięty w sobie,
może już wtedy przygotowywał się by podtrzymać rodzinna tradycje i pójść w ślady ojca dziada i pradziada
i zostać lekarzem; i ja mała dziewczynka z głowa pełna psot i figli i włosami białymi jak len o oczach błękitem przesłaniającym drobną twarz.
I ten trzeci o oczach leszczyny,
Jak ten chłopiec u stop Wernyhory, jasnowidzącego wieszcza, którego mistrz Matejko malował przed wiekiem.

Ileż stogów stanęło u stop Tatr od tego czasu?
Ile jeszcze stanie?
I przy każdym stać będzie ojciec,
obejmujący ramionami zapach moich wspomnień.

Kontakt