nr. 18
VICTORIA, BC,
marzec 2010
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

Ewa Caputa - W zawieszeniu
Dom Polski po walnym zebraniu

Edward Kamiński

Pomnikowe dylematy

Zegarek z wodotryskiem temu,  kto domyśli się, co ma wspólnego Vancouver z małym, powiatowym miasteczkiem polskim – Ostródą w Województwie Warmińsko-Mazurskim. 

Vancouver – prawie 3 milionowa metropolia – perła zachodniego wybrzeża Kanady, miejsce  ostatniej olimpiady zimowej.    Mała Ostróda zaledwie  33.4 tysiące mieszkańców – perła turystyczna Mazur, miejsce ogólnopolskich festiwali muzyki młodzieżowej.   Vancouver  wielki port na Pacyfiku. Ostróda – mały port jednej z najpiękniejszych dróg słodkowodnych Europy, Kanałem Elblądzkim i  pojezierzem Iławskim.  Tu perła i tam perełka. Tu ślicznie  i tam pięknie.  

Można jednak powiedzieć: co ma piernik do wiatraka.    Przymiotniki obu miejscowości, oddalonych od siebie o kilkanaście tysięcy kilometrów, trudno sensownie objąć wspólnym mianownikiem.   Nie w tych porównaniach leży, więc sedno rzeczy.  

Obie miejscowości łączą ostatnio podobne wydarzenia i zbliżone na nie reakcje mieszkańców. Rzecz trzeba zacząć od przypomnienia odległej historii, kiedy to w 1410 roku pod Grunwaldem stoczona została jedna z największych bitew w historii średniowiecznej Europy. Wspólne siły polskie, litewsko-ruskie, oddziałów czeskich, mołdawskich i tatarskich, pod dowództwem polskiego króla Władysława Jagiełły rozgromiły ostatecznie potęgę Zakonu Krzyżackiego.  Tyle o historii.  Można jeszcze dodać, że co roku w rocznicę bitwy bractwo rycerskie z całej Europy  odgrywa pod Grunwaldem inscenizację walk.

Grunwald leży około 25 km od powiatowego miasteczka Ostróda.  I tu zaczyna się właściwy wątek „wspólnego mianownika”.  W ubiegłym miesiącu, 19 lutego, radni Ostródy mieli zdecydować czy tamtejszy pomnik, postawiony za czasów PRL-u  ku chwale Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, przerobić na Pomnik Bitwy po Grunwaldem.   Monument nie wymaga wielkich zmian.  Ma już dwa miecze i orła, któremu trzeba dorobić koronę.  (Wielki Mistrz Zakonu, Ulrich von Jungingen posłał  królowi polskiemu dwa miecze, żeby miał czym walczyć i nie ociągał się  z bitwą.)

Będzie to trzeci już pomnik w Ostródzie, który zmienił adresata.  Tuż po zakończeniu II Wojny Światowej, Pomnik Żołnierza Pruskiego przemianowano na Tadeusza Kościuszki, a po dołączeniu  Polski do Unii Europejskiej, Pomnik Trzech Cesarzy zamieniono na Monument Jedności Europejski.

Ostatecznej decyzji jeszcze nie znamy, ale już sam zamiar radnych z Ostródy przerobienia pomnika MO i SB na Grunwaldzki wywołał burzę wypowiedzi w Internecie.  Niektóre z nich przytaczam za Polskim Radiem:

- Super pomysłowi radni. Jakoś najtrudniej wyobrazić sobie przeróbkę Prusaka na Kościuszkę. (ant)

-  Pomników nie powinno się przerabiać bez względu na to, co lub, kogo przedstawiają.  Historii należy uczyć się.  Są one częścią kultury i martyrologii narodu. Decyzję o przeróbce trudno nazwać inaczej jak wandalizmem i kretyństwem.  A lokalnych radnych przeprowadzających takie zmiany, zasługujących na miano idiotów i debili, należy zastąpić normalnymi ludźmi, których mam nadzieję w Ostródzie nie brakuje. (Waldek)

-  Waldek, to może jeszcze paru Leninów, Stalinów i Hitlerów odświeżyć i powystawiać?  Niech młodzież składa kwiaty. (jas)

Pomnikowe dylematy to temat zapalny, budzący wiele emocji i kontrowersyjnych opinii.   Warty jest dyskusji i rozsądnych decyzji.  Łatwo, bowiem doprowadzić do zupełnej dewaluacji uznanych wartości historycznych wydarzeń i związanych z nimi wielkich postaci, tak jak to ujął w swej fraszce niezrównany Jan Sztaudynger:

Tu leży wieszcz
Przechodniu nie szcz  

Przenieśmy się, więc na ulice i miejsca publiczne  w Vancouver,  gdzie w ramach Międzynarodowego Biennale Rzeźby Artystycznej ustawiono dziewięć eksponatów. Galeria wystawiennicza na ulicach miasta to ciekawa, godna kontynuacji i poparcia  inicjatywa niekomercyjnej organizacji VISB. W zamierzeniu zaakceptowanym przez władze miejskie, jest coroczna ekspozycja  rzeźb i dzieł sztuki  wybijających się twórców.  W tegorocznym Biennale „psa pogrzebano” w prezentacji dwóch rzeźb pomnikowych.  Pierwsza  to ustawiona na przeciw konsulatu chińskiego,  w formie munduru (bez głowy), wodza rewolucji chińskiej, towarzysza Mao Tse Tunga.  Obrzucana jajami stała się obiektem niewygodnym.  Konsulat kierując się względami wątpliwej propagandy, czy też z powodu nadmiaru jajecznicy w pobliżu, opowiedział się za usunięciem rzeźby.   Drugie dzieło sztuki to olbrzymia głowa Lenina z balansującą nad nią towarzyszką  Mao, co dziwne, z twarzą towarzysza Mao. Aczkolwiek nie  należy odbierać twórcom (bracia Zhen i Qiang Gao) prawa do wolnej interpretacji artystycznej, to nie można pominąć faktu, że ich wizja artystyczna poszła w lud i wróciła czkawką.  Z miejsca, jak przysłowiowy kij w mrowisku wzbudziła wrzenie wśród lokalnej społeczności – zlepka wielu grup narodowościowych. Można było się tego spodziewać, bo obie postacie uznane są nie tylko jako kontrowersyjne, ale w wielu krajach na świecie jako zbrodnicze.  I tak oto poza artystyczne impresje przeniosły się na grunt politycznej  animozji, na argumenty okraszone publicznym słowem i pyskówki.

W zależności od kraju pochodzenia emigrantów i wyniesionych   stamtąd doświadczeń reżimu komunistycznego, reakcje są skrajnie różne.   Chińczycy z najbiedniejszych  warstw, którzy nic nie posiadali, uważają, że na rewolucji towarzysza Mao zyskali, więc bronią   pomnika zaciekle.  Oskarżają Kanadyjczyków o ignorancję, i o to że wiedzę o historii Kraju Środka czerpią z bzdurnych książek.  Ci natomiast zamożniejsi i wykształceni, jak to zwykle w rewolucjach, poszli z torbami, odżegnują się od takich dzieł sztuki.  

Niektórzy przybysze z Indii i nasi rodzimi Indianie, z okazji pyskówek stwierdzili, że  należałoby zacząć od usunięcia wizerunku królowej Victorii na kanadyjskich banknotach i bilonie.  Za jej panowania, bowiem podbito i skolonizowano Indie i podporządkowano Imperium Brytyjskiemu Północną Amerykę.  Proponowano też sarkastycznie postawienie pomników Idi Amina, Al Capona, Fidela Castro i Stalina.

Pomniki kontrowersyjnych postaci można  napotkać w wielu miastach USA. W Seattle blisko 6 metrowy pomnik Lenina z brązu stoi przed budynkiem Fremont Chamber of Commerce.  Przywieziony został ze Słowacji po upadku ZSRR.  Lewis Carpenter, nauczyciel  ze Seattle znalazł go na złomowisku i na zakup oraz transport monumentu zapożyczył się w banku. Carpenter zginął w 1994 roku w wypadku samochodowym i dopiero po roku od jego śmierci ustawiono Lenina przy akompaniamencie sprzeciwów.  Jamie Glazov, pochodzenia rosyjskiego skomentował to w Internecie słowami:  Można sobie wyobrazić kogoś, kto przeżył obóz oświęcimski i zobaczył gigantyczną rzeźbę Hitlera w swoim mieście.  Można sobie wyobrazić jego protesty i oskarżenie go, że nie docenia artystyczngo dzieła.  W Nowym Jorku, wielka postać Lenina spogląda  na przechodniów z luksusowego wieżowca o nazwie „Czerwony Plac”, jak w Moskwie.  Ma też swego Lenina Las Vegas, naprzeciw restauracji  „Red Square”.   Musiał wzbudzać gwałtowny sprzeciw, skoro utracił głowę.  Podobno głowa przechowywana jest w restauracyjnej spiżarni.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji