NavBar
nr. 10
VICTORIA, BC,
marzec-kwiecień 2009

INFORMACJE 
LOKALNE
Nadchodzące imprezy, ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

E.Caputa - Nie Tylko ...
Prezes Polskiego Domu Jarka Piecuch


Edward Kamiński - Do czego zmierzał ten świat
o wynalazkach


Monika Kurc - AB OVO
O Wielkanocnych jajkach.


Włodzimierz Kowalewski - RADIO
Radio towarzyszy życiu każdego z nas...


T.S.B. - Mitoraj
Prace Mitoraja znajdują się w słynnych kolekcjach


Tadeusz Cieński - Los żołnierza
Wspomnienia weterana Wojny Bolszewickiej


Ewa Caputa - Sprawa Dziekańskiego
Polski immigrant zabity elektrycznym paralizatorem


FOTOREPORTAŻE

WOLUNTARIUSZE 
BIAŁEGO ORŁA

WALENTYNKI

MIGAWKI Z KONCERTU


ROZMAITOŚCI


Tadeusz Cieński

LOS ŻOŁNIERZA

(z pamiętników ojca)

... W nocy natknęli się na znaczne siły kozackie, od których udało im się uciec szczęśliwie bez strat. W jednej wsi zatrzymali się dla odpoczynku i zjedzenia czegoś, a kiedy z niej wyjeżdżali otrzymali ogień zza płotów. Popędzili więc konie i raptem twarzą w twarz spotkali silny patrol bolszewicki, który jednak zaraz zawrócił i zaczął uciekać. Ojciec widząc, że ich nie dogoni, zatrzymał Szpaczkę i zaczął strzelać z pistoletu.

„I oto po paru strzałach zobaczyłem jak jeden z umykających zsunął się z konia wpadając do rowu, gdy reszta zniknęła mi z oczu za zakrętem. Kapral Kreps, bardzo odważny i z dużą fantazją, podjechał pierwszy do Kozaka, zeskoczył z konia obrócił go i z daleka zawołał ‘pan porucznik diabła zabił!’. Zbliżyłem się do trupa. Kula ugodziła go w tył głowy i wyszła czołem. Przede mną leżał cudak. Czerwone buty, czerwone spodnie i rubaszka, a nawet czerwono farbowane włosy, zdobiły tego Kozaka. U boku zwisała szabla, jakiej dotychczas nie widziałem. W czarnej skórzanej pochwie tkwił pałasz. U szczytu gardy widniał emaliowany czerwony krzyż, ‘Order św. Anny’ ‘Aniewski Temblak’, na gardzie napis rosyjski ‘Za chrobrost’ (‘Za odwagę’). Było to tak zwane ‘Zołotoje Orużje’ (‘Złota szabla’) z orderem św. Anny, nadawany przez cara za wyjątkowy bohaterski czyn wojenny. Nie wiadomo czy był to oficer carski odznaczony za waleczność w czasie I Wojny Światowej, który przystał do Bolszewików, czy też raczej, zdobyty przez tego Kozaka na byłym oficerze carskim.

Roman Potocki, który służył w I Wojnie w rosyjskim gwardyjskim pułku kawalerii, mówił mi, że było to bardzo wysokie i rzadkie odznaczenie za czyn bohaterski. W jego pułku posiadał je tylko jeden oficer.

Odpiąłem szablę wraz z czarnym skórzanym pasem i przytroczyłem do mego siodła. Od tego dnia jeździłem z dwoma szablami. Gdy po paru miesiącach zachorowałem na froncie na tyfus, odjeżdżając do szpitala wziąłem ze sobą zdobyczną broń. Wisiała potem na ścianie w domu w Pieniakach”

...Coraz mocniejsze siły nieprzyja-cielskie otaczały Dywizję, która stale cofała się i musiał przebijać się przez okolice już zajęte przez wroga. Raz zbliżywszy się do jednej wsi, dwa szwadrony pułku Stacha, zostały ostrzelane z karabinów maszynowych i dostały rozkaz zdobycia jej w ataku. „W szyku rozwiniętym po komendzie ‘szable w dłoń!’ ruszyliśmy do szarży. W parę minut wieś została zajęta, wzięliśmy paru jeńców. Straty nasze były niewielkie.”

...”Raz zostałem wysłany z podjazdem, żeby zobaczyć jakie siły nieprzyjacielskie zajmują jedną wieś i czy most w tej miejscowości nie jest uszkodzony. Zbliżywszy się tuż do wsi, nagle znalazłem się oko w oko z silnym oddziałem kawalerii rosyjskiej. Nie zsiadając z koni ułani ostrzelali Kozaków i zawróciwszy, galopem puściliśmy się w powrotną drogę. Wiedziałem, że w lasku zajęły stanowiska nasze karabiny maszynowe. Ścigająca nas sotnia zbliżała się do lasku w pogoni za nami. W pewnej chwili zjechaliśmy z drogi zostawiając wolny obstrzał karabinom maszynowym, które z bliskiej odległości wzięły Kozaków pod swój ogień. Wtedy zatrzymaliśmy się, obserwując uciekających Budionnowców, z których wielu nie wróciło już do wsi, polegli bowiem w ogniu naszych maszynek.”

