NavBar
nr. 15
VICTORIA, BC,
grudzień 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

Ewa Caputa - Akt Dobroczynności
Wigilijny posiłek dla bezdomnych

spotkanie z Ewą Stachniak

fragment najnowszej powiesci polsko-kanadyjskiej pisarki

Ewa Caputa - W nowych rękach
polski sklep delikatesowy w Victorii


Ewa Korzeniowska - Tradycja
polskiej Wigilii...


fotoreportaż - Wieczerza Wigilijna
w Polskim Domu w Victorii


Edward Kamiński - Małpie Początki
z okazji roku Darwina


Rozmaitości


NADCHODZĄCE IMPREZY

Zabawa Sylwestrowa

Projekcja filmu Popiełuszko

Ewa Korzeniowska

Tradycja

W mallach od końca listopada słychać amerykańskie kolędy, a zrelaksowani klienci ciągle w sandałach, jakby nie chcieli poddawać się sezonowi, ocierają się o plastikowe drzewka. Pierwszego grudnia przez ulicę miasta maszeruje świąteczna parada, ktorej przewodzi Coca Cola man, czyli Santa i donośnie wołajac Ho! Ho! Ho! otwiera świąteczny festiwal. Na gmachu parlamentu i stojącej przed nim ogromnej sekwoi zapalają się kolorowe światełka. Widać ich coraz więcej na innych budynkach i jachtach cumujących w przystani a w oknach domów pojawiają się choinki. Kwestarze z Armii Zbawienia dzwonią do sumień tych szczęśliwszych, którzy mają więcej; w sklepach panuje świąteczny nastrój wymierzany szelestem plastików przesuwanych przez kasowe urządzenia. Narasta świąteczne napięcie coraz bardziej nerwowo odliczane czasem, który pozostał do wypełniania światecznego rytuału zakupów. A gdy wreszcie nadchodzi wielki dzień z ulgą uciekam od stresów komercjalnej świętości 'christmas', w świętą noc Bożego Narodzenia

Bóg się rodzi moc truchleje... śpiewają Poznańskie Słowiki. Słucham polskich kolęd dopiero w Wigilię. To dzieki starym, dobrze znanym pieśniom, czuję że zaczynają się święta. Wyciągam z koperty opłatek i wiem, że choć tak odmienne od wszystkich minionych, święta Bożego Narodzenia będą spokojne i dobre. Dzięki opłatkowi przysłanemu z Polski będą to święta z bliskimi i tu i z tymi w kraju. I jak zwykle przepelnione będą tęsknotą do baśni dzieciństwa...

...

Szeroko otwarte oczy napawają się ferią kolorów. Na choince mienią się ozdoby, a w blasku świec wirują złociste kulki owiane rodzinną legendą.

.

Ubieranie choinki to coroczny rytuał tuż przed wigilijną wieczerzą. Tato ustawia drzewko, a babcia Łucja przynosi z piwnicy pudełka z ozdobami, zwykle jest kilka osob, piją ciepłe wino z korzennymi przyprawami – to stara tradycja w mojej osiadłej od wielu lat w Toruniu flisaczej rodzinie.

.

Babcia otwiera solidne tekturowe pudelko i zaczyna się opowieść o tym jak jej córka, a moja mama w 1945 roku, w dzień gdy z Torunia uciekli Niemcy, a Rosjanie jeszcze nie wkroczyli pobiegła do stojących nad Wisłą poniemieckich magazynów. Gdy inni wynosili żywność i jakieś cenne zdobycze, ona wynosiła z wrogich magazynów pudełka z choinkowymi ozdobami, bo były takie piekne!

.

Wigilijne aromaty, zapach choinki, od barw i blasków iskierki radości w sercach; kuszą wzrok tajemnicze paczuszki. Na wielkim stole biały obrus, pod nim garść siana, świateczna kremowa porcelana ze złoconym brzegiem; wzrok przyciagają talerze pełne świątecznych łakoci: czekolada, pierniki, figi, daktyle, orzechy i ... złote pomarańcze w cieniutkich bibułkach z egzotycznymi obrazkami.

.

Wigilia w domu babci Łucji miała w sobie mieszczańską magię. I gdy kilkanaście osób siadało do wigilijnego stołu, babcia brała w ręce mały złoty talerzyk z opłatkiem, łamała kawalek, a potem podawała go dalej. Gdy już wszyscy mieli po kawałeczku świętego chleba, babcia wygłaszała świateczne życzenia, a po niej czynili to kolejno wszyscy zebrani przy stole. I wtedy zaczynała się wigilijna wieczerza, złożona z dwunastu postnych potraw jadanych raz do roku. Każda z nich przygotowywana według starych przepisów z przedwojennego zeszytu. Był w nim przepis na zupę migdałową – może pływając barkami i rozwożąc po Europie kolonialne towary łatwiej było o migdały niż o buraki?

No więc wieczerza zaczyna się od zupy migdałowej, zagryzanej wytrawnymi piernikami. Ten poświęcony w kościele piernik był w tamtym domu jak oplatek.

W domu u drugich dziadków choinka była skromna, przystrojona jabłkami i długimi kolorowymi łańcuchami z błyszczącego papieru, na jej czubku srebrzyła się betlejemska gwiazda. „Jabłko to symbol Adama i Ewy, łańcuch symbolizuje niewolę ojczyzny, tak mowiła babcia Wanda, a dziadek Tadeusz oglądając ze mną drzewko opowiadał, że choinka to niemiecki wymysł, bo kiedyś wieszało się w Polsce stroiki u powały, zrobione ze słomy i kolorowych papierków, jemiołę i jodłowe gałazki, a w kątach ustawiało się snopki. Nikt nie wycinał lasu dla ludzkiego kaprysu (wtedy jeszcze nie hodowano na skalę przemysłową świątecznych drzewek).

Święta u dziadków były skromniejsze, ale opłatek był wysmarowany miodem – na szczęście. Wszyscy składali sobie życzenia wstając od stołu i sciskając się wzajemnie. „Czy wiecie, że słowo opłatek pochodzi od łacinskiego oblatam, czyli dar ofiarny? – mówił uroczyście dziadek sadowiąc się przy stole. „ dzielenie się opłatkiem to polska tradycja znana od XV wieku, powszechna już w XIX wieku, tylko na Mazurach i części Pomorza nieznana do początków naszego stulecia, ale później i tam została przyjęta. Również przez religię prawosławną. Wyznawcy prawosławia dzielą się prosforą czyli chlebem pieczonym w cerkwi. To pod polskim wpływem. Dawniej najważniejszą potrawą Wilii, jak sie mowiło w domu naszych rodziców, w ktorym zachowały się tradycje ze wschodniej Polski, było socziwo, albo kutia, czyli pszenica z makiem i miodem."

Kutia - od niej zaczynała się wieczerza w domu dziadkow, po niej następowało jedenaście potraw, odmiennych od tych w domu babci Łucji. Odmienne też były prezenty pod drzewkiem, bo u dziadków zwykle pod drzewkiem dla każdego była książka. „wiedza to dar, tak wielki jak dary, które przynieśli małemu Jezusowi Trzej Krolowie w ofierze, to jako symbol tych darów dajemy sobie upominki w Boże Narodzenie – zwykle mówiła babcia Wanda.

Wszystko minęło. A pod nogami ciągle skrzypi śnieg. Nad Toruniem jaśnieją gwiazdy. Na wieży bazyliki Świętych Janów dzwoni potężnym głosem Tuba Dei, drugi po Zygmuncie nawiększy w Polsce dzwon. Dzwoni ogłaszając Narodziny Pańskie i wzywa na Pasterkę. Bóg się rodzi, moc truchleje... unosi się radosna pieśń pod gotyckie sklepienia toruńskiego nieba.

Jakże inaczej wyglądają dziś moje wigilie. Mało z potraw wigilijnych dzieciństwa przeszło do mojej kanadyjskiej tradycji, ale oprócz postnych, aczkolwiek niekonwencjonalnych dań jest piernik i od paru lat kutia. Jednak najważniejszy jest dla mnie tego wieczoru talerzyk z polskim opłatkiem.

Znikają powoli tradycje, nawet te najgłębiej wrośnięte w polską duszę i dlatego nie wolno pozwolić, by polskie Boże Narodzenie zmieniło się w 'christmas'. Wigilia to magiczny wieczór, podczas którego bliscy sobie ludzie spotykają się przy stołach i z pokojem w sercach, dzielą sie opłatkiem składając sobie życzenia. I choć w rożnych częściach świata o różnej porze zapala sie pierwsza gwiazda, to na każdym polskim stole, czy pod palmami, czy w zacisznym zimowym pejzarzu, niech nie zabraknie opłatka, ktorym dzielimy się, życząc sobie wszystkiego najlepszego, wesołych świąt Bożego Narodzenia i pomyślności w nadchodzącym roku. I niech pod polską choinką nie zabraknie książek.

Rys Elżbieta Szomborg

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji