NavBar
nr. 1
VICTORIA, BC
Grudzień 2007
DZIAŁY

Co? Gdzie? Kiedy?


Historia, Wspomnienia, Przeszłość


Poezja, Wiersze, Rymy


Bajki, Legendy, Opowiastki


K. Malczyk - Sprawa Dziekańskiego


Humor, Satyra, Rozrywka


Kam - Parking 20go wieku


Bajki, Legendy, Opowiastki


Lala Koehn

Bajka o biednym kominiarzu.

Dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w lichej chatynce tuż na skraju wioski mieszkał sam jak palec ubogi kominiarz. Pracował ciężko i uczciwie, czyszcząc kominy – duże i małe, ceglane i miedziane, a za każdy oczyszczony komin dostawał jeden grosz. Pewnego ranka obudził się o świcie, wyjął ostatni kawałek chleba ze spiżarki, rozbił lód w wiaderku, gdzie na dnie pozostało jeszcze ćwierć litra mleka i wlał do garnuszka, aby się zagrzało. Przeżegnał się i siadł do skromnego śniadania.

„Dzisiaj jest Wigilia. Jak popracuję do wczesnego wieczora, to zarobię sobie pięć groszy” – mówił sam do siebie. „Za jeden grosz kupię dużą cebulę, pół kilo marchwi i buraków i trochę pietruszki. Jak szczęście dopisze i handlarz ryb będzie zadowolony z mojej pracy, to może da mi dodatkowo parę rybich głów na barszcz wigilijny… Za trzy grosze chyba dam radę kupić ze cztery świeczki i kilka lukrowanych bułek z makiem. Wieczorem, jak tylko wrócę z pracy, i nim się pierwsza gwiazdka pokaże, przygotuję wszystko do Wigilii, tak jak się należy w chrześcijańskim domu”.

Gdy skończył jeść, dokładnie zebrał wszystkie okruszki, by nakarmić ptaki, które głodne nie mogą znaleźć pożywienia pod śniegiem. W końcu spakował narzędzia do pracy, włożył ciepły kubrak i skierował się do drzwi. Próbował je odryglować, ale drzwi – ani rusz. Przez noc napadało śniegu prawie po sam dach i zasypało drzwi. Siadł biedak na ławie, a łzy zakręciły mu się w oczach. „Spiżarka moja pusta jak kieszeń, śnieg nie stopnieje pewnie aż do wiosny, bo mróz siarczysty trzaska jak z bicza. Co ja, chudzina, pocznę? Chyba mi przyjdzie umierać z głodu”. Łzy potoczyły mu się po policzkach…

Nagle usłyszał jakiś hałas w kominie, zerwał się na równe nogi, by zajrzeć do środka, gdy wtem wleciało do izby chmara ćwierkających ptaków, strzepujących sadzę ze skrzydełek. Ptaszki pokołowały wokół niego, po czym szybko pochwyciły kominiarską stalową linkę z kulą i nim się obrócił, poleciały z nią z powrotem do komina. Zdążył tylko zobaczyć kulę huśtającą się nad pustym garnkiem na piecu. Kominiarz chwycił ją szybko, chcąc ratować swoje narzędzie, ale nim by zdążył zmówić Zdrowaśkę, ptaki wciągnęły go przez komin na dach. Zsunął się po ośnieżonym dachu jak na sankach i ugrzązł w śniegowej zaspie, tuż pod drzwiami. Ptaki nie zwlekając, zaczęły odgarniać śnieg, aby wydostać swego dobroczyńcę. Skrzydełkami i ogonkami usunęły zaspy spod okien i drzwi i nawet uprzątnęły dróżkę prowadzącą ku wsi.

Kominiarz bardzo się wzruszył. Dziękując stukrotnie wszystkim ptaszkom, z wdzięczności zaprosił je na wieczerzę wigilijną. Jedna z wron (wiecie pewnie która – ta czarna-biała pasiasta, co tak stale plotkuje) poleciała pierwsza (bo jak zwykle nie mogła znieść, aby ją ktoś wyprzedził w nowinkach) i rozkrakała po całej wsi o tym wydarzeniu.

Jak to? Kominiarz mieszka sam jak palec, jest biedny jak mysz kościelna, a mimo to zawsze ma jakieś okruszyny dla ptaków?

Kominiarz pracował calusieńki dzień i za każdym razem, gdy skończył czyścić komin, gospodyni płaciła mu nie jeden grosz, ale dwa, i w dodatku – ku jego zdziwieniu i radości – wtykała mu do kieszeni to kawał sera, to kawał ciasta, a dwie kobiety dały mu nawet garść rodzynek i torebkę z migdałami.

Gdy wreszcie zakończył pracę przy ostatnim kominie, handlarz ryb wyszedł przed drzwi, poklepał kominiarza po plecach, życząc mu wesołych świąt, postawił przed nim wiaderko z żywym karpiem i na rozgrzewkę zaprosił do domu na gorący kubek herbaty z sokiem malinowym. Pożegnawszy się, kominiarz wyszedł na dwór, by pozbierać swoje narzędzia i zawiniątka z podarkami, które zostawił pod progiem. Ani śladu po jego rzeczach! Wszystko zniknęło! Zasmucił się okropnie… Z ciężkim sercem wracał do domu, bez ustanku powtarzając w myślach: „Cóż ja biedny dam teraz moim gościom? Czymże ja ich ugoszczę?”

Dotarł w końcu do domu i gdy otworzył drzwi, rozkoszne ciepło i smakowity zapach powitały go na progu. Po środku stał stół nakryty bielusieńkim obrusem, pod nim słoma pieczołowicie ułożona. Barszcz kipiał wesolutko na piecu. Wszystkie dzbany i dzbanuszki pełne były jedliny i świerkowych gałązek – ustawione na oknie i wszystkich kątach. Wesoło paliły się świeczki powstawiane w stare butelki. Cała izba wypełniona była cudownym aromatem, a zaproszone na Wigilię ptaszki wyglądały pierwszej gwiazdki, tłocząc się w oknie jeden nad drugim z dziobkami przyklejonymi do szyb pokrytych paprociami i kwiatami wymalowanymi przez mróz. Naraz jedna wrona (wiecie która? – ta, co miała czarno-białe pasiaste skrzydła i zawsze była pierwsza do wszystkiego) zaczęła krakać jak oparzona i stukać dziobem w szybę, bo zobaczyła bladą gwiazdeczkę ukazującą się na niebie. Z wielkim hałasem i łopotem wszystkie ptaszki rozgościły się wokół wigilijnego stołu, czekając z rozdziawionymi dziobkami, aż kominiarz podzieli się z nimi opłatkiem. Ledwo skończył łamać się opłatkiem z ostatnim skrzydlatym przyjacielem, zaczęły jeść bez ceregieli, bo tego dnia były bardzo głodne po niebywałej pracy.

Była to najlepsza i najweselsza Wigilia w życiu ubogiego kominiarza. Pili, jedli, a kolędy śpiewali na całe gardło, aż nadszedł czas, by pójść do kościoła na pasterkę.

Chciałbym, żebyście widzieli ich wszystkich, jak maszerowali i lecieli w stronę wsi: kominiarz otoczony śpiewającymi rozradowanymi ptaszkami, a śnieg trzeszczy bielutki, błyszczący jak diament.


Lala Koehen jest znaną i uznaną kanadyjską poetką. Jest autorką kilku tomików wierszy i licznych publikacji w literackich czasopismach. Jest też szczodrym sponsorem kulturalnych przedsięwzięć.

Kontakt