...”Wycofując się w walkach Dywizja dotarła do Brodów i Stach miał pierwszy raz od szeregu dni sposobność spać w prawdziwym łóżku. „Co za rozkosz było położyć się do łóżka po tylu dniach i nocach nie kończących się podjazdów, walk i zmęczenia, kiedy po kilkanaście godzin na dobę nie zsiadało się z konia. Chyba całą dobę spałem bez przebudzenia. Sytuacja Dywizji była fatalna. Konna armia Budionnego otoczyła Brody ze wszystkich stron, a pułki dywizji były walkami ostatnich dni wyniszczone i wycieńczone do ostateczności. Brakowało amunicji i żywności. Wszelka łączność została przerwana, rozkazy od dowództwa dochodziły jako zrzuty samolotowe, co w owym czasie było wielką rzadkością.

Dowództwo bolszewickie uważając dywizję za wykończoną i w sytuacji bez wyjścia, dwa razy przysyłało parlamentariuszy z propozycją kapitulacji, których jednak nasz generał bardzo źle potraktował.

Miasto było ostrzeliwane przez nieprzyjaciela i kilkakrotnie atakowane. Straty ludzkie dywizji były ogromne i jej stan wynosił około 1530 żołnierzy i 34 oficerów. W jednym z pułków straty wynosiły około 75% całego stanu. Mimo tego generał był pewny, że nocą uda się przebić.

Zajęto pozycje obronne naokoło miasta, w formie tak zwanego ‘jeża’, gdyż spodziewano się koncentrycznego natarcie nieprzyjaciela. O godzinie 13 rozpoczął się atak i trwał bez przerwy do godziny 18. Artyleria nieprzyjacielska biła w miasto ze wszystkich stron, nasza z powodu braku amunicji odpowiadała słabo.

O 10 wieczorem rozpoczęło się następne generalne natarcie wszystkich sił bolszewickich ze wszystkich stron równocześnie. Szalony huk armat nieprzyjacielskich, trzask karabinów maszynowych, nieustające krzyki ‘hurra’ naokoło miasta, jęki rannych na ulicach, przypominały najbardziej zawzięte walki z wojny światowej. Nieprzyjaciel nacierał z niebywałą furią, już nie konno lecz pieszo, na wszystkich końcach miasta. Natarcia te załamywały się w szalonym ogniu naszych karabinów maszynowych, nowe linie spieszonej jazdy wciąż podchodziły ku naszym pozycjom.

Atak trwał pół godziny. Napięte do ostateczności nerwy naszych bohaterów wytrzymały jednak i tę jeszcze próbę. Nieprzyjaciel został odparty z bardzo ciężkimi stratami.

Teraz przyszła kolej na nasz wypad. Była godzina 22.30. Rozkaz ‘Dywizja przebija się nocą’ odczuliśmy z wielką ulgą. W nocy wyruszyliśmy na nowe walki.”

...”Następnego dnia zostaliśmy wysłani na lewą, zachodnią flankę nad Bugiem, by obserwować ruchy nieprzyjaciela, który zaskoczony naszym uderzeniem zajmował jeszcze wsie nad rzeką. W pewnej chwili wyjechawszy na wzniesienie, ujrzałem w odległości około 150 kroków jadący oddział bolszewicki, dróżką tuż nad Bugiem. Kilkunastu jeźdźców eskortowało tak zwaną taczankę, karabin maszynowy na wózku. Była to groźna broń, często używana przez wojska kozackie. Stanęliśmy oko w oko. Jeden z jeźdźców, w ciemno niebieskich spodniach z białymi lampasami, z pistoletem na pasku w pokrowcu, zrobił parę kroków konno ku mnie w chwili, kiedy cały jego oddział ruszył dalej. Oglądnąłem się za siebie chcąc natrzeć na nich moim plutonem, ale niestety ułanów moich nie było, wycofali się z opresji. Wyciągnąłem wtedy mój Mauzer oddając kilka strzałów do odjeżdżającej taczanki. Jeden z eskortujących ją jeźdźców spadł z konia, towarzysze podnieśli go, umieścili na wózku i ruszyli dalej nie strzeliwszy do mnie ani razu. Potem niezadowolony robiłem gorzkie wymówki ułanom, którzy tłumaczyli, że bali się w razie ataku ognia z taczanki. Ludkowi później mówili, że obawiają się jeździć ze mną na patrole, gdyż narażam ich na wielkie niebezpieczeństwa.”

...”Nie długo potem przejeżdżając przez las, zatrzymałem pluton na polance by dać ludziom i koniom chwilę spoczynku, gdyż od świtu byliśmy w ruchu. Prawie równocześnie przejeżdżał generał Krajewski, który prowadził dziś osobiście natarcie i zobaczywszy nasz postój zatrzymał samochód i zawołał mnie do siebie. Kiedy mu się zameldowałem zostałem zbesztany, że odpoczywam. Moje tłumaczenia, że od wschodu słońca ułani są w ciągłym marszu w walce i że muszą chwilę wytchnąć nie przekonały dowódcy. Odpowiedział, że piechota też jest w ciągłym ruchu i boju i nie może sobie pozwolić na spoczynek. Na samochodzie powiewał sztandar bolszewicki zdobyty w tym dniu.

Zasalutowałem, wróciłem do moich ułanów, kazałem popręgi poprzyciągać i ruszyłem w dalszą gęstwinę, by nie być z drogi zauważony i zarządziłem dalszy odpoczynek. Niestety, nasz generał nie był kawalerzystą i nie rozumiał specyfiki naszej broni. Niejednokrotnie na tej podstawie mieliśmy różne trudności.”

(Ciag dalszy nastąpi)

Napisz do Redakcji